Dyskietka, czyli mowa pogrzebowa

Zebraliśmy się dzisiaj nad tym koszem, aby pożegnać ostatnią dyskietkę. To smutna chwila, w której trzeba złożyć hołd naszemu staremu przyjacielowi. Smutna, lecz nie beznadziejna. Bo pamięć dyskietki szybko nie zaginie.

Zebraliśmy się dzisiaj nad tym koszem, aby pożegnać ostatnią dyskietkę. To smutna chwila, w której trzeba złożyć hołd naszemu staremu przyjacielowi. Smutna, lecz nie beznadziejna. Bo pamięć dyskietki szybko nie zaginie.

Wszyscy mieliśmy z nią do czynienia i wszyscy kochaliśmy ją, choć czasami była to miłość bez wzajemności. Pozwólcie Państwo, że przypomnę przeszłość, która wraz z odejściem ostatniej dyskietki być może będzie niezrozumiała dla potomnych. Dyskietka, czyli okrągły kawałek plastikowej folii w prostokątnej kopercie z otworami do obracania oraz dla głowicy czytającej, pojawiła się na świecie we wczesnych latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Otrzymała angielskie przezwisko floppy, gdyż rzeczywiście łatwo się wyginała, czyli była elastyczna. Ta cecha pozostała jej do końca życia i odróżniała ją od innych wymiennych nośników informacji. Ale jak i one z czasem dorobiła się sztywnej obudowy. Można powiedzieć, że z wiekiem utraciła elastyczność, ale zyskała na pojemności. Pierwsze dyskietki były zapisane jednostronnie i zawierały mniej niż 100 KB danych serwisowych dla komputerów stacjonarnych. Zapisywane były tylko raz, a służyły głównie personelowi pomocy technicznej - były lekkie i dawały się łatwo przenosić w teczce, choć ich średnica (8", czyli ok. 20 centymetrów) była olbrzymia.

Pierwsze komercyjne stacje zapisywalnych dyskietek 8" o pojemności 250 KB z roku 1973 były właściwym protoplastą całej rodziny, którą dziś żegnamy. Służyły do zapisywania danych jako wygodne nośniki archiwizujące. Szybko, bo już w roku 1976, następna generacja dyskietek 5,25", czyli nieco ponad 13 cm, zdominowała rynek. To one na zawsze pozostaną synonimem flopów, jak zwaliśmy je w nowoczesnym polskim języku komputerowym. Znosiły wszystko - polewanie kawą, upuszczanie, kurz i poniewierkę. Niektóre dostawały dodatkowe pierścienie wzmacniające, czasami myliśmy je śliną i wyjmowaliśmy z opakowania, a one dalej działały. Zaczęły od 100 KB, by z czasem jako dwustronne dyskietki o wysokiej gęstości zapisu (DS HD) osiągnąć dwanaście razy większą pojemność, czyli 1,2 MB.

W roku 1980 firma Sony wprowadziła dyskietkę 3,5", czyli o średnicy nieco mniej niż 9 cm. Wcale nie było oczywiste, że zawojuje ona świat. Były bowiem jeszcze standardy: 2, 2,5, 2,8, 3, 3,25 oraz 4". Ci z żałobników, którzy pamiętają tamte pionierskie czasy komputerów osobistych, być może mają jeszcze gdzieś schowane takie nietypowe napędy. Na szczęście standaryzacja się udała.

Dziś do kosza wrzucamy dyskietkę o pojemności 1,4 MB - jej kuzynki osiągały w porywach nawet do 2 MB. Ale napędy w gruncie rzeczy pozostały takie same. Ba, niektóre emulatory PC ciągle jeszcze w chwili startu emitują charakterystyczne dźwięki głowicy szukającej danych.

Dyskietko! Zabiły Cię iMac, iPAQ oraz inne i-komputery. Nie zawiodłaś nas jednak przez tyle lat, więc w przyszłości żyć będziesz w zbiorach danych jako obraz, skompresowany i cyfrowy, wierne odwzorowanie Twego katalogu, choć bez sektorów i ścieżek. Nikt już nie będzie robił Ci dziurek laserem, aby zabezpieczyć oprogramowanie, ani blokował Cię przed możliwością nagrania. Razem z Tobą odchodzą czyściki do głowic oraz pudełka do przechowywania kopii bezpieczeństwa, nie wiadomo dlaczego zamykane na kluczyk, który zawsze ginął.

Żegnaj, dyskietko...