Felieton, który napiszę za trzy lata

Dziś mają Państwo jedyną szansę przeczytać felieton, który napiszę za trzy lata - jeśli oczywiście Pan Bóg i Redaktor Naczelny pozwolą tak długo trwać na posterunku.

Dziś mają Państwo jedyną szansę przeczytać felieton, który napiszę za trzy lata - jeśli oczywiście Pan Bóg i Redaktor Naczelny pozwolą tak długo trwać na posterunku.

Nie kończy się chaos wywołany na rynku przez niespodziewane zaprzestanie świadczenia usług przez Telepol, jednego z operatorów telekomunikacyjnych. Kilka milionów klientów z niecierpliwością śledzi media w poszukiwaniu odpowiedzi:

co dalej?

Największy kryzys na polskim rynku telekomunikacyjnym wywołany został znienacka; można powiedzieć - przez jeden podpis. Adam Nowak, do niedawna prezes Telepol SA, mówi tak: "To była zwykła umowa outsourcingowa, jakich podpisaliśmy już wiele". Firma konsultingowa MacDonald miała przejąć zarządzanie niektórymi procesami biznesowymi w przedsiębiorstwie. Poniewczasie okazało się, że ktoś dopisał także "oraz podejmowanie decyzji zarządczych" i tym samym zarząd outsourcował sam siebie. Prawnicy prowadzą jeszcze spory, czy był to zabieg legalny, bo kodeks spółek handlowych nie pozwala organom spółki na podejmowanie decyzji przekraczających tzw. zwykły zarząd, ale ze względu na precedensowy charakter sprawy rozstrzygnięcie nie nastąpi szybko. MacDonald odmawia komentarza: "Nasze umowy objęte są klauzulą poufności" - poinformowała Magdalena Śledź, rzecznik prasowy firmy.

Na pytanie, czy czytał feralną umowę, prezes Nowak odpowiada: "Podpisywałem kilkanaście takich umów miesięcznie, miałbym je wszystkie czytać? Po to mam radców!". Dodajmy, że obsługa prawna Telepolu była także outsourcowana do kancelarii Strojak & Brat Bliźniak. Mecenas Strojak komentuje: "Nie naszą rzeczą jest analiza biznesowych skutków umów. Zapewniamy jedynie, by nie miały one wad prawnych".

A jeszcze niedawno Telepol był ulubieńcem analityków i inwestorów. Firma w nowatorski sposób podeszła do wysokotechnologicznego biznesu. W przeciwieństwie do pozostałych operatorów, zatrudniających wiele tysięcy osób i posiadających infrastrukturę wartą miliardy, Telepol był firmą małą i prężną. Zarządzanie infrastrukturą telekomunikacyjną przekazano do Indii, systemy informatyczne obsługiwał ComPakt, a kampanie marketingowe outsourcowano do jednego z renomowanych domów medialnych. Call center, zlokalizowane w Żytomierzu (Ukraina) i Chengdu (Chiny), dawały Telepolowi wyjątkowo korzystny stosunek kosztów operacyjnych do marży. Ponadto, Telepol wcześniej outsourcował także budowę cenników, zarządzanie relacjami z klientami, kształtowanie strategii sprzedaży oraz cały branding. Skutkiem takiego podejścia była duża dynamika firmy - w ciągu ostatnich trzech lat jej wartość giełdowa wzrosła aż sześćdziesięciokrotnie!

Zarządca komisaryczny Telepolu poprosił biegłych, by oszacowali majątek spółki. Efekt ich prac nie pozostawia wiele nadziei: "Jedyne co znaleźliśmy to kilka szaf umów. Żadnych nieruchomości, samochodów, infrastruktury informatycznej. Nawet meble są własnością firmy wynajmującej powierzchnię biurową" - powiedział zarządca komisaryczny. To zła wiadomość dla wierzycieli, wśród których są największe polskie banki, oraz dla inwestorów - funduszy emerytalnych i indywidualnych graczy. Wiara w nowatorski model biznesowy Telepolu okazała się prowadzić na manowce. Adam Nowak przeprasza ich wszystkich, mówiąc: "Nie my jedni wierzyliśmy w możliwości outsourcingu, ale dopiero my poszliśmy tak daleko".

Urząd Komunikacji Elektronicznej rozważa narzucenie pozostałym operatorom obowiązku świadczenia roamingu krajowego dla klientów Telepolu, ale nie wiadomo kto miałby za to zapłacić. Ratunkiem może okazać się postawa ComPaktu, który w nieoficjalnych rozmowach sugeruje, że mógłby przejąć Telepol za symboliczną złotówkę: "W końcu to my wiemy najwięcej o ich biznesie" - miał powiedzieć Docent podczas obiadu z zarządem.


TOP 200