Etyka, która zatyka

Dr Józef Göbbels podobno powiedział kiedyś, że gdy słyszy słowo ''kultura'', to odbezpiecza swego Browninga. Ja niestety nie mam rewolweru, ale scyzoryk sam otwiera mi się w kieszeni, gdy słyszę słowo ''etyka''. Szczególnie jeśli jest ono przywoływane w kontekście oprogramowania, co gorzej w wyrażeniu ''jedynie etycznie satysfakcjonujące''.

Dr Józef Göbbels podobno powiedział kiedyś, że gdy słyszy słowo ''kultura'', to odbezpiecza swego Browninga. Ja niestety nie mam rewolweru, ale scyzoryk sam otwiera mi się w kieszeni, gdy słyszę słowo ''etyka''. Szczególnie jeśli jest ono przywoływane w kontekście oprogramowania, co gorzej w wyrażeniu ''jedynie etycznie satysfakcjonujące''.

Zapewne domyślają się Państwo, że jak pijany płotu, a raczej rzep psiego ogona uczepiłem się osławionego manifestu ideologicznego Fundacji Wolnego Oprogramowania, która postanowiła wprowadzić trzecią wersję Powszechnej Licencji Publicznej, czyli GNU GPL v3http://www.fsf.org/news/gpl3.html . Piórami panów Stallmana i Moglena stwierdzono tam jednoznacznie:

"Fundacja wierzy, iż wolne oprogramowanie - to znaczy oprogramowanie, które może być dowolnie studiowane, kopiowane, modyfikowane, używane wielokrotnie i rozpowszechniane wśród zainteresowanych - jest JEDYNĄ ETYCZNIE SATYSFAKCJONUJĄCĄ formą rozwoju oprogramowania, podobnie jak wolne i otwarte badania naukowe są jedynym etycznie satysfakcjonującym sposobem uprawiania matematyki, fizyki lub biologii."

Nie bez kozery przypomniałem na początku Trzecią Rzeszę, gdyż to w niej właśnie uprawiano kiedyś jedynie słuszną Naukę Niemiecką, która miała być odpowiedzią na zażydzoną naukę światową. Wierzący, że taka narodowa nauka ma sens, przeprowadzili m.in. badania przeżywalności ludzi w zimnej wodzie, wrzucając do niej więźniów obozów koncentracyjnych. Choć z gruntu etycznie niemoralne, są to praktycznie jedyne dane doświadczalne dostępne dla współczesnych naukowców usiłujących stworzyć lepsze zabezpieczenia dla rozbitków. Jak więc łatwo widać, nawet etycznie niesatysfakcjonujące badania mogą być przydatne i potrzebne dla rozwoju nauki oraz szczęścia ludzkości.

Ideologom GPL v3 nie chodzi oczywiście o żadne makabryczne eksperymenty z oprogramowaniem, a tylko o zwykłe pieniądze. Ludzie, którzy mają jakieś pieniądze, zwykle nie rozumieją tych, którzy nie mają, a chcieliby mieć. Na tym prostym nieporozumieniu zasadza się większość prób uszczęśliwiania ludzi za wszelką cenę. Używanie języka, w którym słowa "jedyne" oraz "etyka" lokują się w kontekście pieniędzy, jest nieco moralnie podejrzane. Dlaczego niby uczciwe zarabianie pieniędzy na oprogramowaniu, lub szerzej na własności intelektualnej, miałoby być naganne? Czy oprogramowanie napisane z niskiej chęci zysku jest przez ten fakt gorsze niż tworzone za fryko? Czy na przykład ten felieton, za który redakcja CW jak sądzę zapłaci mi, jest przez to gorszy niż gdyby ukazał się w gazetce klubu wolnego oprogramowania, o ile oczywiście klubowicze mieliby dość odwagi intelektualnej aby do głosu dopuścić inny punkt widzenia niż ten ich, jedynie słuszny?! Wolne badania naukowe są zaś czystą mrzonką, gdyż dziś w fizyce, biologii, a nawet matematyce, potrzeba olbrzymich pieniędzy. A kto płaci ten wymaga (vide komórki macierzyste).

Cieszy mnie, że Linus Torvalds, sztandarowy twórca wolnego softu, mówi nie dla GPL v3http://www.ussg.iu.edu/hypermail/linux/kernel/0601.3/0559.html i że popiera Digital Rights Management (DRM), a w każdym razie nie zabrania używania go na platformie Linuksa. Tymczasem dla nawiedzonych lewaków z FSF samo wspomnienie DRM jest jak czerwona płachta na byka - a nuż ktoś z pomocą wolnego oprogramowania mógłby zarobić pieniądze. Zgroza! Tak jakby pieniądze czyniły człowieka mniej wolnym. Swoją drogą jest to ciekawa koncepcja zniewolenia. Według niej niejaki Bill Gates byłby największym niewolnikiem świata. Co nie oznacza, że jakość oprogramowania firmy Microsoft nie uzasadniałaby potrzeby wsadzenia do więzienia kilku ludzi.


TOP 200