Handlowcem być

Ciężkie jest życie handlowca. Klienci - to fakt - na coraz więcej rzeczy mogą sobie pozwolić, ale zrobili się jacyś tacy marudni, wybredni i wiecznie niezadowoleni. I bądź tu człowieku mądry, i w takiej sytuacji sprzedawaj. Toć to prawdziwa katorga. Zewsząd słychać narzekanie, że za drogie, że konkurencja za tę samą cenę daje jeszcze to i tamto, że jeszcze poczekamy, niech pan odezwie się za miesiąc albo najlepiej za dwa.

Ciężkie jest życie handlowca. Klienci - to fakt - na coraz więcej rzeczy mogą sobie pozwolić, ale zrobili się jacyś tacy marudni, wybredni i wiecznie niezadowoleni. I bądź tu człowieku mądry, i w takiej sytuacji sprzedawaj. Toć to prawdziwa katorga. Zewsząd słychać narzekanie, że za drogie, że konkurencja za tę samą cenę daje jeszcze to i tamto, że jeszcze poczekamy, niech pan odezwie się za miesiąc albo najlepiej za dwa.

Fakt, że pojawili się u nas prawdziwi handlowcy: wyrzucamy ich jednymi drzwiami, wchodzą drugimi - dobitnie świadczy, iż naprawiamy błędy starego systemu. Bo jak to było dawniej? A no było odwrotnie. Handlu nie było. Była dystrybucja (błyskawiczna). Handlowiec miał klienta w głębokim poważaniu. Sprzedawał wszystko, co miał (jak miał). Klient też był nie tym klientem, co dziś. Brał, co było, potulnie i zawsze szczęśliwy: od kartofli po samochód.

Oczywiście, handlowiec nie byłby handlowcem, gdyby nie tchnął w ten martwy mechanizm choć odrobiny życia. Wszyscy go szanowali i kłaniali mu się w pas. A może zapamięta i wyjmie spod lady kostkę masła? Były to próby uautentycznienia życia gospodarczego. A dziś? Jak nam pani w sklepie podpadnie, to więcej do niego nie zaglądamy. Jak pan w salonie sprzedaży nie zainteresuje się nami, firma przez niego reprezentowana przestaje nas interesować. Aż tak się porobiło. Handlowcy nam się w pas kłaniają.

Żyj tu, człowieku, ciągle się w pas kłaniając. A sprzedawaj systemy informatyczne, bajońsko drogie. Ile to ukłonów, uprzejmości, kolacji, zachwalania, przekonywania musi zaistnieć, zanim klient - ten facet, który to chyba nie wie już czego chce - powie tak! Ile to tych zabiegów z pogranicza nieuczciwej uczciwości i uczciwej nieuczciwości trzeba zastosować? Jaką odporność psychiczną trzeba posiadać, żeby nie powiedzieć, co się naprawdę o kliencie myśli? Podziwiam handlowców! I wcale im nie zazdroszczę tych przywilejów: pensji fantastycznych, premii setmilionowych, budżetów, samochodów... Nie wytrzymałbym tego ciągłego przekonywania, że jest lepiej niż jest. Jak w takiej sytuacji ustawić się psychicznie, kiedy wiadomo że w ceniącym tylko nagie fakty świecie perswadującą mową niczego wygrać się nie da (chyba że na nerwach).

Dlatego handlowcem trzeba się urodzić. Trzeba sprzedać bez względu na to, co o nas myślą. Trzeba być bezwzględnym. Jeśli jest się handlowcem nie z urodzenia - prędzej czy później przyjdzie kres. Ile można kosztować w wódce, dającej błogie złudzenie, że się jest tym, czym się nie jest (znam takich handlowców). Ile można zanudzać żonę, wyrzekając na tych, co to kupować nie chcą.

A jaka z tego nauka dla wnuka: ano taka że handlowców trzeba szanować. Tak jak ich sytuacja nagle stanęła na głowie, a nie na nogach, tak i my możemy w nieoczekiwanym momencie zacząć machać w powietrzu nogami. Dlatego, jeśli nawet nie kupimy niczego od handlowca, zaprośmy go na obiad. On potrzebuje tego bardziej niż naszego: biorę. Tak przynajmniej ja zauważyłem. A Państwo, co myślicie o naszych handlowcach?


TOP 200