Impuls

Odbyłem ostatnio niezwykle ciekawą rozmowę z dyrektorem handlowym odpowiedzialnym za sprzedaż komputerów w dużej firmie. Oświadczył mi wprost, że w branży panuje zastój, bo nie ma żadnego nowego gadżetu, który uruchomiłby sprzedaľ komputerów

Odbyłem ostatnio niezwykle ciekawą rozmowę z dyrektorem handlowym odpowiedzialnym za sprzedaż komputerów w dużej firmie. Oświadczył mi wprost, że w branży panuje zastój, bo nie ma żadnego nowego gadżetu, który uruchomiłby sprzedaľ komputerów.

Przyznam się, że taki punkt widzenia nieco mnie zaskoczył, ale po chwili namysłu musiałem memu rozmówcy przyznać rację. Kiedyś komputeryzację porównywało się do motoryzacji, jednakże sprzedaż samochodów, choć mająca swoje wahania koniunktury, ustabilizowała się już w większości krajów na pewnym poziomie. Po prostu samochody mają wszyscy, którzy mieć je muszą, a sprzedaż odtwarza maszyny zniszczone lub uszkodzone w trakcie eksploatacji. Następuje też naturalny przepływ używanych samochodów z rąk bogatszych nabywców nowości do rąk biedniejszych, ukontententowanych tańszym i mniej prestiżowym starociem.

Tymczasem w przypadku komputerów wszystkie te mechanizmy niezbyt chcą działać! Jeżeli komputer nie zepsuje się w czasie pierwszych paru miesięcy eksploatacji, to na ogół można przyjąć, że wytrzyma jeszcze długie lata. Jedyne zużycie jakiemu podlega to zużycie moralne, czyli staroświeckość. Dotąd producentom i sprzedawcom komputerów udawało się wmawiać klienteli, że każda kolejna generacja produktów jest lepsza, bo szybsza. Dotknęło to nawet naszych specjalistów od zakupów rządowych, bo biurokracja nie była w stanie nadążyć z wpisywaniem nowości do zaleceń przetargowych: gdy wszyscy wiedzieli już, że 486 jest koniecznością, to informatycy publiczni zalecali dalej 386.

A potem stała się rzecz dziwna: pojawiło się Pentium i okazało się, że teoretycznie znacznie szybsze, w praktyce typowych zastosowań wcale nie daje rewelacyjnej odmiany. Ba, niektórzy specjaliści wręcz twierdzą, że platforma WINTEL osiągnęła kres swoich możliwości rozwojowych. Mała popularność Windows 95 pokazuje, że tak myśli wielu klientów. Chcąc nie chcąc producenci i sprzedawcy zaczęli kombinować, co by tu wcisnąć masom. Na początek wymyślili CD-ROMy z multimediami. Wprawdzie nikt dobrze nie wie, co to jest utwór multimedialny, ale każdy wie, że komputer multimedialny to taki z napędem CD-ROM i koniecznie dwoma głośniczkami. Jak jest jeden, to jeszcze nie multimedia. Wynikałoby z tego, że słowo "multi" dotyczy liczby głośników. Niestety, multimedia nie dają się

sprzedawać władzy, bo przecież żaden urzędnik nie będzie otwarcie grał w czasie godzin pracy.

Jako drugą lokomotywę sprzedażną wymyślono Internet. Tu już nikomu nie można zarzucić lenistwa - szperanie po sieci zawsze można uzasadnić koniecznością zawodową. Mam paru znajomych, którzy pod pretekstem unowocześniania miejsc pracy wymusili na pracodawcy zakupienie modemów oraz opłacenie kont pocztowych. Dziś szanujący się szpaner bez skrzynki pocztowej jest jak bez ręki (adres niżej podpisanego: kuba@pol.pl, pod który można nadsyłać swoje spostrzeżenia nt. użyteczności sieci). Mówi się już o specjalnych komputerach sieciowych - niestety, z punktu widzenia handlu nie będą one przebojem, mają kosztować tyle co telewizor lub wideo, a więc znacznie mniej niż dzisiejsze najtańsze komputery domowe.

Nim jednak nowa generacja zabawek pojawi się na półkach sklepowych, nie widać żadnego impulsu-zachęty do kupowania czegoś nowego. Dlatego też armia producentów oraz sprzedawców myśli i kombinuje po nocach. Już niedługo dowiemy się, że bez pewnych nowych rozwiązań nie można być nowoczesnym, ba - nie można w ogóle myśleć o komputeryzacji. Zapytajmy się wtedy sami siebie, po co nam właściwie jakakolwiek odmiana i czy nie wystarcza nam posiadany komputer.

Nothing succeeds like success!