Igrzyska

Po każdych targach powtarzają się te same narzekania, że uczestniczenie w nich jest właściwie bez sensu. Że żadnych specjalnych nowości i tak się na nich nie zobaczy, bo impreza ma za małą rangę w świecie. Że rzeczywistych klientów i tak nie zdobywa się tą drogą, bo na targach nie czują się oni pewnie i nie potrafią wyłuszczyć, o co im chodzi. Że pozytywny wizerunek firmy skuteczniej kreują inne działania marketingowe. Że chociaż i są okazje do zawarcia interesujących kontaktów i biznesowych rozmów między właścicielami różnych wystawiających się firm (lub ich menedżerami), to nie da się ich dobrze wykorzystać, bo hałas, tłok, nerwowość i mnóstwo obserwatorów.

Po każdych targach powtarzają się te same narzekania, że uczestniczenie w nich jest właściwie bez sensu. Że żadnych specjalnych nowości i tak się na nich nie zobaczy, bo impreza ma za małą rangę w świecie. Że rzeczywistych klientów i tak nie zdobywa się tą drogą, bo na targach nie czują się oni pewnie i nie potrafią wyłuszczyć, o co im chodzi. Że pozytywny wizerunek firmy skuteczniej kreują inne działania marketingowe. Że chociaż i są okazje do zawarcia interesujących kontaktów i biznesowych rozmów między właścicielami różnych wystawiających się firm (lub ich menedżerami), to nie da się ich dobrze wykorzystać, bo hałas, tłok, nerwowość i mnóstwo obserwatorów.

Innymi słowy, że każdy cel, któremu mają służyć targi - i częściowo nawet służą - można realizować skuteczniej i taniej (koszty wystawiennicze są niebagatelne!) innymi środkami. Czym zatem wytłumaczyć rosnącą popularność warszawskiego Expo: rekordową chyba w tym roku liczbą wystawców, gości i zwiedzających?

Nasuwa mi się jedno poważne podejrzenie. Otóż targi wcale nie służą zaspokajaniu potrzeb biznesowych i wcale nie po to się na nie przychodzi. Służą natomiast zaspokajaniu potrzeb emocjonalnych. Na co dzień biznes składa się z zimnych kalkulacji, wyrachowanych strategii, racjonalnych czynności. Ludzie są podporządkowani hierarchii, firmowej etykiecie oraz procedurom pracy. Targi - ten zaduch, hałas, fizyczna bliskość ludzi w tłoku, niedociągnięcia organizacyjne, nieoczekiwane zdarzenia - wprowadzają w ten zimny i racjonalny świat odrobinę szaleństwa, zapach ludzkiego potu i zbawcze uczucie, że dziedzina biznesu i technologii komputerowej nie pozbawi nas zdolności do odczuwania i tworzenia wspólnoty nie tylko na bazie wspólnych interesów, ale po prostu bycia człowiekiem. Być może dlatego targi - te męczące, kosztowne i bezsensowne imprezy - są świętem świata komputerowego biznesu.


TOP 200