Indeksy na indeks

Jeden z reliktów średniowiecza w naszym szkolnictwie zwanym wyższym ma szansę odejść do lamusa. Chodzi o indeks, którego potrzebę rozumieją jedynie dziennikarze. Corocznie na przełomie czerwca i lipca prasa, niezależnie od orientacji, na pierwszej stronie umieszcza aktualne tytuły: Rozpoczyna się (tegoroczna) batalia o indeksy. Bo studia to przecież indeksy. Jeśli ktoś nie wierzy, niech zapyta znajomych z administracji uniwersyteckiej. Niech zapyta studentów. Niektórzy twierdzą, że zdać egzamin to betka, ale uzyskać wpis do indeksu, to jest dopiero skaranie boskie. Nauczycieli akademickich lepiej nie pytać.

Jeden z reliktów średniowiecza w naszym szkolnictwie zwanym wyższym ma szansę odejść do lamusa. Chodzi o indeks, którego potrzebę rozumieją jedynie dziennikarze. Corocznie na przełomie czerwca i lipca prasa, niezależnie od orientacji, na pierwszej stronie umieszcza aktualne tytuły: Rozpoczyna się (tegoroczna) batalia o indeksy. Bo studia to przecież indeksy. Jeśli ktoś nie wierzy, niech zapyta znajomych z administracji uniwersyteckiej. Niech zapyta studentów. Niektórzy twierdzą, że zdać egzamin to betka, ale uzyskać wpis do indeksu, to jest dopiero skaranie boskie. Nauczycieli akademickich lepiej nie pytać.

W głupiej sytuacji są ci, którzy uczą systemów informacyjnych lub baz danych. Na zajęciach mówią, że technika informacyjna przynosi korzyści, gdyż dane można i należy rejestrować raz i tylko raz, zapewniając przy tym jak najlepszą kontrolę ich rzetelności i poprawności. Potem przychodzi egzamin i taki nauczyciel akademicki redaguje (tworzy z bazy danych) raport z egzaminu. Jego zawartość przepisuje następnie do opieczętowanego protokołu. Potem przyjmuje studentów, z których każdy podstawia indeks i kartę egzaminacyjną, do których egzaminator przepisuje oceny z protokołu. Student zabiera następnie te "źródła" danych i zanosi do dziekanatu. Tam sprawdza się, czy wpisy w wymienionych dokumentach są zgodne. Sprawdzić trzeba, gdyż uczeni są niepoprawni i nawet na chwilę nie przestają myśleć. Jest to tymczasem czynność niepożądana i szkodliwa w niektórych pracach biurowych. Gdy już wszystko się zgadza, można zawartość: a) przepisać ręcznie do dziennika, a następnie... b) wprowadzić do komputera (!?). Trzeba jeszcze opieczętować indeksy i położyć je na półki, żeby sobie studenci pozabierali. Potem jest nowy semestr i cała kołomyja zaczyna się od nowa.

Czasami ktoś próbuje się dowiedzieć, po co to wszystko i jaki ma sens. Najczęściej słyszy opinię, że przecież indeksy zawsze były. Ale po co? Tu o odpowiedź nieco trudniej. Były zawsze indeksy i już! Typowa cecha organizacji paternalistycznej typu feudalnego. W takiej organizacji nie można wprowadzać zmian. Nie ma to sensu, cokolwiek by się zrobiło, wynik będzie opłakany. Komputery będą bezcelowym i kosztownym utrudnieniem wykonywania starych bezsensownych procedur. Indeks jest ważny, gdyż taka jest tradycja. Jaka tradycja? Jak to jaka? Dzieciom można potem pokazać, wnukom! W rzeczywistości prawie nikt nie pokazuje. Często wcale nie ma się czym chwalić. Czy pielęgnowanie bezsensownej tradycji zbierania autografów za pieniądze podatników jest nieprzyzwoitością w czasach, gdy podobno tak bardzo brakuje środków na edukację. Tak naprawdę ta tradycja jest martwa. Wystarczy zobaczyć kilka indeksów - poplamionych, podartych, niestarannie wypełnionych i pokreślonych. To już nie tradycja, a bezsensowna i niekompetentna (ale tu i ówdzie "skomputeryzowana"!) inercja urzędnicza.

W szkołach z tradycjami, indeksów i innych reliktów nikt nie odważy się kwestionować. Cała nadzieja w nowych szkołach, w których trzeba myśleć i liczyć, żeby przetrwać i zyskać pozycję. Trzeba inwestować w ludzi i stwarzać im warunki do pracy, a nie przymuszać ich do robienia rzeczy bezsensownych. Dlatego właśnie to rektor nie uczelni o ugruntowanej pozycji, a Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie proponuje, by nowa ustawa o szkolnictwie wyższym nie zobowiązywała uczelni do utrzymywania bezsensownego i kosztownego systemu ręcznego przepisywania ocen z egzaminów. Oni najwyraźniej wiedzą, czego uczą: zarządzania i informatyki.


TOP 200