Fachowcy od wszystkiego

Jak wiadomo z praktyki, historia nie jest żadną nauczycielką życia. Nic nigdy nie powtarza się w dokładnie takich samych warunkach. Ale jeśli ciągi różnych wydarzeń prowadzą do podobnych efektów, to zapewne możemy mówić o prawidłowościach.

W ciągu XX-go wieku kilka różnych procesów społecznych miało podobny przebieg i podobne zakończenie. Myślę, że warto prześledzić historię największych ruchów społecznych choćby dlatego, by nie popełnić znowu tych samych błędów.

Ruchy robotnicze zaczęły się w XIX wieku, ale swoje apogeum osiągnęły w następnym. Walka z obrzydliwymi wyzyskiwaczami doprowadziła na papierze do 8-godzinnego dnia pracy, regulowanej płacy minimalnej oraz powstania związków zawodowych. Przyjrzenie się, jednak, szczegółom efektów prowadzi do zaskakujących wyników. Duża część społeczeństwa pracuje więcej niż ustalone maksimum, będąc przywiązana do telefonów komórkowych oraz do internetu. Mam nadzieję, że nie dotyczy to Czytelników, zarządzających siecią oraz serwerami... Ruch mniejszości rasowych doprowadził do ustawowego zrównania praw. Okazało się, że mniejszości powoli stają się większościami. W związku z tym np. nie wiadomo, czy wspaniałe prawo rasowe da się stosować wobec białych studentów (formalnie biali są mniejszością rasową w Kalifornii od kilku lat). Kobiety domagały się równości, paląc biustonosze i załapały się na równe traktowanie w pracy. Ale nie w swoim domu i w łóżku. Ułatwianie życia osobom niepełnosprawnym doprowadziło do budowy ramp w każdym prawie miejscu. To samo prawo jest wykorzystywane do gnębienia właścicieli starych domów, których w żaden sposób nie da się przerobić. Tzw. kochający inaczej bardzo skutecznie wymusili równe traktowanie, łącznie z prawem do małżeństwa. Ta debata czeka Polskę, która na razie porażona jest efektami ustawy antyaborcyjnej - powstało podziemie oraz turystyka skrobankowa.

We wszystkich opisanych powyżej ruchach jest jednak pewna wspólna cecha. Mianowicie, na skutek walki wytworzyła się w nich klasa zawodowców. Mamy więc związkowców, którzy wypowiadając się w imieniu pracowników sami nie brudzą sobie rąk pracą. Zawodowe mniejszości rasowe mają już wyłączność na reprezentację pewnych grup. W Polsce można to zauważyć na przykładzie zawodowych Żydów oraz Ślązaków. Zawodowe feministki, których nikt nigdy nie prześladował za ich płeć, reprezentują zwykłe kobiety, opowiadając w TV o tym jak jeść bezę (łyżeczką!). Zawodowi geje występują prawie we wszystkich debatach - tak jakby nie było już innych osób, mogących się wypowiedzieć w tym temacie.

Cała powyższa wyliczanka prowadzi do smutnego wniosku, że zapewne ruch wyzwolenia autorów za pomocą internetu będzie rozwijał się w podobnym kierunku. Powstały pierwsze stowarzyszenia obrony praw uciskanych internautów, mówi się o wykluczeniu cyfrowym, w mediach możemy przy okazji każdej dysputy zobaczyć i posłuchać tych samych aktywistów. Jeszcze przodownicy ruchu nie zrobili sobie zawodu z walki o prawa do wolności tworzenia, ale już potrafią głośno mówić o krzywdzie mas, gdy dozwolony użytek zostanie wreszcie uchylony. Ten sam schemat, który przećwiczyliśmy kilka razy, zaczyna się powtarzać. Nazwiska zawodowych obrońców twórczości niedługo poznamy. Na własnej skórze.