I tak się wyda

Im więcej mówi się o ochronie danych osobowych, tym częściej zdarza mi się wejść przypadkowo w posiadanie informacji, które nie są dla mnie przeznaczone. Wnioski, jakie narzucają się w tych okolicznościach, są takie, że rządzi tu zwykła nieuwaga czy zaniedbanie.

Przypadki, które zarejestrowałem w najbliższym otoczeniu w ciągu ostatnich miesięcy, dobitnie pokazują, że źle dzieje się w zakresie ochrony danych osobowych. A więc dostałem drogą mailową do podpisu rachunek, który nie był przeznaczony dla mnie, niewiele wcześniej pocztą tradycyjną otrzymałem też coś w tym rodzaju, a z kolei małżonka otrzymała roczne rozliczenie podatkowe, na którym zgodne było jedynie nazwisko. I otrzymała to - o ironio - z instytucji, która z racji swej funkcji zobligowana jest szczególnie do przestrzegania porządku prawnego. Domniemam, że z kolei inni odbiorcy mieli szanse zapoznać się ze szczegółami moich i żony rozliczeń, umów i tym podobnych dokumentów rozsyłanych po kraju na chybił-trafił, bo jakąż by inną prawidłowość tu zaserwować. Przytoczone pomyłki (bo takimi w istocie są) wynikają bądź z nieuwagi, bądź z niedowidzenia osoby przygotowującej wysyłkę, która najczęściej polega na kopertowaniu lub wybraniu adresata z niepowiązanej z dokumentem źródłowym listy adresowej. Tak czy owak niewinne temu są procedury, bo jakże można by ustrzec się proceduralnie przed dokonywaniem pomyłek w tym zakresie? No chyba nie zapisem w rozporządzeniu mówiącym, że nie należy mylić się przy kopertowaniu. Aż kusi niektórych, aby powołać w firmie pomocnika administratora bezpieczeństwa informacji, który kontrolowałby poprawność przygotowanej wysyłki. Niemniej i przy kontroli można też się pomylić albo narobić nowych błędów.

Z ryzykiem wejścia w posiadanie naszych danych osobowych i/lub finansowych spotykamy się w różnych obszarach nie wynikających z naszych układów zawodowych. Wspomnieć wypada chociaż o takich praktykach, jak wysyłanie informacji o stanie konta bankowego tradycyjną pocztą. Co prawda w bankach procedury kopertowania są zautomatyzowane, więc na tym etapie raczej ryzyko pomyłki jest znikomo małe, ale listonosz nie jest automatem i nie zawsze trafia do właściwej skrzynki, co skutkuje tym, że sąsiedzi mają od czasu do czasu okazję do zapoznania się z naszym stanem majątkowym. Tutaj akurat można źródło informacyjne odciąć, rezygnując z wysyłki drukowanych wyciągów.

Na tle tego typu zdarzeń dosyć niemrawo wygląda sprawa ukrywania spisu lokatorów czy wizytówek na drzwiach mieszkań. W niektórych przypadkach może to być nawet szkodliwe lub mylące, zwłaszcza gdy staramy się dotrzeć do znajomych, których numeru mieszkania nie pamiętamy lub gdy zamiast do sąsiada do nas wpada brygada antyterrorystyczna.