Handelek

Po firmie poszła fama, że Lokalny Informatyk w czasie pracy zajmuje się nielegalnymi operacjami finansowymi. Podobno handluje dolarami, czy w inny sposób nimi obraca, i to za pomocą służbowego sprzętu oraz czasu.

W tym kontekście przestaje dziwić, że ostatnio kupił sobie nowe auto. Co prawda, w tej dziedzinie nie może stawać w szranki z innymi pracownikami firmy, ale wiadomo, że ci zarabiają lepiej, bo są treścią istnienia tego zakładu. Zaś informatyk jest tylko informatykiem i żadnego zysku firma z tego nie ma. Ot, zwyczajny komputerowy cieć, nie różniący się specjalnie od portiera, który notabene ma dużo lepszy pojazd. Cóż, 40-letni emeryt służb państwowych z wysoką emeryturą wzbogacaną dorabianiem na portierni... Zresztą, w rankingu CBOS dotyczącym prestiżu zawodów w pierwszej dziesiątce informatyka nie uświadczysz. Jest za to profesor, nauczyciel, górnik, strażak, pielęgniarka, lekarz oraz inżynier w fabryce (ale nie oprogramowania).

Tak więc nikomu nie wydawało się możliwe, aby zdefraudowany Lokalny mógł cokolwiek uskrobać ze swej skromnej pensyjki, która wg Dyrekcji miała zapewnić mu byt, a nie dobrobyt. Ma być wyspany i najedzony, aby przez te kilka godzin w pracy miał siłę ganiać, a nie słaniał się. Stąd też plotka o nielegalnych transakcjach Lokalnego miała szanse środowiskowe do zaistnienia. Źródłem tych wieści był zapewne Administracyjny, który łaził po pokojach i sprawdzał, czy grzejniki działają, bo zbliżał się sezon zimowy. On to właśnie musiał zauważyć, że na ekranie Lokalnego wyświetla się "dużo dolarów" (jak cytowano to w firmie). Dyrekcja nie robiła z tego sprawy, uważając, że te prywatne poczynania, chociaż czynione w pracy, jeśli nie wpływają na podstawową działalność informatyka, są całkowicie nieszkodliwe, a wręcz mogą być pożyteczne, przysparzając Lokalnemu dochodów spoza budżetu firmy, co pozwoli przez długie lata nie rewaloryzować jego pensji.

Oczywiście, te wszystkie posądzenia były całkowicie z palca wyssane i dalece niesprawiedliwe. Administracyjny jako szczególnie złośliwy i zazdrosny typ musiał rzecz nagłośnić, nie zdając sobie sprawy z faktycznej działalności Lokalnego. Na ekranie było rzeczywiście sporo znaków dolara, bo Lokalny miał wyświetlony kod źródłowy programu. Niestety, niektóre języki skryptowe mają tę właściwość, że zmienne oznaczamy właśnie w taki sposób. Ot, i cała (prawie) prawda. Żadnej waluty, żadnych lewych interesów. Co prawda programowanie nie leżało w obowiązkach Lokalnego, ale to była fucha. No, ale z czego kupiłby nowe auto, gdyby nie te chałtury. Tylko te nieszczęsne "dolary" nadały sprawie niewłaściwy klimat.

Pouczenie: Uważaj, w jakim języku programujesz, bo możesz zostać niesprawiedliwie posądzony o jakieś niecne sprawki.