Informatyczne archiwum X

Umysł wykształcony na studiach ścisłych i technicznych ma pewną przypadłość, która przeszkadza mu bezstresowo funkcjonować w otaczającej go codzienności. Osoby takie, w tej liczbie informatycy, mają chorobliwą potrzebę rozumienia otaczającego świata, w szczególności rozumienia przyczyn pewnych zjawisk. Tymczasem w informatyce jest wiele zjawisk, które należą do swoistej ''strefy cienia'' - obszaru rządzonego z pozoru tymi samymi prawami, co inne dziedziny nauki i techniki, ale mimo to niepojętego dla rozumu.

Umysł wykształcony na studiach ścisłych i technicznych ma pewną przypadłość, która przeszkadza mu bezstresowo funkcjonować w otaczającej go codzienności. Osoby takie, w tej liczbie informatycy, mają chorobliwą potrzebę rozumienia otaczającego świata, w szczególności rozumienia przyczyn pewnych zjawisk. Tymczasem w informatyce jest wiele zjawisk, które należą do swoistej ''strefy cienia'' - obszaru rządzonego z pozoru tymi samymi prawami, co inne dziedziny nauki i techniki, ale mimo to niepojętego dla rozumu.

Sceptycznemu obserwatorowi trudno jest zrozumieć na przykład, jak to możliwe, że dyskietka 3,5-calowa ma nadal 1,44 MB i nie chce mieć więcej, choć wszystkie inne parametry komputerów rosną bardzo szybko. Napisałem kiedyś na ten temat felieton, po którym zasugerowano mi, że zapewne stoi za tym przemysł fonograficzny, który nie chce dopuścić do stworzenia taniego, przenośnego nośnika cyfrowego w obawie o własne zyski. Może to i prawda, ale równie dobrze można by winić Marsjan.

Nigdy nie zrozumiałem, dlaczego użytkownicy programów komputerowych potulnie godzą się na umowy licencyjne sformułowane w taki sposób, że nie mają oni żadnych praw gwarancyjnych. Oczywiście, poza prawem do płacenia ogromnych pieniędzy producentowi oprogramowania za kolejne wersje, w których co prawda część starych błędów jest usunięta, ale z nawiązką rekompensują to nowe usterki. Nie rozumiem też sekcji "znane błędy" (known bugs) w dokumentacji do programów. Jeżeli producent wiedział o błędach zanim wprowadził na rynek produkt, to dlaczego, do diabła, ich nie poprawił?

Nie mieści mi się w głowie, jak to możliwe, że za najlepsze informatyczne oferty pracy uważane są te z sektora FMCG, który największe pieniądze robi na rzeczach bezużytecznych czy wręcz szkodliwych, takich jak batoniki, chipsy i papierosy. Dlaczego często jest tak, że dyrektor ds. marketingu jest członkiem zarządu, a dyrektor ds. informatyki nie, choć wkład każdego z nich w prowadzenie biznesu jest tak różny jakościowo?

Nie pojmuję, dlaczego komputer w ogóle działa. Jeżeli składa się on z milionów tranzystorów, a każdy ma niezerowe prawdopodobieństwo awarii, to zdrowy rozsądek każe sądzić, że w końcu któryś musi się zepsuć. Wiem, że procesory i pamięci są wyposażone w mechanizmy bezpieczeństwa, iż jedynie ułamek układów produkowanych przechodzi testy jakościowe. Ale dlaczego - właśnie, dlaczego?! - komputery nie psują się ze starości, tak jak ze starości psują się telewizory, samochody czy żelazka? Może dlatego że szybciej wędrują na śmietnik z powodu "zestarzenia moralnego"? Ale ta odpowiedź rodzi następne pytanie - czemu w sklepach nie można kupić nowych starych komputerów? Skoro do dzisiaj produkuje się "malucha" czy "garbusa" i znajdują one nabywców, to dlaczego nie produkuje się jednogigabajtowych dysków?

Nie rozumiem jeszcze kilku mniejszych rzeczy. Jak to możliwe, że producenci oprogramowania żądają wielkich sum za naprawienie błędu roku 2000, który wcześniej sami wprowadzili do systemów? Nigdy nie pojąłem, jak działa funkcja strtok ze standardowej biblioteki C, i zawsze stosuję jej odpowiednik napisany przez siebie. Nie mieści mi się w głowie fakt, że państwo chętniej finansuje górników, kolejarzy i rolników (czyli przeszłość) niż infrastrukturę, edukację i technologię (czyli przyszłość).

Cała ta niewiedza nie przeszkadza mi na szczęście w wykonywaniu zawodu informatyka. Powoduje jedynie transcendentny niepokój umysłu przyzwyczajonego do racjonalnego myślenia. Ale czyż odrobina transcendencji nie jest potrzebna każdemu z nas?


TOP 200