Hit jednego sezonu

Zdarzyło mi się ostatnio odwiedzić kilka dość interesujących serwisów internetowych. Tym, co przykuło moją uwagę na każdym z nich, był malutki licznik zawierający informację, ile razy odwiedzono te strony.

Zdarzyło mi się ostatnio odwiedzić kilka dość interesujących serwisów internetowych. Tym, co przykuło moją uwagę na każdym z nich, był malutki licznik zawierający informację, ile razy odwiedzono te strony.

Licznik taki, w postaci kodu HTML, można ściągnąć już z ponad setki miejsc (np.http://www.thecounter.com albohttp://www.web-stats.com ). Działanie jest proste: dostarczony HTML należy dołączyć do strony, a gdy jest ona ściągana z serwera (następuje tzw. hit), dodany kod odwołuje się do serwera dostawcy licznika, gdzie na specjalnym koncie zliczana jest liczba odwiedzin. W odpowiedzi autor strony może otrzymać efektowny obrazek, zawierający licznik odwiedzin (na jednym z serwisów dostępnych jest aż 175 stylów licznika), a po uiszczeniu niewygórowanej opłaty, dokładną analizę, kto i kiedy odwiedza jego stronę. W dzisiejszych czasach bożek oglądalności owładnął media. Telewizje, z tzw. publiczną włącznie, dla oglądalności zrobiłyby wszystko. Konia z rzędem temu, kto, włączywszy przypadkiem telewizor, nie trafi na sitcom, telenowelę, amerykański film sensacyjny lub "teledurniej". Serwisy internetowe są, niestety, tak samo jak inne media elektroniczne uzależnione od tego bożka. Przyczyny są bardzo proste - każdy może się o tym przekonać, czytając np. prospekt emisyjny firmy Interia.pl SA, gdzie wyraźnie jest napisane, że reklamy, tj. banery, przyciski i mailing, stanowią 82% przychodów tego popularnego portalu. Reklamodawcy płacą za oglądalność, a oglądalność zapewniają odwiedzający - ot, życie.

Niestety, widoczne wszędzie liczniki odwiedzin każą sądzić, że mało kto zdaje sobie sprawę, iż liczba "hitów" nie jest żadnym miernikiem oglądalności serwisu. Przyczyn jest kilka, ale najważniejsza to rozmaite przyspieszacze stron, czyli caching. Istnieje wiele poziomów tymczasowego składowania w Internecie, w większości całkowicie "przeźroczystych" dla zwykłego użytkownika sieci. W sytuacji, gdy jakaś strona jest popularna, chętni do jej obejrzenia ściągną je z , a jej autor nawet się o tym nie dowie. Zabezpieczenie strony przed umieszczeniem w cache'u nie jest rozwiązaniem - strona staje się trudno dostępna i wielu chcących ją obejrzeć nie doczeka się ściągnięcia. Ponadto konfiguracja komputera też ma znaczenie. Na przykład Internet Explorer ma mechanizm pozwalający sprawdzić, czy strona została uaktualniona. Sprawia on, że serwer, na którym strona jest umieszczona, może zanotować "hit", pomimo że nikt nawet nie spojrzał na stronę. Ponadto struktura serwisu ma ogromy wpływ na statystyki odwiedzin. Ten sam dokument umieszczony na jednej stronie HTML da jeden "hit", a rozbity na spis treści i pięć rozdziałów - sześć. Osobnym problemem są serwisy przeszukujące i indeksujące zawartość Internetu. Każda przeszukiwarka internetowa co jakiś czas indeksuje zawartość znanej sobie strony. Nie ma sposobu, w jaki serwer mógłby odróżnić "hit" pochodzący od takiego serwisu od rzeczywistej osoby, która ogląda stronę.

Wspomniany prospekt emisyjny, dokument aż do bólu szczery, nie pozostawia złudzeń w kwestii badań popularności serwisów internetowych (pkt. 5.5.2): W Polsce nie są dostępne kompletne i akceptowane przez branżę badania Internetu. Na rynku działa wiele ośrodków badawczych, które stworzyły różne metody. Można jednak sądzić, iż nie odzwierciedlają one w pełni stanu rzeczywistego.

Polecam te zdania uwadze wszystkich, którzy biorą serio wskazania liczników na stronach internetowych. Oby kolorowe, migające i skrzące się liczniki "hitów" pozostały hitem jednego sezonu..