Dyskretny urok rewolucji

Wpadła mi niedawno w ręce książka ''Multitude. War and Democracy in the Age of Empire'' autorstwa włosko-amerykańskiej spółki pisarskiej, Antonia Negri i Michaela Hardta. Panowie ci zasłynęli kilka lat wcześniej inną publikacją, o tytule ''Empire'' - nie dość, że została okrzyknięta manifestem neokomunistycznym, to przy okazji okazała się bestsellerem.

Wpadła mi niedawno w ręce książka ''Multitude. War and Democracy in the Age of Empire'' autorstwa włosko-amerykańskiej spółki pisarskiej, Antonia Negri i Michaela Hardta. Panowie ci zasłynęli kilka lat wcześniej inną publikacją, o tytule ''Empire'' - nie dość, że została okrzyknięta manifestem neokomunistycznym, to przy okazji okazała się bestsellerem.

Dodatkowego smaku książkom dodaje fakt, że Negri pisał je w więzieniu, odsiadując wyrok za grzechy młodości, czyli powiązania w latach siedemdziesiątych z Czerwonymi Brygadami, złej sławy lewackim ugrupowaniem terrorystycznym.

W pewnym momencie lektury "Multitude" odniosłem wrażenie, że skądś znam spore partie tekstu książki. Miałem uczucie, jakbym czytał niektóre rozdziały swojego "Antymatriksa". Autorzy "Multitude", zanim przystąpią do odpowiedzi na pytanie o możliwość rewolucji, analizują współczesny świat, strukturę społeczeństwa i zasady funkcjonowania poprzemysłowej gospodarki. W analizie tej posługują się najnowszymi koncepcjami zarówno nauk społecznych, jak i przyrodniczych. Pojęcia takie, jak samoorganizacja i emergencja, okazują się równie ważne dla współczesnych rewolucjonistów, jak dla Lenina ważny był terror. Teoria katastrof z jej punktami bifurkacji znajduje zastosowanie do analizy możliwości emancypacyjnego zrywu. A wszystko jest przesycone pojęciami teorii sieci.

To właśnie najnowsze teorie naukowe umożliwiają Negriemu i Hardtowi sformułować koncepcję "wielości", multitudo, nowego autonomicznego podmiotu polityki, który jest samoorganizującą się siecią komunikujących się nieustannie jednostek. Wielość działa inaczej, niż znane z historii ruchy społeczne i polityczne. Nie jest zorganizowana w żadne hierarchiczne struktury, w niczym nie przypomina znanej z nauk Lenina rządzonej żelazną ręką partii awangardowej. Istotą i siłą wielości nie jest hierarchia i dyscyplina, ale proces nieustannego porozumiewania (podczas którego wykorzystywane są, rzecz jasna, najnowsze techniki teleinformatyczne). W wyniku tego procesu, mimo braku centralnego sterowania, wielość potrafi uzgadniać działania i cele, jak to się np. stało 30 listopada 1999 r. w Seattle, kiedy masowe demonstracje zaskoczyły uczestników konferencji Światowej Organizacji Handlu i uniemożliwiły obrady.

Cóż, teoretycy rewolucji, zarówno Marks i Engels, jak i późniejszy Lenin, dobrze byli obeznani ze współczesną im awangardową myślą. Dlatego nie zdziwiło mnie, gdy przeczytałem u innego radykalnego filozofa hasło: socjalizm=wolny dostęp do Internetu + władza sowietów.