Grunt to rodzina

Lokalny Informatyk zauważył, że w dzisiejszych czasach układy rodzinne w firmach rozwijają się, aż miło. Rodzinne, to znaczy takie, gdzie zatrudniana jest rodzina, a nie takie, gdzie pracowników traktuje się jak rodzinę.

Lokalny Informatyk zauważył, że w dzisiejszych czasach układy rodzinne w firmach rozwijają się, aż miło. Rodzinne, to znaczy takie, gdzie zatrudniana jest rodzina, a nie takie, gdzie pracowników traktuje się jak rodzinę.

Bywa często też tak, że jako informatyków zakładowych zatrudnia się pociotków (bo bliższych krewnych to już raczej na lepszych stanowiskach), którzy przecież znają się na tym fachu najlepiej w okolicy. Potrafią takie sztuki wyczyniać z telefonami komórkowymi, że aż dech zapiera. Po Internecie też niezgorzej śmigają. Tak więc pojawiają się w firmach administratorzy tego właśnie pokroju, z wujecznego klucza lub znajomościowego poparcia.

Lokalnego Informatyka nagła krew zalewa, gdy coś takiego widzi. Po pierwsze, dusza jego cierpi katusze z racji jawnej niesprawiedliwości, a po drugie musi potem z takim cudakiem współpracować na polu i płaszczyźnie. Pole to może i jest, ale płaszczyzna to już żadna, chyba że umysłowa. Najgorzej ma się jednak sprawa wsparcia ze strony Dyrekcji, która w narybku tym widzi ósmy cud świata, wierzy mu niezbicie i złego słowa nie pozwoli na niego powiedzieć. Jak więc w takim kontekście mają się racje Lokalnego wobec racji beniaminka? Dyrekcja zapewnia, że młodziak ma komputery w jednym palcu, a Lokalny chciałby wiedzieć nieco więcej: czy wszystkie komputery, jakie są w firmie, czy tylko niektóre?

Udał się z takim ironicznym pytaniem do Dyrekcji, bo przecież trudno wszystko traktować śmiertelnie poważnie. Jeśli nie możesz z wrogiem wygrać, to przynajmniej się z niego naigrywaj - taka maksyma towarzyszy ostatnio Lokalnemu. A Dyrekcja na taką interpelację fachowca informatyka (czyli Lokalnego) w żywe oczy potwierdza, że oczywiście młodziak ma w jednym palcu wszystkie komputery: i te tu w firmie, i te na osiedlu gdzie mieszka, a także te znajdujące się u kolegów w innych dzielnicach. Co więcej, Dyrekcja nie może wyjść z publicznego podziwu nad umiejętnościami młodego administratora w dziedzinie różnych i wielorakich obecnie gadżetów elektronicznych, jak komórki, skanery, łamane przez MP4, kina domowe i co tam jeszcze w handlu występuje. Nieraz przecież ów młody człowiek wspomagał Dyrekcję, która kupiła sobie nowy sprzęt do domu, a instrukcję było zbyt trudno przestudiować.

Wobec takiego stanu rzeczy Lokalny też zapytał Dyrekcję, czy może swoją żonę zatrudnić na stanowisku informatyka. Stwierdził bowiem, że o informatyce wie ona tak samo niewiele, jak nasz młody administrator. Niestety, odpowiedź była odmowna, czego oczywiście należało się spodziewać. Co prawda żona to też rodzina, ale zależy czyja.


TOP 200