Dzieci kwiaty z komputerami

Stali czytelnicy CW znają zapewne aż do znudzenia moją szczerą niechęć do humanistyki rozumianej jako klasyfikowanie świata zamiast jego wyjaśnianie poprzez modelowanie. To ostatnie jest typowe dla nauk tzw. ściśniętych, stosujących matematykę jako podstawę, na której buduje się modele, czyli teorię. W XXI wieku modele prawie zawsze symuluje się na komputerach ze względu na ich złożoność. Wydawałoby się, że aparat ten jest dobrze naoliwiony i można go wszędzie używać, także do symulowania zachowań jednostek oraz grup ludzkich. Niestety, prawdziwi humaniści ciągle tego nie wiedzą albo nie rozumieją. Szkoda.

Stali czytelnicy CW znają zapewne aż do znudzenia moją szczerą niechęć do humanistyki rozumianej jako klasyfikowanie świata zamiast jego wyjaśnianie poprzez modelowanie. To ostatnie jest typowe dla nauk tzw. ściśniętych, stosujących matematykę jako podstawę, na której buduje się modele, czyli teorię. W XXI wieku modele prawie zawsze symuluje się na komputerach ze względu na ich złożoność. Wydawałoby się, że aparat ten jest dobrze naoliwiony i można go wszędzie używać, także do symulowania zachowań jednostek oraz grup ludzkich. Niestety, prawdziwi humaniści ciągle tego nie wiedzą albo nie rozumieją. Szkoda.

Inwokacja do humanistów, którą rozpocząłem felieton, została sprowokowana wywiadem Anny Bikont z profesor Hanną Świda-Ziembą w GW pt. "Młodość razy osiem"http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3021773.html . Jaki jest bowiem sens pisać uczone książki o kolejnych pokoleniach Polaków, jeśli nie ma się żadnego modelu społeczeństwa? Według Pani Profesor należę do pokolenia hipisowskiego, ale tylko dlatego, że robiłem maturę już za Gierka. Wczesnego, więc nie jestem pewien, czy aby nie załapuję się na pokolenie "urwanego lotu". Marzec oglądałem jednak tylko z okien szkoły, pod którą akurat stacjonował oddział milicji mający chronić KC przed demonstrantami. Długie włosy nosiłem przez jedne wakacje, kilka razy spacerowałem Nowym Światem w kolorowej piżamie w kwiatki, haszysz paliłem raz - kiedy Ojciec przywiózł nieco z wyprawy alpinistycznej do Afganistanu trzydzieści lat temu. Zdecydowanie nie mogę zaliczyć się do hipów. Rewizjonistą też nie byłem. Kim więc byłem?!

Myślę, że istnieje bardzo dobra klasyfikacja pokoleń w Polsce i jest ona oczywiście komputerowa. Otóż powojenny wyż demograficzny, czyli urodzeni z grubsza w latach 1948-58, mieli to szczęście, że byli pierwszą generacją, która masowo zetknęła się z komputerami. Najstarsi z nas, którzy poszli na studia w połowie lat sześćdziesiątych, trafili na falę elektroniki tranzystorowej, w tym na pierwsze polskie użytkowe komputery stacjonarne. Z kolei ogon wyżu kończył studia w stanie wojennym, gdy komputery osobiste były już znane powszechnie. Kiedy rozejrzę się wśród znajomych, to poza nielicznymi wyjątkami (głównie artyści), wszyscy nie tylko posiadają komputery, ale od lat używają ich do pracy jako normalnych narzędzi. Sądzę, że tym właśnie różnimy się od poprzednich pokoleń inteligentów, że komputery pojawiły się w naszym dorosłym życiu, radykalnie je zmieniając. I vice versa.

Następne pokolenia dorastały w świecie już skomputeryzowanym. Zrobili to głównie wyżowcy. Zastaliśmy świat analogowy, a zostawiamy cyfrowy. Z komputerami, bez których trudno dzisiaj wyobrazić sobie jakąkolwiek dziedzinę życia. Myślę, że fakt wzięcia udziału w tej swoistej rewolucji znacznie lepiej definiuje moje pokolenie niż długość włosów, stosunek do komunizmu, kapitalizmu, historii, religii, Muminków oraz Kubusia Puchatka razem wziętych. Idąc dalej tym tropem, kolejna generacja powinna pewnie być nazwana pokoleniem internetowym.

Ale zabawę w nazywanie pozostawiam humanistom, bo jest to zajęcie kompletnie nieproduktywne.

Mam prośbę do Pani Profesor: w następnej monografii bardzo proszę uwzględnić stosunek do komputera jako czynnik rozróżniający pokolenia. W każdym razie mojego - zapewne także czytelników CW.


TOP 200