Gdy wyobraźni nie starcza

Na fali jest obecnie elektroniczna legitymacja studencka. Moda ta jest nieco awangardowa i selektywna, gdyż dopiero się tworzy i dotyczy tylko wybranego środowiska. Ale gdy sprawa ruszy, to klękajcie narody.

Na fali jest obecnie elektroniczna legitymacja studencka. Moda ta jest nieco awangardowa i selektywna, gdyż dopiero się tworzy i dotyczy tylko wybranego środowiska. Ale gdy sprawa ruszy, to klękajcie narody.

Z końcem bieżącego (2006) roku przestaną być wydawane studentom tradycyjne legitymacje papierowe. Zostaną zastąpione krajowym ujednoliconym dokumentem elektronicznym, czyli plastikową kartą z chipem, nadrukiem i zdjęciem. Zdjęcie i nadruk jest robiony między innymi dla PKP, aby było można w pociągu odczytać czy i komu przysługuje zniżka. Jak bowiem ogólnie wiadomo, konduktorzy nie są na razie wyposażeni w żadne dobrodziejstwa elektroniczne służące do odczytu czegokolwiek. I chyba nieprędko będą, zważywszy na kondycję finansową naszego przewoźnika pasażerskiego.

Legitymacja jest ważna dopóki jest się studentem. Do tej pory semestralnie podbijano ten fakt na kartonie. W przypadku elektroniki trzeba to wgrać do pamięci karty. Ale co przyjdzie z tego konduktorowi lub innemu nie wyposażonemu w czytnik osobnikowi? Tak więc trzeba fakt ten uwidocznić na powierzchni. W tym celu ma być co semestr naklejany odpowiedni hologram z datą ważności. I znowu jest problem, bo póki co hologramu jeszcze nikt nie widział. Nie wiadomo jak i czym będzie naklejany, ani też jaka będzie jego trwałość. Na pewno jednak ma być nakładany na wierzchnią powłokę karty, a więc będzie narażony na uszkodzenia. Czy będzie podrabiany? Na pewno z taką samą częstotliwością i łatwością, jak tradycyjny stempel, ale mniejszą niż np. akcyza na alkoholu, bo to zgoła inna skala opłacalności. Na blankiecie pozostawiono jedno białe pole na nadruk kodu paskowego, będącego zazwyczaj jakimś identyfikatorem studenta na uczelni. I od razu pojawia się problem, bo ustawa nie precyzuje, czy oprócz kodu paskowego można tam nanieść także jego dziesiętną numerację. Ustawa nie mówi, ale i nie zaprzecza. Nie ma także przeciwwskazań, aby numer pojawił się nad kodem. Nie wiem, czy nie lepiej było w ustawie precyzyjniej określić po co jest ten biały prostokąt. Według mnie jest to pole typu "róbta co chceta", a kod paskowy to tylko przykład funkcjonalności.

W niektórych miastach elektroniczna legitymacja będzie pełniła znacznie szerszą rolę, wychodząc z zastosowaniem poza mury uczelni. Na przykład przy jej pomocy będzie można opłacać podróż środkami komunikacji miejskiej, płacić za bilet do kina, muzeum itd. Jeśli władze regionu potrafią porozumieć się w tym zakresie z lokalnymi uczelniami, nic nie stoi na przeszkodzie, aby ujednolicony elektroniczny format zapisu danych służył różnorakim celom. Jeśli ludzie władzy w regionie potrafią dobrze i perspektywicznie myśleć, są dobrymi gospodarzami, to nic nie stoi na przeszkodzie zrobienia następnego kroku ku nowoczesności. Rola dobrego gospodarza miasta to nie tylko wytyczanie nowych tras rowerowych. Piszę o tym celowo z przekąsem. Stwierdzam bowiem, że aglomeracja górnośląska, gdzie obecnie żyję to jeden z bardziej technologicznie zacofanych regionów w kraju. Dawałem już nieraz wyraz temu w różnych felietonach, to w kontekście wizji autostrady nowych technologii, to szansy znalezienia sensownego zatrudnienia pomiędzy Krakowem a Wrocławiem. Nie wiem, czy Górny Śląsk z racji swoich górniczych korzeni nie powinien być nazwany obecnie czarną dziurą technologii. Bo kultury i sztuki już jest od dawna.

Kiedyś w Katowicach były parkomaty na karty typu pre-paid. Po ich likwidacji opłaty za parkowanie pobierali ludzie. Kierunek przemian w tym regionie wydaje się klarowny.


TOP 200