Gorzka spuścizna tayloryzmu

Nikt inny nie wywarł chyba takiego wpływu na współczesne zarządzanie jak Frederick Winslow Taylor, syn zamożnego prawnika, który w wyniku zbiegu okoliczności został prostym robotnikiem, a następnie pierwszym teoretykiem zarządzania. Jego naukowa metoda zarządzania określiła podejście przedsiębiorstw do tej trudnej dziedziny i w większości z nich przetrwała do dzisiaj.

Nikt inny nie wywarł chyba takiego wpływu na współczesne zarządzanie jak Frederick Winslow Taylor, syn zamożnego prawnika, który w wyniku zbiegu okoliczności został prostym robotnikiem, a następnie pierwszym teoretykiem zarządzania. Jego naukowa metoda zarządzania określiła podejście przedsiębiorstw do tej trudnej dziedziny i w większości z nich przetrwała do dzisiaj.

Taylor jako pierwszy systematycznie podszedł do pracy robotnika. Jego prace nad czasem i wysiłkiem poświęcanym na poszczególne czynności doprowadziły do sformułowania kilku ważnych tez. Doradzał zmienić sposób działania każdego robotnika na wywiedziony naukowo zamiast tradycyjnego, opartego na doświadczeniu i wiedzy potocznej. Polecał naukowo dobierać i szkolić pracowników pod kątem wykonywanych zadań. Nakazywał menedżerom współpracować z robotnikami, aby ci wykonywali zadania w sposób naukowy. Dodatkowo, zalecał współpracę, rozumianą jednak w nowy sposób: zarządzający mieli określić sposób działania robotników, ci zaś - wykonywać polecenia.

Tayloryzm przyniósł kapitalne zmiany w zarządzaniu przedsiębiorstwem. Jeśli dziś firmy dzielą się na działy, działy na zespoły, w zespołach mamy stanowiska z opisami, zaś przed przyjęciem człowieka do pracy czytamy jego CV z opisem kwalifikacji i przeprowadzamy rozmowę, to dlatego, że nauczył nas tego Frederick Winslow Taylor.

Jednocześnie nikt bardziej nie odpowiada za współczesne problemy z zarządzaniem niż on. Fundament taylorowskiego podejścia do przedsiębiorstwa - wizja oganizacji jako wielkiej maszyny, w której pracownicy to trybiki dopasowane do konkretnego miejsca i pracujący w powtarzalny i w maksymalnie wydajny sposób, na początku dwudziestego wieku wydawała się rewolucyjna. Dziś wydaje się przede wszystkim ponura. Gorzka komedia Charlie Chaplina "Dzisiejsze czasy" pokazuje to najlepiej.

Działy informatyki przedsiębiorstw stosujących reguły Taylora mają permanentne problemy kulturowe. Fundamentalna zasady tayloryzmu ("menedżerowie są od myślenia, robotnicy od robienia" oraz "określ strukturę trybików w machinie, dobierz ludzi do trybików, a następnie puść machinę w ruch") kompletnie nie sprawdza się w organizacjach bazujących na wiedzy. Tutaj liczy się inwencja pracownika, zdolność wychodzenia poza schematy oraz coś nieuchwytnego - atmosfera pracy. Wszyscy wiemy, że budując zespół nie tyle dobieramy ludzi do stanowiska, co poprzez odpowiednich ludzi budujemy charakter miejsca i "alchemię" zespołu.

Paradoksem jest, że właśnie organizacje bazujące na wiedzy, jak działy IT i firmy informatyczne, stają się pionierem odejścia od "naukowej metody zarządzania" Taylora.


TOP 200