Flaga do połowy masztu

Wiadomość o przegranej FCC ( http://www.fcc.gov/ , amerykańska agencja rządowa zawiadująca tzw. eterem), przed sądem federalnym w sprawie znakowania programów telewizyjnych nie wywołała zainteresowania mediów.

Wiadomość o przegranej FCC (http://www.fcc.gov/ , amerykańska agencja rządowa zawiadująca tzw. eterem), przed sądem federalnym w sprawie znakowania programów telewizyjnych nie wywołała zainteresowania mediów.

Prasa komputerowa prześliznęła się po temacie, choć o wyroku wspomniałahttp://www.pcworld.com/resource/article/0,aid,120748,pg,1,RSS,RSS,00.asp . A przecież wprowadzenie w życie pomysłu, za którym oczywiście stoją wielkie wytwórnie filmowe oraz studia produkujące seryjne rozrywkowe programy telewizyjne, potencjalnie miałoby olbrzymi wpływ przede wszystkim na branżę komputerową. Ostatecznie kopiowanie cyfrowe za pomocą nagrywarki CD-R lub DVD-R jest w tej chwili najbardziej rozpowszechnioną formą "transferu" praw autorskich i źródłem taniej/darmowej rozrywki dla milionów ludzi.

Technicznie proponowane rozwiązanie ochrony własności intelektualnej jest banalnie proste: nadawca programów miałby prawo dodawać do emitowanego sygnału specjalny znacznik (flagę), który w odpowiednio zmodyfikowanych urządzeniach cyfrowych blokowałby sygnał, pozwalając tylko na jednorazowe nagranie. Jak ze wszystkimi tego typu wynalazkami, można mieć pewność, że prędzej lub później ktoś wpadłby na pomysł usuwania znacznika. Ostatecznie podobna próba firm muzycznych znakowania płyt CD zakończyła się spektakularną porażką. Okazało się, że wystarczy zaczernić zewnętrzny kawałek płyty, aby pozwolić na ich kopiowanie. Wiadomo bowiem, że fantazja ludzka nie zna granic i to, co jeden człowiek wymyśli, inny potrafi rozszyfrować.

Mając świadomość klęski wbudowanej od początku w propozycję FCC oraz praktyczny brak możliwości odwoływania się agencji od decyzji sądu, trudno jednak zrozumieć radość zwolenników wolności kopiowania zorganizowanych w EFFhttp://www.eff.org/broadcastflag/ . O jakim uwolnieniu z kajdanków tutaj mówimy?! Przecież wszyscy dobrze wiedzą, że cyfrowe kopiowanie filmów nie jest potrzebne normalnemu użytkownikowi, tym bardziej, gdy mógłby zrobić sobie jedną kopię do obejrzenia później. Mam wrażenie, że temat wolności cyfrowej stał się w początku XXI w. substytutem prawdziwych dyskusji światopoglądowych. Jest nam już tak dobrze, że możemy dzielić cyfrowy włos na czworo. Oczywiście na polskim podwórku takie dyskusje są jeszcze bardziej absurdalne. Do nadawania programów TV w cyfrowym standardzie High Definition bardzo nam daleko, skoro nawet w USA praktycznie tylko transmisje sportowe są tak emitowane. Jak zwykle zadziałała niewidzialna ręka rynku: tylko bary, pokazujące różne rozgrywki dla zabawienia pijących (drogi) alkohol, stać na zakup płaskich ekranów o odpowiedniej rozdzielczości. Mamy więc klasyczny dylemat jajka i kury, przy czym jajko jest już nieco nieświeże, zaś kura wcale nie zamierza znosić nowych, ani tym bardziej złotych jaj.

Wszyscy lewicujący powinni z powyższej historii wyciągnąć prosty wniosek. Otóż ludzie z natury są leniwi i żeby coś zrobić potrzebują motywacji. Od czasów, kiedy Fenicjanie wynaleźli pieniądze, możliwość wymiernego wzbogacenia się jest jednym z najlepszych powodów do działania. Jeśli urzędowo utrudnimy bogacenie się na twórczości, to być może zapewnimy jej szerszy zasięg, ale też będziemy mieli jej mniej. Dlatego smutną decyzję sądu w sprawie propozycji FCC powinniśmy uczcić opuszczeniem flag do połowy masztu. Minuta, a może nawet godzina ciszy (w eterze) nastąpi później.