Fantazja a realizm informatyczny

Skończył się czas dyskusji, pora na działanie - oświadczyli przedstawiciele rządu na spotkaniu, poświęconym roli administracji w tworzeniu społeczeństwa informacyjnego, zorganizowanym przez naszą redakcję. Jak rozumieć tę optymistyczną zapowiedź, jeśli w budżecie przewidziano niezwykle skromne środki na ten cel?

Skończył się czas dyskusji, pora na działanie - oświadczyli przedstawiciele rządu na spotkaniu, poświęconym roli administracji w tworzeniu społeczeństwa informacyjnego, zorganizowanym przez naszą redakcję. Jak rozumieć tę optymistyczną zapowiedź, jeśli w budżecie przewidziano niezwykle skromne środki na ten cel?

Koalicja rządząca ma świadomość wagi problemów związanych z rozwojem technik informacyjnych i upowszechnianiem się ich zastosowań w życiu społecznym i gospodarce. Członkowie obecnego rządu i parlamentu rozumieją, że powinni uwzględniać je w swoich programach działania. Brakuje im jednak wiedzy i pomysłów, jak to zrobić.

A imię jego nieznane

Fantazja a realizm informatyczny

Wybrane wydatki budżetu państwa - projekt na 2002 r.

"Dyskusja o społeczeństwie informacyjnym dobiega końca" - przekonany jest Krzysztof Janik, minister spraw wewnętrznych i administracji. "Wiadomo już że ono powstanie. Teraz nadszedł czas na działanie" - dodaje. Jego zdaniem, najlepszą metodą jest metoda małych kroków. Należy więc zacząć od powołania nowego działu administracji rządowej ds. informatyzacji.

Nie wiadomo, jaki kształt miałby przyjąć proponowany dział. Przypisane mu kompetencje muszą wkraczać we wszystkie inne działy administracji. Przedstawiciele rządu dopuszczają zarówno możliwość powołania osobnego ministerstwa, mianowania specjalnego ministra bez teki, jak i przypisania nowych kompetencji jednemu z istniejących ministerstw. "To dopiero początek działań. Z jednej strony, trzeba się spieszyć, z drugiej, fałszywy krok, złe oszacowanie potrzebnych środków i możliwości budżetowych mogą zaowocować blokadą programu" - tłumaczy Krzysztof Janik. Przedstawiciele rządu nie są też pewni, kiedy nowy dział miałby się pojawić. Rozważany termin to czerwiec-lipiec 2002 r.

Pomysłodawcy nowego działu nie chcą, aby zajmował się on społeczeństwem informacyjnym, lecz informatyzacją. "Rząd nie może odpowiadać za budowę społeczeństwa informacyjnego" - mówi Lech Nikolski, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i szef Gabinetu Politycznego Prezesa Rady Ministrów. "Za to odpowiada każdy z nas. To jest duże wyzwanie cywilizacyjne dla wszystkich. Zresztą nie chodzi o nazwy" - dodaje. Jego zdaniem, nowy dział powinien być mieszanką urzędu regulacyjnego i instytucji menedżerskiej. Miałby zajmować się ustalaniem standardów, a także inicjować projekty sprzyjające wykorzystaniu technik informacyjnych czy proponować rozwiązania legislacyjne.

"Pierwszą propozycją powinien być projekt ustawy definiującej podstawowe kwestie, związane z systemami informatycznymi w państwie, np. co to jest rejestr państwowy, i porządkującej istniejący ład prawny" - uważa Lech Nikolski. Zdaniem Krzysztofa Janika, urząd informatyzacji będzie miał też zadanie polityczne. "Będzie musiał zorganizować ponadpartyjne forum popierające program informatyzacji" - wyjaśnia minister.

Odkurzony pomysł

Andrzej Barcikowski, podsekretarz stanu w MSWiA, odpowiedzialny m.in. za rejes-try państwowe, zaproponował utworzenie agencji skupiającej wszystkie zasoby informatyczne państwa. Nawiązał w ten sposób do nie zrealizowanej koncepcji Marka Cara z 1995 r., ówczesnego pełnomocnika premiera ds. informatyki.

"Agencja byłaby właścicielem zasobów, np. bazy PESEL czy CEPiK, a ich zarządzaniem zajmowałyby się bezpośrednio użytkujące je urzędy" - tłumaczy Andrzej Barcikowski. Taka centralizacja ułatwiałaby - jego zdaniem - jednorodne finansowanie rządowych projektów informatycznych, tworzenie procedur i standardów, umożliwiałaby też lepsze wykorzystanie ograniczonych zasobów ludzkich i pozwalała na koordynowanie podejmowanych przez administrację działań. "Agencja powinna czerpać wzory z doświadczeń biznesowych" - mówi Andrzej Barcikowski. - "Rolą urzędników byłoby sprawowanie nadzoru nad wykonywaniem funkcji powierzonych innym". W szerokim zakresie należałoby, zdaniem Andrzeja Barcikowskiego, korzystać z outsourcingu.

