Dylemat Majakowskiego

Pewien znajomy nie przyjął przed laty stanowiska atrakcyjnego i dodatkowo będącego dobrą odskocznią do dalszej kariery. Uczynił tak tylko dlatego że proponowano mu stanowisko w fabryce, która zajmowała się głównie tzw. produkcją S, czyli robiła coś dla wojska. Nie wadziła mu jednak praca w centrali firmy, której ta fabryka podlegała.

Pewien znajomy nie przyjął przed laty stanowiska atrakcyjnego i dodatkowo będącego dobrą odskocznią do dalszej kariery. Uczynił tak tylko dlatego że proponowano mu stanowisko w fabryce, która zajmowała się głównie tzw. produkcją S, czyli robiła coś dla wojska. Nie wadziła mu jednak praca w centrali firmy, której ta fabryka podlegała.

Znajomy ów nie był ani pierwszym, ani ostatnim, którzy mieli do rozstrzygnięcia taki dylemat.

A przypomniała mi się ta historia z dwóch powodów łączących się w jednej sprawie.

Otóż sporo wolnego, świątecznego czasu poświęciłem na rozpaczliwe próby nadrabiania zaległości w lekturze czasopism i tak się złożyło, że trafiłem na egzemplarze z... początków grudnia 2001 r., w których pisano akurat o "szokującym eksperymencie" naukowców amerykańskich, polegającym na sklonowaniu ludzkiego embrionu.

Dziś, po roku, słyszymy, że sprawy podobno poszły dalej i pierwszy sklonowany człowiek ma niebawem się pojawić albo nawet już jest wśród nas.

Niezależnie od tego, czy powyższe okaże się prawdą czy nie, wywołało to falę namiętnych często dyskusji i opinii. I tu docieramy do drugiego powodu - jeden z uczestników takiego dyskursu - nie mając na podorędziu ani medyka, ani chociażby jakiegoś biologa - zaatakował mnie. Powiedział mianowicie, że nie doszłoby do tego (do czego i tak nie wiadomo czy w ogóle doszło...), gdyby nie intensywne wsparcie, jakiego - jego zdaniem - tego rodzaju badaniom udziela informatyka.

Było to dość zaskakujące, gdyż co jak co, ale w tej dziedzinie rola informatyki jest co najwyżej drugo-, a może nawet trzeciorzędna. Taki jeden, niezbyt trafiony, zarzut można zignorować. Pozostaje jednak ogólna kwestia odpowiedzialności za skutki tego, co się robi. To zaś jest tematem zbyt poważnym, aby uniosła go zwiewna i lekka konstrukcja felietonowa. Nie daje zresztą takiej odpowiedzi i wydana u nas przed kilku laty książka pod obiecującym tytułem Czy nauka jest dobra?

Bo, gdy zgodzić się z opinią, że okres "elektroniczny" technik obliczeniowych zaczął się od Eniaca, to trzeba również przyjąć do wiadomości, że celem powstania tej maszyny liczącej było przyspieszenie obliczeń balistycznych, w których nie chodziło o trajektorie ogni sztucznych, lecz o potrzeby trwającej akurat wojny.

Do celów militarnych (obserwacje radarowe) służyły pierwsze komputery radzieckie BESM z 1953 r., o których sami Rosjanie nie wiedzieli, że należały wówczas do najszybszych na świecie.

W rakietach balistycznych latały komputery Nova 1200, zanim, wyparte stamtąd przez nowsze, rozpoczęły karierę cywilną, podbijając w jej trakcie cały świat (były także w polskich komputerach MERA-9150, stosowanych do wprowadzania i zbierania danych).

Sam mile wspominam praktykę w ośrodku obliczeniowym brytyjskiego centrum badań jądrowych, gdzie pracował wówczas jeden z największych brytyjskich komputerów (jego "brat" obsługiwał podobny ośrodek w Sierpuchowie pod Moskwą). Wspomnienie to jest dla mnie szczególnie przyjemne, gdyż, jako obywatel kraju Układu Warszawskiego, spędziłem, na koszt organizatora praktyki, ponad tydzień w Londynie, za jedyne zajęcie mając oczekiwanie na zgodę MI5 (kontrwywiad brytyjski -http://www.mi5.gov.uk) na wspomnianą praktykę.

Wspomniany cykl artykułów sprzed roku na temat klonowania zamyka KTT, który jest przekonany, że badaczy i tak nigdy nikt i nic nie powstrzyma przed badaniami i konstrukcjami, które - ich zdaniem - są już możliwe. Co więcej - człowiek nigdy nie zrezygnuje z badań i wynalazków mogących przynieść korzyść jednym na szkodę drugich.

Nadal zastanawiam się jednak czy obok dobrej może istnieć zła tabliczka mnożenia?


TOP 200