Giń, dinozaurze!

Masz około 40 lat? Używasz Facebooka, YouTuba i Instagrama? A może masz bloga, na którym rozważasz istotne kwestie zawodowe, wrzucasz zdjęcia i filmiki? Pewnie myślisz, że jesteś człowiekiem renesansu ery cyfrowej?

Nie, nie i jeszcze raz nie. Jesteś dinozaurem skazanym na wymarcie szybciej, niż myślisz.

Dlaczego? Przecież – jak przekonują spece od marketingu – budujesz markę osobistą albo firmową. „Google docenia dobre treści”. „Bądź widoczny w sieci” – mówią. I mają racje, ale tylko wtedy, gdy założysz, że nic w sieci się nie zmienia, co jest bzdurą. Zmienia się, i to tak szybko.

Zobacz również:

Młodych ludzi, którzy za chwilę staną się konsumentami, w ogóle nie obchodzi Twoja wiekopomna twórczość w sieci. Nawet statusy na Facebooku to dla nich błahostka, której nie warto poświęcać czasu.

Pewnie słyszałeś o społecznościówce Snapchat. Tam wrzuca się krótkie materiały i zdjęcia, które po chwili znikają. No, nie tak do końca, ale idea jest mniej więcej taka, że to są treści ulotne. Z zakrapianych i wciąganych imprezek, z gotowania, biegów i tysiąca innych sytuacji ważnych i nieważnych. Nie chodzi mi o to, że to konkretnie Snpachat jest miałki (bo jest) ani o to, że zły dla społeczeństwa (bo jest). To tylko jeden z przejawów groźnego zjawiska, w którym jest tylko narzędziem. Nie ten, to inny serwis by to robił.

Zjawisko to niepamięć. Pamiętacie takie hasło: Społeczeństwo bez historii nie może istnieć? No to za parę lat zobaczymy, czy nie może. Takie nowe sieci społecznościowe pozwalają na zamieszczanie i oglądanie ulotnej treści, która oddziałuje przez moment, tu i teraz, a nie buduje potrzeby pamiętania, co było wcześniej.

Stream prostego, codziennego życia nie jest niczym nowym. Czymże są pisane niegdyś do szuflady pamiętniki, jeśli nie takim analogowym streamem? W czym więc problem?

W tym, że pisząc do szuflady, a w nowoczesnej wersji świata dla systemów indeksujących wyszukiwarki, tworzysz treści, które, o ile nie są bzdurnymi bazgrołami, wzbogacają zasób informacyjny ludzkości. Tak jest, czy zamieszczasz równania z mechaniki kwantowej czy przepis na szarlotkę, wzbogacasz zbiorową pamięć zapisaną w pamięci komputerów. Można znaleźć to, co piszesz, a wartość – choć różna – nie jest zerowa.

Ulotna treść jest jak dym. Widać ją przez moment, ale gdy się rozwieje, nic nie zostaje. To jest prawdziwa papka dla mózgu: reaguje na to, co przypływa tu i teraz, a nie musi tego pamiętać.

Może to prowadzić do paradoksu. Problemem pokolenia 40+ jest to, że „internet będzie pamiętać” wszystko, czyli głupie zdjęcia, teksty, filmy, których będziemy wstydzić się po latach. Tymczasem internet przyszłości to przestrzeń bez pamięci. I – tu jest istota paradoksu – może okazać się, że aby ludzkość nie zgłupiała do reszty, trzeba będzie bronić prawa firm komputerowych do odkładania treści cyfrowych – być może nawet wbrew obywatelom – by nie zniknęła pamięć o ludzkiej umysłowości, inwencji, emocjach. Bo jeśli nie, to cóż nas będzie różnić od ekstremistów, burzących tysiącletnie świątynie?


TOP 200