Elektroniczne wabiki

Minęły już czasy, kiedy poziom informatyzacji szacowało się podług ilości i wyglądu sprzętu komputerowego. Teraz zdecydowana większość użytkowników ocenia to według funkcjonalności oprogramowania i korzyści wynikających ze stosowania informatyki. Niestety, nie zawsze. Zdarzają się ciągle przypadki, kiedy to czarowna moc gadżetu elektronicznego zwycięża nad racjonalizmem jego zastosowań.

Minęły już czasy, kiedy poziom informatyzacji szacowało się podług ilości i wyglądu sprzętu komputerowego. Teraz zdecydowana większość użytkowników ocenia to według funkcjonalności oprogramowania i korzyści wynikających ze stosowania informatyki. Niestety, nie zawsze. Zdarzają się ciągle przypadki, kiedy to czarowna moc gadżetu elektronicznego zwycięża nad racjonalizmem jego zastosowań.

Zdecydowanie komputery nie wzbudzają już tak gremialnego aplauzu i bałwochwalczego uwielbienia wśród ludności, jak chociażby jeszcze przed kilku laty. Teraz rolę tę przejęły bardziej rozrywkowe urządzenia wspomagane różnego typu "wodotryskami multimedialnymi" - odtwarzacze, telewizja cyfrowa, telefony komórkowe. Komputer przestał czarować swym elektronicznym wdziękiem, mimo że jego możliwości ciągle rosną. W popularnym ujęciu środki informatyki przestały być czymś, co służy tylko do zabawy, frapuje i napawa wiarą w lepsze jutro. Widać spadek zainteresowania komputerami na masowych imprezach targowych, których ilość została zredukowana, a i publika prezentuje sobą nieco inny przekrój niż dawniej. Po zachłyśnięciu się tymi nowościami uwaga ludzi zwróciła się ku innym obszarom królestwa elektronicznych gadżetów. Mimo wszystko jednak, tam gdzie komputery miały nie z przypadku pełnić rolę elektronicznych suplementów uatrakcyjniających życie, pełnią ją skutecznie nadal. Niemniej większa uwaga przywiązywana jest obecnie do praktycznych zastosowań, z zabawą mających niewiele wspólnego.

W ludziach wykształcił się niezwykle silny nawyk poznawania przez oglądanie, wygrywając zdecydowanie konkurencję z czytaniem. Nie omija to również naszej branży. Coraz częściej niestety zdarza się, że klientów (zresztą za ich wyraźną aprobatą) raczy się - zamiast rzetelną specyfikacją produktu - prezentacjami oraz folderami z kolorowymi obrazkami. Przynęta tego rodzaju działa niezwykle silnie na zmysły potencjalnych nabywców, którzy wolą obejrzeć marketingową powłokę aniżeli drążyć sedno sprawy, co jest zdecydowanie bardziej skomplikowane i nudne. Przyzwyczajeni do takiego trybu załatwiania spraw szefowie starają się powielać tego rodzaju postępowanie, cedując na swych pracowników zadania pozyskiwania wiedzy dotyczącej eksploatacji informatycznej poprzez odwiedziny placówek prowadzących pokrewną działalność biznesową. Przełożony zleca więc pracownikowi, aby udał się on do instytucji takiej to a takiej i zobaczył, jak tam wygląda informatyka. Okazuje się, że wygląda ona wszędzie podobnie, to znaczy są monitory, komputery różnych marek i gabarytów. Na ekranach coś się wyświetla i niewątpliwie przetwarzane są dane. Tyle można wynieść z takiego zwiadu. Trudno nieraz wytłumaczyć decydentom, że informatyka to nie to, co widać na zewnątrz, ale to jak przebiegają procesy. A tego nie widać, bo jest ukryte pod powłoką sprzętu, zaszyte w regułach przetwarzania.

Obecnie na informatykę należy spoglądać zgoła z innego punktu widzenia niż miało to miejsce dziesięć lat temu. O tym, jak wygląda komputer, jakie są cechy znanych systemów operacyjnych i to, że aplikacja umożliwia wprowadzanie i wyświetlanie danych, już wszyscy dawno wiedzą. Nie to jednak w pierwszym rzędzie stanowi o sukcesie. Decyduje o tym to, czego na ogół nie widać na zewnątrz, czyli przede wszystkim wkomponowanie produktu w warunki procesów biznesowych firmy i pożytek z tego płynący.

Czy ktoś jest w stanie to stwierdzić, oglądając komputery w jakiejś firmie?


TOP 200