Rząd liczy na współpracę i pomoc ze strony samorządowych i wojewódzkich informatyków oraz osób zaangażowanych w programy informatyzacji administracji i budowy społeczeństwa informacyjnego. Tymczasem projekt budżetu na 2002 r. nie przewiduje zwiększonych wydatków na informatyzację.

Cicer cum caule, czyli groch z kapustą

Ze świecą trzeba by szukać człowieka, który potrafiłby wyliczyć, ile pieniędzy instytucje budżetowe planują przeznaczyć w 2002 r. na informatyzację. Formalnie istnieje tzw. podziałka budżetowa nr 720 "informatyka", lecz, jak udowodniła podczas dyskusji redakcyjnej Jolanta Sala, dyrektor Ośrodka Informatyki - Terenowego Banku Danych Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego, są tam wyszczególnione wydatki na ten cel tylko trzech wojewodów i Głównego Urzędu Statystycznego (zaledwie 116,6 mln zł). A gdzie są pieniądze na komputery dla szkół, modernizację sieci PESEL- -Net i bazy PESEL oraz budowę CEPiK i wiele innych systemów informatycznych?

Tu wychodzi na jaw nieprzejrzystość stosowanej klasyfikacji budżetowej. Pod numerem 750 kryją się spore pieniądze na wydatki administracyjne - ok. 6,2 mld zł. Zdaniem samorządowców i ekspertów, uczestników spotkania zorganizowanego przez Computerworld, to w tej "kieszeni" są schowane pieniądze na informatyzację. Nie jest jednak powiedziane, ile z nich rzeczywiście trafi na rynek IT. Z tego działu finansowane są i środki higieny, i dystrybucja filmów (wydatki Komitetu Kinematografii). Pojawiają się wszak informacje, że na PESEL i CEPiK rząd przeznaczy ok. 10 mln zł, ale tuż obok można przeczytać, że Ministerstwo Finansów zaplanowało na zakupy sprzętu specjalistycznego i informatycznego 2,45 mln zł. Co się kryje pod pojęciem: sprzęt specjalistyczny - tego już nie wiadomo.

Zakupy sprzętu komputerowego pojawiają się w przedziwnych konfiguracjach nie tylko w dziale "administracja publiczna". Przykładowo, Ministerstwo Zdrowia planuje wydać 163,5 mln zł "na budowę szpitali, klinik, instytutów medycznych oraz zakup środków transportu, prowadzenie polityki zdrowotnej, zakupy aparatury medycznej dla jednostek zajmujących się zapobieganiem i leczeniem AIDS oraz na zakup sprzętu biurowo-komputerowego".

W budżetach wojewodów informatyzacja będzie konkurować z naprawami dachów i renowacją Kopca Kościuszki. Ministerstwo Rolnictwa planuje za ok. 13,2 mln zł kupić sprzęt komputerowy dla różnych podległych służb, ale z tej samej puli sfinansuje także zakup urządzeń gastronomicznych, sprzętu laboratoryjnego i poligraficznego. Główny Geodeta Kraju musi się podzielić kwotą 120 tys. zł na zakup sprzętu informatycznego z Głównym Urzędem Nadzoru Budowlanego. To jeszcze nic. Komisja do Zwalczania Dopingu w Sporcie otrzyma 6 tys. zł na zakup jednego komputera, zaś Centralna Biblioteka Rolnicza - 45 tys. zł na komputery i kserokopiarki.

Aż dziw, że w tym projekcie budżetu można znaleźć bardziej merytoryczne propozycje. I tak Komitet Badań Naukowych wnioskuje o przyznanie 168,1 mln zł na Polski Internet Optyczny - Pionier. Obok jednak znajdujemy sformułowanie, że za tę kwotę mają być również sfinansowane inwestycje budowlane. Czy dotyczą one programu Pionier? Tego również nie wiemy.

Dobrze, że chociaż Krajowe Biuro Wyborcze nie łączy zakupu sprzętu informatycznego z remontem pomieszczeń. Chce wydać na zakupy 180 tys. zł. Również wojsko explicite mówi o swoich planach. Za 172 mln zł planuje kupić sprzęt łączności i rozpoznania w związku z przekazaniem przez MON częstotliwości dla operatorów UMTS.

Każdy sobie rzepkę skrobie

Nawet jeśli minister właściwy ds. informatyzacji vel społeczeństwa informacyjnego zostanie wyposażony w realną władzę, bez zmiany sposobu tworzenia budżetu państwa niczego nie zwojuje. Będą do niego przychodzić inni członkowie rządu i radzić się, czy kupić sprzęt komputerowy lub informatyczny (projekt ustawy nieustannie żongluje oboma pojęciami). Centrala Nasienna będzie wysyłała monity do Ministerstwa Rolnictwa, czy kupić markowy komputer PC, zaś ministerialni urzędnicy będą udawać się po radę do Głównego Informatyka Kraju. I tak dział "informatyzacja" zostanie zagracony urzędniczymi przyzwyczajeniami, budżet państwa będzie zaśmiecony szczególikami w myśl resortowego postrzegania kraju, bez oddechu i wizji. I dalej nie będzie wiadomo, czemu ma służyć informatyka.

Współpraca: Przemysław Gamdzyk


TOP 200