Grozi entropią!

Rzadko zdarza się, aby ktoś potrafił w kilku prostych słowach wyjaśnić złożony problem. Jeszcze rzadziej, gdy robi to w różnych systemach politycznych i w odmiennych czasach. A jednak są tacy wizjonerzy. Powinniśmy słuchać ich z uwagą, by nie powiedzieć - nabożnie. Dlatego bardzo dobrze się stało, że Computerworld przeprowadził rozmowę, a raczej pozwolił monologować profesorowi Andrzejowi Targowskiemu w numerze z 28-go września br.

Warto przypomnieć, co zresztą czyni jakże skromnie sam bohater mego felietonu, prawdziwą biblię informatyki, czyli słynną książkę pt. "Informatyka - klucz do dobrobytu". Książka ta, wydana na początku gierkowskiej dekady sukcesu, jest jednym wielkim peanem ku czci informatyki. Pamiętam jak drżącymi rękami przekładałem jej kartki. Zaszokowany, jakże celnie myśli autora mogą uderzać w decydentów. Aby zmusić ich do realizacji jedynej słusznej myśli - informatyzacji kraju. Niestety, władze nie posłuchały. Wszyscy wiemy, czym się to skończyło. Książkę zachowałem na półce niczym klejnot i od czasu do czasu zaglądam do niej. Nie mogąc opanować zdumienia, że w ogóle została opublikowana. Zasługuje na znacznie lepsze wykorzystanie niż jako zbiornik kurzu na półce w korytarzyku koło ubikacji. Lepsze niż jakieś wygłupy Mrożka. Obu autorów łączy jednak pewne podobieństwo - nie mogąc zmienić swego kraju, opuścili go, udając się do Meksyku. Jednakże Profesor nie poddał się, nawet będąc w dalekim Michigan dalej o nas myśli. A te jego myśli są bardzo ciekawe. Powiedziałbym równie, a może nawet głębsze niż przed czterdziestu laty.

Doświadczenia z reformowania niereformowalnego systemu odcisnęły niewymazywalne piętno na Targowskim. Dlatego straszna jest mu wizja państwa, które stale podgląda swych obywateli. Koszmar... Możemy go uniknąć, tworząc proste jak drut systemy informatyczne, dublując je, a nawet potrajając. Jednak bez przesady. Grozi nam to bowiem entropią. Tak, proszę państwa - grozi entropią! Szkoda, że pan profesor, wielki znawca fizyki, nie dodał jeszcze, że grozi także relatywizmem. A nawet, o czym boję się napisać, jakimś Wielkim Wybuchem. Targowski wpisuje się w ten ruch społeczny, który oprotestował budowę Wielkiego Zderzacza Hadronów. Skomplikowana maszyna ani chybi przyniesie koniec świata, a przy okazji i naszego kraju. Nim to jednak nastąpi, warto razem z Targowskim pochylić się z głęboką troską nad przyszłością polskiej informatyki. Trzeba zacząć tu i teraz kształcić projektantów systemów dużej skali. To ich potrzeba upadającej Ojczyźnie, a nie jakichś koderów, którzy znają 15 języków programowania. Trzeba tylko raz ustalić, jaki język jest jedynie słuszny. Innych zakazać. A przede wszystkim trzeba zacząć wydawać krajowe książki informatyczne. Tak na początek, czego autor nie mówi wprost, ale jakże skromnie sugeruje między wierszami, dobrze byłoby wznowić jego "Klucz do dobrobytu". No i oczywiście zacząć wreszcie wydawać jakieś poważne pismo dla informatyków. Myślę, że redakcja CW skorzysta z tej, jakże szczodrej oferty i zaoferuje panu profesorowi stolec redaktora naczelnego. Błagam tylko, bez żadnej entropii!

Zaś biznes internetowy, który wg. profesora Targowskiego nie jest informatyką, pozostawmy nieudacznikom, którzy studiów komputerowych nie skończyli. Niech Gatesy, Jobsy i Zuckerbergi robią podejrzane interesy. Nam wystarczy Prokom w ZUS-ie, choć już bez zniechęconego Ryszarda Krauzego. Jeszcze Polska nie zginęła póki jest entropia.


TOP 200