IT Czernobyl

Gdyby samo istnienie straży pożarnej zabezpieczało nas skutecznie przed pożarami, należałoby tę straż hołubić i utrzymywać na wszelkie możliwe sposoby, bo i tak by się opłaciło. Zdarza się jednak i tak, że strażacy, szczególnie ci ochotniczy, dość długo zajęcia nie mają, co frustruje nie pozwalając pochwalić się jakimś dokonaniem w tym, skądinąd trudnym i niebezpiecznym, zawodzie. No i bywa, że któryś nie wytrzymuje i sam podpala coś, co dobrze się pali, by wykazać się potem odwagą w pierwszych szeregach ratowników.

Gdyby samo istnienie straży pożarnej zabezpieczało nas skutecznie przed pożarami, należałoby tę straż hołubić i utrzymywać na wszelkie możliwe sposoby, bo i tak by się opłaciło. Zdarza się jednak i tak, że strażacy, szczególnie ci ochotniczy, dość długo zajęcia nie mają, co frustruje nie pozwalając pochwalić się jakimś dokonaniem w tym, skądinąd trudnym i niebezpiecznym, zawodzie. No i bywa, że któryś nie wytrzymuje i sam podpala coś, co dobrze się pali, by wykazać się potem odwagą w pierwszych szeregach ratowników.

Bywa też i tak, jak to zdarzyło się rok czy dwa temu, bodajże w Niemczech (a może była to Austria?). Tam ogień, wzniecony tylko po to, by go gasić w trakcie ćwiczeń, wspomagany przyjaznym mu wiatrem wymknął się spod kontroli i przerodził w poważny pożar. To zaś przenosi nas w sferę eksperymentów, które miast pozostawać pod kontrolą wykonawców, zrywały się z uwięzi i błyskawicznie stawały się poważnym, kosztownym, a nierzadko i tragicznym problemem. Nie ma chyba dziedziny, w której coś takiego się nie wydarzyło, a lista spalonych i w inny sposób zniszczonych pracowni i laboratoriów chemicznych wypełniłaby sporą książkę. Na pomysłach tego rodzaju oparto liczne książki i scenariusze filmów.

Oprócz jednak takiej "fiction" była i "reality", czego najtragiczniejszym w skutkach przykładem jest, jak dotąd, katastrofa w elektrowni atomowej niedaleko Czernobylu. Tam też, w trakcie rutynowej i zapewne wykonywanej dziesiątki razy operacji wyłączenia reaktora postanowiono przeprowadzić - jak się okazało kiepsko przygotowany - eksperyment. Z wiadomym efektem.

W tym miejscu można by zaryzykować twierdzenie, że informatyka jest w zasadzie wolna od tego rodzaju ryzyk, gdyż każde jej zastosowanie można poprzedzić dowolnie wieloma próbami na niby, czyli testami. Tak jednak tylko się wydaje: podobnie, jak wyobraźni wymaga stworzenie rozwiązania informatycznego, tak jeszcze większą pomysłowością trzeba się popisać, obmyślając te próby na niby. A fachowcy, którzy strawili na tym zajęciu lata i tak powiedzą, że tzw. życie prędzej czy później okaże się bogatsze.

Późną wiosną tego roku mieliśmy (świat się uczy - nadal głównie w USA, ale już nie tylko), szereg przypadków ujawnienia, kradzieży i - nawet! - sprzedaży danych osobistych, umożliwiających tzw. kradzież osobowości bądź dostęp do rachunków bankowych różnych osób. Pośród nich był i taki, gdzie firma pośrednicząca w transakcjach finansowych dokonywanych za pomocą kart płatniczych, wbrew obowiązującym ją regułom, kolekcjonowała dane z tych kart, zapisując je bez szyfrowania w swych komputerach. Były w tych danych tak łakome dla przestępców kąski, jak zawartość pasków magnetycznych z kart. Ogółem zebrano tego coś około 40 milionów zapisów z kart wszystkich niemal organizacji firmujących je swoim szyldem, wydanych przez banki z całego świata.

Szczęśliwie ci, którym udało się włamać do tego systemu, skopiowali tych zapisów "tylko" około 200 tysięcy, a na trop sprawy pierwsze wpadły banki australijskie i nowozelandzkie, wykrywając nietypowe wzorce zachowań na rachunkach niektórych klientów.

Firma CardSystems, w systemie której to wszystko się wydarzyło tłumaczyła, że dane przechowywano, fakt, że wbrew regułom ustalonym przez Visę i MasterCard, ale za to "dla celów badawczych".

Literka "I" w angielskim skrócie oznaczającym naszą branżę oznacza informację, która jest naszym materiałem do obróbki na tysięczne sposoby i który to cenny materiał w pełnym zaufaniu się nam powierza. W świetle wspomnianych faktów musimy jednak zadać sobie pytanie: jak daleko (a może: jak blisko?) jest informacyjny Czernobyl?