Fakty medialne

Niedziela, 5 stycznia 2003 r. Około południa odwożę, a ściślej - odprowadzam - na lotnisko w Poznaniu kolegę, wracającego po świątecznej wizycie w Polsce do domu, z przesiadką we Frankfurcie. Na lotnisku ruch niczym w czasie targów. Mimo czynnych sześciu stanowisk odprawy, do każdego długa na kilkanaście osób kolejka. W lotniskowych barach i kafejkach też niełatwo o miejsce.

Niedziela, 5 stycznia 2003 r. Około południa odwożę, a ściślej - odprowadzam - na lotnisko w Poznaniu kolegę, wracającego po świątecznej wizycie w Polsce do domu, z przesiadką we Frankfurcie. Na lotnisku ruch niczym w czasie targów. Mimo czynnych sześciu stanowisk odprawy, do każdego długa na kilkanaście osób kolejka. W lotniskowych barach i kafejkach też niełatwo o miejsce.

Z lotniska jadę do brata. Ten poszukuje akurat szczegółów na temat świeżo nabytego lotniczego przyrządu nawigacyjnego. Najpierw trochę się nim bawimy, a gdy metoda prób i błędów niewiele daje, postanawiamy poszukać w sieci. Uruchamiamy przeglądarkę i - jak zawsze u niego - na początek pokazuje się jeden z czołowych polskich portali. Na czele listy wiadomości "Uprowadzenie samolotu we Frankfurcie". Skojarzenie z pożegnanym przed ponad dwoma godzinami kolegą, który powinien już stamtąd odlecieć innym samolotem w dalszą drogę, jest automatyczne i niepokojące.

Czytamy: jak podaje serwis internetowy RTL, nad Frankfurtem krąży uprowadzony samolot z ponad czterystu osobami na pokładzie, który miał lecieć do Mexico City z międzylądowaniem w Chicago. Ruch lotniczy nad Frankfurtem został wstrzymany.

Pewna ulga - kolega tam lecieć nie zamierzał.

Na chybił trafił zgaduję adres:http://www.rtl.de . Działa!

Tu okazuje się, że rzeczony samolot spokojnie odleciał z Frankfurtu i dopiero w drodze, z powodu podejrzenia o zamach bombowy, lądował awaryjnie w Chicago. Nad Frankfurtem natomiast krąży sportowa Cessna, uprowadzona z jednego z lotnisk w Hesji, której pilot podobno zamierza uderzyć w budynek Centralnego Banku Europejskiego. Są to wyraźnie oddzielone, dwie różne wiadomości. Widać u nas ktoś nie doczytał albo rozumiał po niemiecku piąte przez dziesiąte.

Włączamy telewizor. W którymś z niemieckich programów widać niewielki samolocik wśród wieżowców. Brat konkluduje: to nawet nie jest jakaś Cessna, bo żadna z nich nie ma takich płatów ogonowych, a co najwyżej jakiś samolot ultralekki. Taki zaś tak ma się do dużego odrzutowca pasażerskiego, jak kajak do transatlantyku. Podobna jest proporcja zapasów paliwa tych maszyn. W Tampa, na Florydzie niedawno ktoś nawet, wbrew zamiarom, trafił w wieżowiec małym samolotem i tylko dla niego skończyło się to tragicznie.

Z komentarza i obrazu wynika, że niemieccy reporterzy bardzo są wygłodzeni brakiem mocniejszych sensacji w okresie świątecznym. Mikro-samolotu w powietrzu pilnuje helikopter, próbując go - jak mówią - odganiać od wysokich budynków (jak to się robi?), oraz dwa myśliwce wojskowe, które niezbyt nadają się do latania między wieżowcami (bezpieczna minimalna szybkość tych ostatnich jest dużo większa niż maksymalna samolotu ultralekkiego).

Ponieważ samolocik nadal tylko krąży w powietrzu - transmisja telewizyjna zostaje przerwana i dopiero po paru godzinach dowiadujemy się o skradzionym dwumiejscowym motoszybowcu, który wylądował na lotnisku we Frankfurcie.

Wieczorem, już z domu, dzwoni kolega. Ponad dwie godziny trzymano ich we Frankfurcie, w samolocie pełnym ludzi, tłumacząc opóźnienie "przyczynami technicznymi".

Wniosek z tego, że każdy informował, jak chciał. Jeden z lenistwa czy niedbalstwa, drugi z zawodu spowodowanego brakiem, wszystko jedno jakiej, sensacji, ktoś jeszcze inny - z premedytacją w stylu jednej z piosenek Młynarskiego, czyli według zasady: "po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy".

Internet, szczególnie w dni świąteczne, kiedy wszystko zdaje się toczyć wolniej, okazuje się szybszy niż inne środki informowania. Czasem szybkość ta bywa jednak tak duża, że treść informacji ulega po drodze przemianie w swe przeciwieństwo i dopiero w tej postaci dociera do odbiorcy.


TOP 200