Ilu ludzi pamiętało?

Udało się nam, dożyliśmy kolejnego roku, na święta nie przejedliśmy się, w Sylwestra nie zerwaliśmy filmu. Tfu, tfu, odpukać w niemalowane drzewo, mamy się dobrze, dziękuję, postoję.

A teraz pytanie: czy zrobili Państwo archiwalne kopie swojej poczty elektronicznej za rok 2009? Czy skopiowali dokumenty z dysku na CD-R, a może nawet DVD-R, bo macie ich tyle, że Wasz komputer jest zapchany po brzegi? Jeśli nie, no to proszę odłożyć gazetę (lub odejść od komputera, jeśli czytają Państwo tekst w postaci elektronicznej) i wykonać co trzeba. Zaraz!

Robiąc doroczny rachunek sumienia, złapałem się na tym, że stabilność mego zestawu komputerowego uśpiła mą czujność. Szybkie sprawdzenie pokazało, że ostatni raz zrobiłem kopię całego systemu na zewnętrznym dysku ponad trzy miesiące temu. A przecież dysk ten jest urządzeniem mechanicznym, ma kilka lat i zapewne niedługo sam odda ducha, to znaczy zarzęzi i przestanie nadawać się do czegokolwiek. Zresztą, sto dni to dużo czasu - napisałem w tym okresie pewnie dziesięć felietonów, kilkadziesiąt wpisów do blogu, niezliczone listy oraz wgrałem w komputer sporo zdjęć. Oczywiście, teksty felietonów są także w archiwum redakcyjnym, blog trzymany jest na serwerze, który ma kilka kopii bezpieczeństwa, zaś zdjęcia ciągle jeszcze tkwią w aparacie, bo nie chciało mi się ich stamtąd wykasować. Tak to nowoczesna technologia prowadzi wprost do lenistwa. Kiedyś każdy kopiował co się dało na dyskietki, bo jeśli nie zrobiło się kopii, to szansa na stracenie dokumentów była duża. Z czasem jakość dysków poprawiła się na tyle, że nikt już nie myśli, że mogą one paść. Z drugiej strony, prawie wszystko co tworzymy zaraz znajduje się gdzieś dalej. Poczta zalega na serwerze, którego pojemność rośnie coraz szybciej. Ostatnio udało mi się osiągnąć wypełnienie ponad 25% na Google Mail, a to tylko dlatego, że wysyłam duże pliki. Zdjęcia coraz częściej pakuję gdzieś, tam gdzie inni mogą je oglądać. O moje pisanie dba redakcja. A jednak mi żal, że nie robię, jak kiedyś, archiwum co miesiąc.

Przy okazji świąt zajrzałem do starych archiwów. Części z nich nie jestem już w stanie otworzyć (nietypowy format CD-R oraz plików, niestety - także poczty elektronicznej). Ale mogę się cofnąć o dobrze ponad 10 lat bez specjalnych problemów. Przyznam się płaczliwe do rozrzewnienia, gdy przeglądam stare listy. Wprawdzie nie są one pożółkłe i wymięte, ale prawie czuję ich zapach starości. Gdybym nie robił archiwum, to mógłbym tylko o nich pomarzyć. Łatwo mogę sobie wyobrazić, że jeśli pożyję jeszcze lat dziesięć, a może nawet dwadzieścia, to będę chciał móc wrócić do roku 2009 i przypomnieć sobie, czym wtedy pasjonowałem się. Nie sądzę, aby usługi internetowe przetrwały tyle lat. Już prędzej pudełka z CD-R uda się przechować gdzieś w piwnicy albo na strychu. Wiem, że stosowanie nietypowych formatów jest złe. Dlatego pisanie trzymam jako teksty, zdjęcia jako jpegi, muzykę jako empe trójki, filmy jako empe czwórki. Takie będą nasze wspomnienia - ograniczone do kilku popularnych formatów. Ale będą. W odróżnieniu od początku lat 90-tych, gdy już wszystko robiłem na komputerze, ale jeszcze nie zachowywałem w postaci dziś odczytywalnej. Choć mam całą szufladę z pudełkami dyskietek, do których już nikt pewnie nigdy nie zajrzy...

Boję się, że nie tylko ja straciłem spory kawałek życia. Ilu ludzi dalej nie robi archiwum domowego? Podejrzewam, że mnóstwo. Jeśli więc nie posłuchali Państwo za pierwszym razem, to teraz proszę po dobroci: zróbcie kopie tego, co macie na dyskach. Kiedyś będą to Wasze najcenniejsze wspomnienia!