Frankownica, czyli wielkie lizanie

Od kilkunastu lat moje kontakty z przedsiębiorstwem państwowym Poczta Polska są bardzo jednostronne. Wysyłając listy do kraju, od czasu do czasu dowiaduję się, że któryś z nich doszedł. Jest to niewątpliwie powód do chwały, gdy poczta umie wypełnić swoją rolę statutową.

Będąc kilka tygodni na łonie ojczyzny, miałem szansę przekonać się, jak poczta działa z punktu widzenia osoby nadającej listy. Postanowiłem, mianowicie, rozesłać listowne zaproszenia na wernisaż zdjęć żony. Wprawdzie życzliwi ostrzegali mnie, abym nie przeceniał możliwości krajowego monopolisty, ale rzeczywistość okazała się ciekawsza niż przypuszczałem.

Przygotowanie listy adresowej nie zajęło mi wiele czasu - moja osobista baza adresowa jest utrzymywana we względnym porządku. Wklepanie do arkusza adresów dostarczonych przez specjalistkę PR zajęło mi metodą copy & paste około godziny. Znajomy, często wysyłający wiele listów na raz, obiecał pomoc - wczytaliśmy moją listę do jego bazy danych. Dowiedziałem się, że wysyłanie zwykłych listów mija się z celem, bo potrafią być one dostarczane i po dwu tygodniach. Tyle czasu nie miałem, więc na kopertach miał znaleźć się nadruk "Priorytet". Zapytałem znajomego, czy możemy też od razu drukować znaczki. Spojrzał na mnie jak na pacjenta pewnego zakładu w Tworkach, który to pacjent nagle znalazł się na wolności. Zrozumiałem nietaktowność mego pytania. Ostatecznie, monopol pocztowy opiera się na sprzedaży znaczków. Pamiętałem jednak, że poczta amerykańska zachęca do samodzielnego frankowania listów, bo się jej to opłaca (koszt produkcji znaczka wynosi około 11 centów, cena first class mail to obecnie 44 centy). Usługę powierzyła zewnętrznej firmie*, która sprzedaje nie tylko znaczki w postaci plików dwuwymiarowych kodów paskowych do wykorzystania w dowolnym programie, ale także elektroniczne wagi z USB, pozwalające od razu drukować znaczki opłaty o odpowiedniej wartości. Mój znajomy przypomniał sobie, że na poczcie głównej w Warszawie korzystał z tzw. frankownicy, czyli maszyny drukującej opłatę na kopercie. Zawsze to coś.

Na poczcie głównej, czekając w kolejce do okienka usłyszałem właśnie kogoś pytającego się, czy listy oddane rano do frankowania zostały już oznakowane. Pomyślałem sobie, że chyba się przesłyszałem. Ale gdy przyszła moja kolej, to okazało się, że, po pierwsze, muszę policzyć, ile mam kopert. Wydało mi się to nieco dziwne, bo wyobrażałem sobie, że pracowniczka poczty weźmie moją kupkę listów, wsadzi do frankownicy, przyciśnie guzik i za chwilę powie, za ile listów mam zapłacić. Tymczasem, gdy liczyłem koperty, to okazało się, że muszę wypełnić też formularz zamówienia. Zacząłem głośno zastanawiać się, po co, skoro nie potrzebuję faktury. Dla spokoju sumienia zapytałem, ile czasu zajmie ofrankowanie moich 90 listów. Dowiedziałem się, że operacja taka może potrwać do następnego dnia. Zmiąłem formularz, rzuciłem mięsem i po raz kolejny stanąłem w kolejce do innego okienka. Okazało się, że poczta nie ma znaczków o wartości odpowiadającej przesyłce priorytetowej. Nie ma także popularnych w USA znaczków samoprzylepnych w rolkach. Naklejenie 182 znaczków, które otrzymałem w 4 arkuszach, trwało 28 minut. Znaczy się, jestem mistrzem w lizaniu! Wysłałem 91 listów, bo postanowiłem sprawdzić, ile czasu zajmie poczcie dostarczenie koperty do mego domu, który znajduje się w odległości 15-minutowego spaceru od niej. Do dziś, tj. dwa dni później, gdy nieco uspokoiwszy się składam ten felieton, list ciągle nie dotarł...***

10 lat temu, pisząc list otwarty** do dyrektora Poczty Polskiej, nie miałem nadziei, że cokolwiek zmienię. Ale do głowy mi nie przyszło, że dzięki poczcie będę mógł ćwiczyć umiejętność lizania. Kto wie, może kiedyś zostanę mistrzem świata w tej dyscyplinie?! Na razie zaś poczta może mnie też polizać. Wiadomo gdzie. W znaczek.

*http://www.stamps.com

**http://www.computerworld.pl/artykuly/18482/List.otwarty.do.Dyrektora.Poczty.Polskiej.html

*** Znajoma na Ursynowie (formalnie też Warszawa) otrzymała list z zaproszeniem po pełnym tygodniu...

W celu komercyjnej reprodukcji treści Computerworld należy zakupić licencję. Skontaktuj się z naszym partnerem, YGS Group, pod adresem [email protected]

TOP 200