Film na wyciągnięcie komputera

Myślę, że komputery i Internet dopiero zaczynają odciskać wyraźne piętno na sztuce i z uwagą patrzę na wszystko, co zwiastuje mariaż artystów i informatyków.

Myślę, że komputery i Internet dopiero zaczynają odciskać wyraźne piętno na sztuce i z uwagą patrzę na wszystko, co zwiastuje mariaż artystów i informatyków.

Myślę, że takim zjawiskiem jest machinima i dziś - spełniając obietnicę z blogu (http://rewers.computerworld.pl ) - chciałbym Państwu o niej opowiedzieć.

Ale najpierw wyjaśnię tym, którzy nie wiedzą, co to jest motor (engine) gry. Otóż kilkanaście lat temu zauważono, że gry, szczególnie tzw. strzelanki FPP, skonstruowane są z dwóch niezależnych "warstw" oprogramowania. Jedna to wygląd samej sceny, obiekty (wrogowie, przedmioty) na niej będące, tekstury, którymi pokrywane są ściany itd. To ona przesądza o wyglądzie, atmosferze i trudności gry; tutaj też znajduje się scenariusz, intryga. Druga, bazowa warstwa, to właśnie motor: zawiera algorytmy wizualizacji, fizykę całego świata, ruch postaci itd. Motor jest jakby systemem operacyjnym wirtualnego świata z gry.

Machinima w najprostszej postaci to po prostu sekwencje z gry "zrzucone" do pliku audiowizualnego, które umiejętnie zmontowano i pod które podłożono nowy głos. Nieco więcej swobody twórcom dają machinimy oparte na grach sieciowych - tam gracze, sterując odpowiednio ruchami swoich postaci oraz "kamerami", mogą odgrywać całe sekwencje i w zasadzie można to już nazwać aktorstwem. Największe możliwości daje jednak zastosowanie motorów gier: indywidualny twórca może "oskryptować" całą scenę, czy nawet scenariusz. Potem wszystko zmontować i... wrzucić do Internetu.

Historia, którą machinima opowiada, niekoniecznie musi mieć cokolwiek wspólnego z oryginalnym tematem gry. W Internecie można znaleźć m.in. serial Red vs. Blue zmontowany z popularnej gry Halo. Zamiast beznamiętnego strzelania postaci zdobywają się na humor, refleksje filozoficzne, a także komentarze na temat bieżących spraw (np. polityki). Niedawno oglądałem pierwsze machinimy stylizowane na talk-show i programy przyrodnicze. Nie muszę dodawać, że setnie się ubawiłem, bo kipiały od humoru - także takiego, którego próżno dziś szukać w do bólu odtwórczych i pod każdym względem poprawnych programach telewizyjnych.

Gatunek doczekał się już nie tylko grup zainteresowań, gdzie można znaleźć profesjonalne porady na temat "kręcenia" machinim, ale także festiwali i nagród. A propos, pierwszy polski pokaz machinim odbywa się w ramach festiwalu TOFFI (http://www.toffi.filmforum.pl/ ) w Toruniu.

Ogromny potencjał tkwiący w machinimach oznacza szybką demokratyzację tworzenia filmów, seriali i teledysków. Każdy ma w domu grę komputerową, a na rynku już pojawił się pierwszy motor do robienia machinim (The Movies). Dzięki i specjalnemu oprogramowaniu nie będzie już problemu, by łączyć sekwencje filmowane i animowane. Każdy będzie producentem filmowym, a YouTube oraz internetowe społeczności użytkowników zadbają o dystrybucję i marketing. A wszystko to będzie kosztować dokładnie nic - oprócz oczywiście kreatywności i pracy.

Przemysły filmowy i telewizyjny (któremu machinima też zagraża, choć ten jeszcze o tym nie wie) oczywiście na początku zlekceważą zjawisko, a potem będą chciały je ograniczać metodami administracyjnymi - tak jak koncerny fonograficzne próbują wytępić niezależną muzykę pod przykrywką walki z piractwem.

Dzieje się zupełnie tak jak w XIX wieku, gdy na szklanej płytce zamkniętej w camera obscura zaczęto uwieczniać obrazy. Rewolucja stworzyła nową gałąź sztuki - fotografikę - ale uwolniła też malarstwo z okowów akademizmu. Dziś po raz kolejny technologia ma szansę poszerzyć granice sztuki.