Dylematy pacjenta

Jeśliby policzyć liczbę reform przeprowadzanych w służbie zdrowia i dodać do tego ministrów stojących na ich straży, to bez wątpienia nie starczyłoby nam palców u rąk i nóg. Pomimo jednak tych wszystkich wysiłków, ku mojemu zaskoczeniu, poranna kolejka w przychodni lekarskiej, często okraszona niecenzuralną wymianą zdań pomiędzy oczekującymi do rejestracji, jak była, tak jest.

Jeśliby policzyć liczbę reform przeprowadzanych w służbie zdrowia i dodać do tego ministrów stojących na ich straży, to bez wątpienia nie starczyłoby nam palców u rąk i nóg. Pomimo jednak tych wszystkich wysiłków, ku mojemu zaskoczeniu, poranna kolejka w przychodni lekarskiej, często okraszona niecenzuralną wymianą zdań pomiędzy oczekującymi do rejestracji, jak była, tak jest.

Rozwiązaniem tej nieznośnej sytuacji miała być rejestracja telefoniczna. Nietrudno zgadnąć, jaki był efekt: albo wiecznie zajęta, albo wiecznie wolna linia, a do tego narastająca frustracja, że znowu nas nie przyjmą. Trudno uwierzyć, by Internet - a zatem rejestracja online do lekarza - zmieniła cokolwiek w tej sprawie. I choć głośno mówi się o samym projekcie, jak na razie bez zarzutu działa on w niewielu miejscach. W tych, w których został uruchomiony, zdarza się, że nagle jakiś nieprzewidywalny błąd serwera czy systemu uniemożliwia mi stanięcie w kolejce. W tej sytuacji zamiast się niecierpliwić i ciężko wzdychać komuś nad uchem, mogę jedynie poprzeklinać w samotności przed ekranem monitora, a następnego dnia wstać bladym świtem, by ustawić się w kolejce czekających do magicznego okienka rejestracji.

Bez wątpienia wciąż rzeczą, której każdy sobie gratuluje, jest w miarę szybkie wydostanie się z kolejki z karteczką informującą o dacie i czasie spotkania. A potem oczekiwanie na wizytę. I gdy w końcu trafiam do lekarza, znów deja vu. Pamiętam, że jako dziecko nie znosiłam tej ciszy towarzyszącej badaniu oraz kamiennej twarzy lekarza, który zresztą rzadko kiedy wyjawił przyczynę mojego złego samopoczucia. Trudno było cokolwiek zrozumieć z recept pisanych jak kura pazurem, na niewiele zdawała się też domowa encyklopedia leków. Tyle lat minęło i chciałoby się powiedzieć nic się nie zmieniło, ale wręcz przeciwnie: zmianę mamy dużą. Zawsze bowiem można "zgooglować" swoje objawy i otrzymać interesujący pakiecik danych o potencjalnych dolegliwościach. Wyszukiwarka służy również w przypadku mniej milkliwych lekarzy, którzy wyjawiają swoim pacjentom nazwę choroby, tym samym oszczędzają nam dużo czasu. Nie mam jednak pewności, czy internetowe przeszukiwania są zbawienne. Raz wypróbowałam i po przeczytaniu, jakie są powikłania i jak często się zdarzają, opanował mnie paraliżujący strach. Z drugiej strony jednak takie właśnie ryzyko niesie ze sobą wiedza i chyba - po dłuższym zastanowieniu - lepiej mieć do niej dostęp.


TOP 200