Gangsterzy i filantropi

Usłyszałem tę historię tydzień temu, kiedy mogła być jeszcze traktowana jako lokalny folklor z Zielonej Góry. Policja bez nakazu rewizji wpadająca do domów i akademików oraz rekwirująca komputery - to zapachniało stanem wojennym albo Łukaszenką.

Usłyszałem tę historię tydzień temu, kiedy mogła być jeszcze traktowana jako lokalny folklor z Zielonej Góry. Policja bez nakazu rewizji wpadająca do domów i akademików oraz rekwirująca komputery - to zapachniało stanem wojennym albo Łukaszenką.

Prawdę mówiąc, nie bardzo chciałem wierzyć. Ale doniesienia się powtarzają i mowa o kolejnych województwach: "...pod drzwiami staną, i nocą kolbami w drzwi załomocą" - te słowa dla wielu osób stały się dziś bardzo aktualne.

Podobno sprawy takie kończą się na ogół tak: ktoś przyznaje się do winy, dobrowolnie poddaje się karze i płaci agencjom reprezentującym prawa autorskie jakieś pieniądze. Komputer wraca do właściciela po paru tygodniach, ale "w papierach" ma się już karalność - i parę rzeczy ma się w życiu z głowy, np. lepszą pracę.

Jest w tym działaniu piekielna logika. Przypadkiem sprawa ta zeszła się z informacją z miłościwie nam panującego Sejmu, na którym po raz kolejny padło podejrzenie, że przehandlował ustawę. Otóż, na wniosek któregoś z posłów obniżono ryczałtowy podatek od automatów hazardowych (zwanych, dla niepoznaki, zręcznościowymi) z 200 do 50 euro rocznie. Argumentacja, jaką się przy tym posłużono, brzmi tak: niech płacą mało, bo to pozwoli im wyjść z szarej strefy.Jeżdżę trochę po Polsce i automatów hazardowych jest pełno w każdym przydrożnym barze. Mnóstwo jest ich też w pubach i klubach. Żaden z nich nie funkcjonuje w "szarej strefie" czy "podziemiu" - stoją tak, że można się o nie potknąć, błyskają kolorowymi lampkami i grają melodie. Zwracają tym uwagę wszystkich, oczywiście z wyjątkiem policji i urzędników skarbówki. Gazeta Wyborcza donosi, że w skali całego kraju zarejestrowano ich jedynie ok. 200 i od tylu płacony jest podatek.

Warto postawić w tym momencie proste pytanie: Dlaczego policja wpada ludziom do domów, aresztuje im komputery, a następnie robi z nich kryminalistów, zamiast przejść się po knajpach w mieście oraz wzdłuż głównych dróg i spisać automaty "zręcznościowe"?

Czyżby dlatego że łatwiej jest zrobić gangstera ze studenta z Zielonej Góry, który zainstalował nielegalne oprogramowanie na swoim komputerze, niż złapać prawdziwego gangstera, który ciągnie pieniądze z hazardu? Dlaczego gangster, który wstawił automat "zręcznościowy" do baru, jest traktowany jak filantrop, dla którego 200 euro to za wiele, a i 50 to uprzejmość? I kogo właściwie państwo polskie tępi, a kogo popiera, bo prawdę mówiąc trochę się pogubiłem.

Żeby było jasne: uważam używanie nielegalnego oprogramowania za rzecz naganną. Sam przez większość życia zarabiam, uprawiając twórczość informatyczną albo publicystyczną, i żyję z tego, że ktoś za to płaci. Ale gdyby ktoś mi powiedział, że policja wpada ludziom do domów i kontroluje, czy przypadkiem nie rozsyłają znajomym artykułów Chabika ściągniętych z płatnej części serwisu Computerworld Online albo moich programów, to bym gorąco protestował. Potrafię przecież odróżnić kto jest gangsterem, a kto filantropem.

Niektórzy mówią, że skutkiem tej policyjnej hucpy będzie krótkofalowy wzrost dochodów koncernu z USA, ale w długim okresie - wzrost popularności open source. Ale może raczej trzeba zrobić zrzutkę na ustawę? Przy okazji jakiejś nowelizacji prawa o mediach można by np. do akapitu o tym, że "do prywatnego użytku legalne jest retransmitowanie telewizji" dopisać słowa "i innej twórczości" - i sprawa byłaby załatwiona?

I tylko zastanawiam się, czy po tym wszystkim, co tu napisałem, powinienem zacząć się bać pukania do drzwi...