Elita, inżynier, czarodziej czy asystent

W roku 2000 padł rekord. Na kierunek Informatyka na Politechnice Warszawskiej o jedno miejsce ubiegało się 11 kandydatów. To więcej niż na kierunki prawnicze, ekonomiczne, filologie obce; więcej nawet niż na psychologię na Uniwersytecie Warszawskim, która zawsze była najbardziej obleganym kierunkiem studiów. Czy to okresowa moda,czy wieloletni trend? Czy oznacza to, że zawód informatyka jest uważany za tak atrakcyjny? A jeśli tak, to czy idzie z tym w parze wysoki status społeczny i prestiż?

W roku 2000 padł rekord. Na kierunek Informatyka na Politechnice Warszawskiej o jedno miejsce ubiegało się 11 kandydatów. To więcej niż na kierunki prawnicze, ekonomiczne, filologie obce; więcej nawet niż na psychologię na Uniwersytecie Warszawskim, która zawsze była najbardziej obleganym kierunkiem studiów. Czy to okresowa moda,czy wieloletni trend? Czy oznacza to, że zawód informatyka jest uważany za tak atrakcyjny? A jeśli tak, to czy idzie z tym w parze wysoki status społeczny i prestiż?

Kto jest informatykiem?

Gdy przedstawiciele nauk ścisłych i technicznych chcą o czymś dyskutować, powinni upewnić się, że temat dyskusji jest ściśle zdefiniowany. I tutaj natrafiamy na pierwszą trudność. Definicji informatyka jest co najmniej kilka, a niektóre są od siebie bardzo odległe.

Na jednej ze skrajnych pozycji znajduje się Polskie Towarzystwo Informatyczne. Jego członkiem może zostać tylko osoba z dyplomem studiów informatycznych bądź mogąca wylegitymować się kilkuletnim stażem, ponadto mająca rekomendację dwóch członków wprowadzających (w praktyce to ostatnie jest tylko formalnością).

Widać więc, że zdaniem stowarzyszenia informatyków kryteria przynależności do ich grupy są dość ostre. Prof. Zdzisław Szyjewski, prezes PTI, napisał na łamach "Informatyki": "Uprawianie innych odpowiedzialnych zawodów jest możliwe po uzyskaniu odpowiednich uprawnień i zezwoleń. (...) Nie do pomyślenia jest, aby amator hobbysta wykonywał operacje szpitalne. W informatyce wszystko wolno". Jest to głos wołający o prawne uregulowania, które pozwolą jednoznacznie rozróżnić, kto może określać się mianem informatyka, a kto jest tylko uzurpatorem. Jest to także głos postulujący wprost zakazanie wykonywania szczególnie odpowiedzialnych czynności osobom nie mającym stosownych uprawnień.

"Firma poszukuje informatyka" - takimi słowami zaczyna się wiele ogłoszeń o pracę. Do zakresu obowiązków takiego pracownika należy: "bieżący nadzór nad sprzętem i programami, wsparcie użytkowników, zakupy komputerowe i realizacja strategii informatycznej przedsiębiorstwa". Wymagane są: "wykształcenie średnie, policealne lub wyższe oraz znajomość zagadnień związanych ze sprzętem komputerowym i aplikacjami". To drugi biegun pojęcia "informatyk". Tutaj rozumiany jest on jako "komputerowiec", osoba, które radzi sobie ze sprzętem i programami odmawiającymi posłuszeństwa. W żadnym przypadku od takiego informatyka nie jest wymagana biegłość w algebrze Boole'a i teorii zbiorów czy znajomość problemów związanych ze współbieżnością i wielodostępem oraz konstrukcją baz danych.

Do niedawna wspólną cechą wszystkich konkretnych zawodów określanych dumnym mianem "informatyk" była znajomość komputerów i co najmniej podstawowa umiejętność . Dziś te czasy odchodzą w przeszłość - pojawiły się zawody informatyczne, w których znajomość komputera może ograniczać się do umiejętności włączania i wyłączania maszyny oraz obsługi standardowych pakietów biurowych. To przede wszystkim zawody połączone z ekonomiczną stroną informatyki: szef działu informatyki, kierownik projektu, analityk systemów informatycznych, audytor. Można ich wszystkich określić mianem informatyków, choć do komputera siadają sporadycznie i raczej nie po to, żeby tworzyć coś innego niż dokumentację i korespondencję.

Spór o certyfikację

Przed dwoma laty, w sierpniu 1998 r., na łamach CW opublikowano prowokacyjny artykuł pt. Jak stworzyć kartel informatyczny. Burzliwa dyskusja, która potem się rozpętała, uwidoczniła kontrowersje dotyczące certyfikacji i koncesjonowania zawodu informatyka. Postawa koncesyjna postuluje, że w profesji tej należy wprowadzić określenia poziomu zawodowego i stworzyć system stopni zawodowych oraz kryteria awansu między nimi, na wzór tych, które obecne są wśród prawników czy lekarzy. Entuzjaści tej postawy argumentują, że przyczyni się to do podniesienia kwalifikacji zawodowych informatyków i jednoznacznego odróżnienia profesjonalisty od amatora. W roku 1996 Polskie Towarzystwo Informatyczne przygotowywało wprowadzenie zakupionego od British Computer Society schematu Professional Development System, określającego siatkę zawodów, stopni zawodowych i poziomów wiedzy informatycznej (http://www.pol.pl/informatyka/ 1996_05/5f11.htm). Wysiłki te jednak spełzły na niczym, a przedstawiciele PTI przyznają, że na przeszkodzie stanął zbyt silny opór środowiska oraz małe wsparcie przedsiębiorstw.

