Dysonans dwóch klientów

Korzystanie z klienta poczty elektronicznej ma może i swoje plusy. Chodzi jednak o to, aby te plusy nie przysłaniały minusów. Taki klient może niezauważalnie sprzątnąć człowiekowi sprzed nosa jego własną pocztę. Pomimo tego trudno mnie namówić do korzystania z poczty elektronicznej za pośrednictwem serwisów WWW.

Korzystanie z klienta poczty elektronicznej ma może i swoje plusy. Chodzi jednak o to, aby te plusy nie przysłaniały minusów. Taki klient może niezauważalnie sprzątnąć człowiekowi sprzed nosa jego własną pocztę. Pomimo tego trudno mnie namówić do korzystania z poczty elektronicznej za pośrednictwem serwisów WWW.

W zeszłym roku wyjątkowo nie przebywałem w pracy aż do Świąt. W końcu Kowalskiemu też należy się trochę urlopu - najlepiej w listopadzie lub grudniu, bo wtedy wódka nie jest ciepła. Tak więc zaszalałem biorąc kilka dni wolnego, co poniekąd stanowiło swego rodzaju uzupełniające zadośćuczynienie nieudanego układu wolnych dni w tegorocznym kalendarzu zimowym. Spędzając czas wolny nigdy nie odcinam się do końca od świata zewnętrznego, trzymając rękę na pulsie Internetu. W domu odbieram pocztę elektroniczną, zarówno tę prywatną, jak i służbową. Zupełnie, jak w pracy. Z domowego zacisza, w czasie wolnym od pracy zwykłem także wysyłać pocztę prywatną, jak również służbową, jeśli istnieje taka potrzeba. Całkiem podobnie czynię w pracy. W związku z powyższym wygląda na to, że mój urlop niewiele różni się od normalnego dnia roboczego, przynajmniej pod tym względem. Są jednak inne atrakcje przedświątecznego urlopowania, jak na przykład poranna eskapada po lodzie, przez zaspy po karpia do stawów odległych o godzinę jazdy. Albo też wczesne wizyty w pustych jeszcze o tej porze dnia supermarketach. Mówię Państwu, nie ma jak urlop w mieście i to jeszcze w takim terminie. W tym roku trochę nieszczęśliwie mi się złożyło, bo równocześnie na wolne udał się mój szef, stąd utraciłem unikatową wręcz okazję spokojnej pracy w pracy. W takich chwilach niesamowicie wzrasta mi wydajność i jakość wykonywanych zadań. Dziwne, prawda?

Ciągle jeszcze kultywowany jest zwyczaj przesyłania życzeń świątecznych, który to zwyczaj ewoluuje coraz bardziej ku metodom elektronicznym. Ja także ulegam nowoczesności, aczkolwiek pewną ilość kartek tradycyjnych wysyłam (posiłkując się żoną w zakresie kaligrafii) do adresatów, którzy Internetu nie używają (a ciągle jest takich ludzi sporo). W zeszłym roku darmo oczekiwałem na życzenia, które zwykle pojawiają się w mailach. W trakcie urlopu nie odebrałem niczego, ani od rodziny, ani od znajomych. Czułem się załamany, sądząc, że wszyscy o mnie zapomnieli. Nawet ilość spamu była pożałowania godna, bo tylko jedna zabłąkana przesyłka. Posądzałem spamerów, że oprawiają karpie, zdobią choinki lub myją okna, stąd mała ich aktywność.

Pogodziwszy się z okrutnym losem, w poświąteczny wtorek stawiłem się w pracy, jak gdyby nigdy nic. Trochę mnie zdziwiło, że komputer jest włączony, bo mam zwyczaj go wyłączać na koniec dniówki. Pomyślałem, że może sprzątaczka przez przypadek go uruchomiła. Gdy rozjaśnił się ekran, zobaczyłem, że włączony to mało powiedziane - on był wręcz zalogowany. Nie dość tego. Klient poczty był aktywny, a w skrzynce odbiorczej roiło się od maili - z życzeniami, spamem i innymi sprawami - które od tygodnia były zbierane co 10 minut z serwera pocztowego. No i świat stał się od razu piękniejszy. Nawet na spam spojrzałem łaskawszym okiem. Jednak ludzie nie zapomnieli o mnie! To tylko ja o czymś zapomniałem. A może tak wygląda komputerowe rozdwojenie jaźni?


TOP 200