Gdy kota nie ma

Dowiedziałem się, jak też pewna pani informatyk została wykorzystana do szpiegostwa w konkurencyjnej dla jej miejsca zatrudnienia firmie.

Dowiedziałem się, jak też pewna pani informatyk została wykorzystana do szpiegostwa w konkurencyjnej dla jej miejsca zatrudnienia firmie.

O ile wydarzenia takie zdarzają się rzadko, o czym zresztą pisałem całkiem niedawno, i to sporo wcześniej niż fakt ten został wywleczony na światło dzienne ("Nieetyczna propozycja" - CW 42/2003), to jest on niechybnie tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę generalnej uczciwości panującej wśród szarych pracowników działów informatyki. Aby (niech się nazywa, że ku przestrodze) naświetlić wynikające z nieuczciwych praktyk zgubne konsekwencje, opiszę całe to zajście i jego skutki.

Rzeczona pani informatyk, skłoniona wizją awansu przez swoich przełożonych, podjęła się zadania, z uczciwością mającego niewiele wspólnego, a ile z lojalnością wobec macierzystej firmy też trudno stwierdzić, nie wiadomo bowiem szczegółowo, na ile propozycja ta była z gatunku tych "nie do odrzucenia", a w jakim stopniu zaważyły tutaj sama postawa i chęć polepszenia swych notowań przez winowajczynię. Niemniej zatrudniła się ona ze ściśle zdefiniowaną misją w firmie konkurencyjnej na etacie sprzątaczki lub, jak się obecnie oględniej tę funkcję nazywa, osoby sprzątającej. Na marginesie - unikanie nazw zawodów w naturalnym ich brzmieniu i zastępowanie ich nieco wymyślnymi odpowiednikami wydaje się hipokryzją, podyktowaną, przynajmniej w moim odczuciu, chęcią zadośćuczynienia nabrzmiałą terminologią przykrości wynikających z samej istoty wykonywanej pracy. Tak też mieliśmy już zamiast sprzątaczek porządkowe, a w miejsce dozorców - gospodarzy domów i kto wie co jeszcze, a tylko po to, aby - wg prawdopodobnych zamierzeń autorów nazewnictwa - zawód brzmiał dumniej i nie aż tak mizernie lokował się w hierarchii społecznej. Nie będę z tego miejsca upominał się jednak o obce mi branże, ale zauważę, czy nie warto by wreszcie zastanowić się nad przemianowaniem wyświechtanego po wszystkich kątach, zdewaluowanego informatyka na eksploratora przestrzeni technologii cyfrowych, co przez kilka przynajmniej lat dawałoby nam - przedstawicielom tej profesji - złudne uczucie lepszego statusu społecznego, bo wykonywana praca przecież nie zmieniłaby się ani na jotę. Wracając do podstawowego wątku, powiem tyle, że sprzątaczka, ale duchem i umiejętnościami informatyk, po godzinach oprócz pucowania pomieszczeń wykradała z tamtejszych komputerów zawartość baz danych klientów, które następnie przechwytywała podstępnie jej macierzysta firma. Gdy po kilku miesiącach zaobserwowano wreszcie skutki wrażej działalności, pracownicy ochrony przyczaili się i złapali sprzątaczkę wynoszącą zapełnione niedozwolonymi informacjami dyskietki. No i oczywiście były

wstyd i konsekwencje, jak zwykle w tego rodzaju przypadkach.

Po godzinach pracy w naszych biurach zaczyna tętnić inne życie, taktowane ruchem szmat, odkurzaczy i mopów. Trudno podejrzewać personel sprzątający o nieuczciwość - raczej mamy w tej mierze zaufanie do sprzątaczek, a opisany tu przypadek należy zaliczyć do incydentalnych. Aby jednak złego nie kusić, nie wystawiajmy istotnych informacji jak na tacy każdemu, komu tylko przyjdzie do głowy myśl włączenia komputera. To, że sprzątaczka może potencjalnie ukrywać w fartuchu dyplom informatyka, nie jest tożsame z posiadaniem przez nią wiedzy o hasłach i innych zabezpieczeniach, których pokonanie w sposób niezauważony i w ograniczonym czasie jest nawet dla niewtajemniczonego specjalisty twardym orzechem do zgryzienia.


TOP 200