Foto z drutu, czyli zemsta jest słodka

Pisząc felieton 'List otwarty do Dyrektora Poczty Polskiej' anim się spodziewał, że po pierwsze - ówczesny dyrektor przestanie być dyrektorem tak szybko (faktem tym już się cieszyłem w felietonie 'Obiadek u mamusi', ale drobnych radości nigdy dość), ani też, że zemsta może być taka słodka. Tymczasem tak się jakoś w moim życiu dzieje, że różne sprawy same wiążą się i łączą w najdziwaczniejsze kombinacje. Może jednak gdzieś tam daleko jest ktoś lub coś, co steruje tym całym bałaganem?!

Pisząc felieton 'List otwarty do Dyrektora Poczty Polskiej' anim się spodziewał, że po pierwsze - ówczesny dyrektor przestanie być dyrektorem tak szybko (faktem tym już się cieszyłem w felietonie 'Obiadek u mamusi', ale drobnych radości nigdy dość), ani też, że zemsta może być taka słodka. Tymczasem tak się jakoś w moim życiu dzieje, że różne sprawy same wiążą się i łączą w najdziwaczniejsze kombinacje. Może jednak gdzieś tam daleko jest ktoś lub coś, co steruje tym całym bałaganem?!

Tym razem zaczęło się całkiem zwyczajnie. Postanowiliśmy wysłać córce do Polski kilka zdjęć z wakacji. Niech dziecię ukoi swą samotność w przerwach między balangami. Widać każda nieco grubsza i sztywniejsza koperta jest przez pracowników Poczty Polskiej okradana, bo list nie dotarł do adresatki. Swoją drogą, dlaczego pocztowcy ciągle wierzą, że naiwni Polonusi przesyłają w listach dolary, tego nie mogę pojąć. No cóż, strata niezbyt wielka, głównie emocjonalna, no bo trzeba było zrobić nowe odbitki, znaleźć kogoś znajomego, kto właśnie wybiera się do ojczyzny, ubłagać o zabranie drobiazgu, załatwić kontakt w Warszawie i czekać, kiedy przyjdzie zrewanżować się za tę uprzejmość. W sumie więcej kłopotu niż strat materialnych.

Pewnego dnia znalazłem jednak w skrzynce pocztowej żółtą kopertę. Zwykle reklamówki od razu wędrują do kosza, ale tym razem dobry los czuwał i sprawdziłem co też jest mi oferowane. W środku były dwie plastikowe torebeczki z nadrukowanym adresem firmy z Seattle (to mniej więcej tak daleko z Bostonu, jak z Moskwy do Lizbony...) oraz formularz zamówienia wywołania filmów. Już chciałem wszystko wyrzucić, gdy wzrok mój dostrzegł słówko "Internet". Wprawdzie teraz każda rzecz jest internetowa, ale ta oferta okazała się w sam raz dopasowana do takiej jak ja ofiary przestępczej działalności polskich listonoszy.

Firma Seattle FilmWorks (http://photomail.filmworks.com) poza normalnymi odbitkami oferuje bowiem nie tylko dostawę zdjęć na płycie CD-ROM, do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić nawet w Polsce, ale przede wszystkim proponuje internetowe przeglądówki, ułatwiające podjęcie decyzji, które klatki filmu zostaną powiększone. W cenniku jest także internetowa dostawa gotowych zdjęć. Aha, pomyślałem, tu was mam, polscy pocztowcy-złodzieje!

Żona moja nie jest zwolenniczką internetowych fanaberii, ale tym razem gorąco poparła mój eksperyment, szybko wypstrykując kilka klatek pozostałych w aparacie. Zapakowaliśmy pudełeczko z kasetką w plastikowy woreczek, dziwiąc się, jak to jest możliwe, że tutejsza poczta przyjmuje takie nieformatowe przesyłki. Na woreczku był jednak nadruk o zapłaconych kosztach opłaty pocztowej, więc po prostu wrzuciliśmy paczuszkę do skrzynki pocztowej. Za trzy dni otrzymałem e-mail z adresemhttp://photomail.filmworks.com/pmlogin.asp?P1=35842138&P2=46266481&P3=, pod którym także i Państwo mogą sobie obejrzeć nasze zdjęcia z przeprowadzki na nowe śmieci. Półnagi facet z brzuchem w szafie (klatka #14) to Wasz felietonista, instalujący przedłużenie kabla telefonicznego, po którym to kablu co tydzień felietony mkną do Warszawy.

Niech mi teraz ktoś powie, że zemsta nie jest rozkoszą bogów! A figa, państwo pocztowcy, już nigdy więcej nie uda się wam ukraść moich zdjęć.

Nigdy.


TOP 200