H@cker Collection

Telewizja wyświetliła film pt. Hakerzy, którego tematyka krąży wokół grupki bardzo młodych ludzi włamujących się do różnych systemów. W telewizyjnym dodatku do Gazety Wyborczej napisano z tej okazji: jest to film o narodzinach subkultury, która, co prawdopodobne, wkrótce zdominuje całą kulturę młodzieżową. Jej wyznacznikiem jest kult komputera i cyberprzestrzeni (...) oraz graniczący z geniuszem iloraz inteligencji.

Telewizja wyświetliła film pt. Hakerzy, którego tematyka krąży wokół grupki bardzo młodych ludzi włamujących się do różnych systemów. W telewizyjnym dodatku do Gazety Wyborczej napisano z tej okazji: jest to film o narodzinach subkultury, która, co prawdopodobne, wkrótce zdominuje całą kulturę młodzieżową. Jej wyznacznikiem jest kult komputera i cyberprzestrzeni (...) oraz graniczący z geniuszem iloraz inteligencji.

Mam kontakty z przedstawicielami tej właśnie grupy wiekowej. Nie wiem, na ile są statystyczni, ale kontakty rzeczywiście są bliskie. Mówiąc konkretniej, stykam się z nimi co wieczór, kiedy wychodzę np. do sklepu albo ze śmieciami. Dwa razy dziennie prawie ocieram się o grupkę na oko osiemnastoletnich młodzieńców, którzy stoją w korytarzu mojego bloku, palą papierosy, piją piwo, głośno rozmawiają i skutecznie blokują przejście. Czekając na windę, mam okazję podsłuchiwać ich rozmowy. Muszę powiedzieć, że niewiele rozumiem, przynajmniej oprócz dosadnych przecinków.

Wiem, nie należy osądzać ludzi po ich wyglądzie. Potraktujmy jednak moich sąsiadów nie jako konkretny przykład, a jako model pewnego środowiska. Nie bardzo potrafię sobie wyobrazić, w jaki sposób mieliby oni przekształcić się w hakerów. Na włamaniach pewnie ten i ów zna się nieźle, ale jako narzędzi używa łomu i wytrychu, a nie skanera portów TCP czy sniffera haseł. Może nauczy się obsługiwać komputer, ale "ilorazu inteligencji graniczącego z geniuszem" nigdy przez to nie osiągnie.

Jednak podzielam zdanie publicysty Gazety Wyborczej, że subkultura hakerska może niedługo zdominować środowisko nastolatków. Tylko że nie będzie miała ona nic wspólnego z prawdziwym hakerstwem.

Popatrzmy na kulturę sportową. Nie każdy może grać w koszykówkę jak Michael Jordan, ale każdy może sobie kupić buty z logo "Jordan" na podeszwie. Nikt nie gra tak jak Rivaldo, ale każdy może mieć koszulkę z jego numerem i nazwiskiem. Grać w tenisa jak Boris Becker potrafi może kilka osób na świecie, ale każdy może mieć rakietę z jego podpisem. Podejrzewam więc, że podobnie stanie się z kulturą hakerską. Garstka młodych ludzi będzie rzeczywiście sprawnie poruszać się w cybeprzestrzeni - jedni będą tworzyć serwisy internetowe, inni je łamać, a frajdę i naukę będą mieli wszyscy. Reszcie, czyli 90%, zostaną gadżety. Do kupienia za niewielkie pieniądze, a dające posmak tego, czym rzeczywiście jest hakerstwo.

Nie mam jednak zamiaru narzekać; po prostu zwęszyłem interes do zrobienia. Wyobrażam sobie, jak szkolna dziatwa zamiast kupować koszulki i piórniki z rybim szkieletem, zaczyna przepadać za nową kolekcją czapeczek, koszulek, tornistrów i piórników. Dajmy na to, nazwijmy ją H@cker Collection. Wystarczy skojarzyć ją z cyberkulturą i buntem młodzieżowym, a osiągnie się sukces komercyjny. Nietrudno wymyślić kilka motywów, które mogłyby się pokazać w takiej kolekcji: znaczek "małpy", www.nienawidzeszkoly.com, wypchajsie@rodzice.pl, ERROR (czcionką o stałej szerokości, z widocznym pikselem), System Failure (to ostatnie kojarzy się anarchistycznie, ale to dobrze). Jestem przekonany, że chwyci i dzieciarnia będzie męczyć rodziców, żeby kupić plecak za 189,99, koszulkę za 18,99 albo przynajmniej czapeczkę bejsbolówkę za 6,49. Po cichu myślę, że w ten sposób można by osiągnąć więcej niż programami popularyzacji informatyki w szkołach. Parę procent małolatów zainteresowałoby się komputerem na serio i "wsiąkło", tak jak Państwo i ja.

A już w ogóle byłbym zachwycony, gdyby tych, którzy pod moimi drzwiami sączą piwko, dymią tytoniem i konwersują po łacinie, też wymiotło przed ekrany.