Kwestia "certyfikatu na informatykę" z pozoru może wydawać się akademickim sporem o systematykę, bez praktycznego znaczenia. Jednak za certyfikacją stoją władza i pieniądze. Musiałby powstać system, materiały szkoleniowe, egzaminy i licencjonowani egzaminatorzy, książki wymagań, procedury certyfikacji itd. By awans na ścieżce zawodowej miał sens, z zajmowanym poziomem należałoby powiązać profity. Słowem, sprawnie opracowana certyfikacja byłaby gałęzią przemysłu, z niemałymi obrotami i zyskami.

Wszelkie koncesjonowanie zawsze budzi podejrzenia o korupcję. Najlepiej widać to na przykładzie koncesji na prowadzenie samochodu, czyli prawa jazdy. Pomimo że egzamin obejmuje jedynie czynności przydatne rzadko i nie stwarzające niebezpieczeństwa (manewry parkowania), przeciętna osoba zdaje go kilkakrotnie, zaś cały system (opłaty za każde podejście do egzaminu, konieczność wykupywania dodatkowych lekcji przy kolejnych próbach) jest nastawiony na maksymalizację zysku osób, które zajmują się przyznawaniem koncesji. Nic dziwnego, że wiele osób po prostu kupuje prawo jazdy, co ma dramatyczne skutki, widoczne w statystykach wypadków.

Należy zdecydowanie podkreślić, że nie ma powodów, aby Polskie Towarzystwo Informatyczne posądzać chociażby o cień chęci prowadzenia równie nagannych działań. Wręcz przeciwnie, dotychczasowe przedsięwzięcia PTI jednoznacznie dowodzą, że kieruje się ono dobrem swoich członków i szeroko rozumianej polskiej informatyki. Jednakże jak często bywało, nawet szczytna idea, gdy tylko jej realizacja zaczynała oznaczać władzę, przejmowana była przez ludzi małych, którzy zamieniali ją w maszynkę do robienia łatwych pieniędzy i pilnowania uprzywilejowanej pozycji starszego pokolenia względem nowego.

Podsumowując powyższe rozważania, można stwierdzić, że o ile nikt nie ma chyba dziś wątpliwości, że konieczne są kryteria, które pozwolą jednoznacznie odróżnić profesjonalistów od szarlatanów, to koncesjonowanie zawodu budzi tak wiele kontrowersji i związane jest z tak poważnymi zagrożeniami, że trudno oczekiwać, aby spotkało się z powszechnym poparciem.

Prestiż drugiego rodzaju

Wśród najnowszych badań CBOS (listopad 1999 r.) na temat prestiżu zawodów zabrakło profesji informatyka. Można to traktować jako pewną bezwładność w przygotowywaniu badań (jako że brak również innych, nowych zawodów, takich jak przedstawiciel handlowy, bankowiec czy makler). Można też przyjąć, że dla większości społeczeństwa profesja ta nie należy do "odróżnialnych", tak jak "odróżnialny" jest profesor, lekarz, prawnik czy górnik (czołówka listy).

Jeżeli prawdą jest, że większość społeczeństwa nie uznaje informatyka jako zawodu, to do jakiej kategorii go zalicza? Czy jest on dla ludzi zwykłym inżynierem, takim jak budowlaniec czy mechanik? Czy bliżej mu do pojęcia "specjalisty", którym to mianem określa się osoby wykonujące zawód wymagający dużej wiedzy w wąskiej dziedzinie?

Przede wszystkim informatykowi brak splendoru otaczającego lekarza, który ratuje ludzkie życie. Brak mu też majestatu sprawiedliwości i praworządności, który ozdabia prawnika. Nie tworzy też nauki, jak profesor, ani w pocie czoła nie wykuwa lepszego jutra, jak górnik. Informatyk nie wpisuje się ani w etos inteligencki, któremu swoją pozycję zawdzięczają lekarz, prawnik, profesor czy nauczyciel, ani w etos "ciężkiej, dobrej, społecznie użytecznej roboty", który zapewnia pozycję górnika, rolnika, murarza czy piekarza.

Choć brakuje specjalistycznych badań, to widać, że społeczna świadomość na temat informatyki obrosła już mitami.

Postrzegana jest przede wszystkim porzez: bajeczny majątek Billa Gatesa, mit Krzemowej Doliny i garażu, w którym rodzi się postęp i biznes, oraz informacje o planowanym "imporcie" informatyków z krajów biedniejszych do bogatszych. Większość ludzi zazdrości więc informatykom, że są tak bardzo doceniani przez wszystkich, i z zawiścią patrzy na ogłoszenia dla nich, w których absolwentowi oferuje się trzy razy tyle (często znacznie więcej), co nauczycielowi z dwudziestoletnim stażem.

Prestiż społeczny tego zawodu wyznaczają pieniądze, które zarabia informatyk, a nie wyższe, niematerialne wartości. Ludzie z podziwem patrzą na informatyka, ale nie chcieliby wysłu- chać, co ten ma do powiedzenia na tematy nie związane z jego dziedziną. Charakterystyczne, że w zawodzie informatyka brak celebrities, czyli osób powszechnie rozpoznawanych i cytowanych w mediach.


TOP 200