Dwaj prawnicy w mieście

Stare amerykańskie przysłowie mówi, że pierwszy prawnik w mieście zawsze jest bezrobotny. Dopiero kiedy zamieszka drugi, obaj zaczynają robić kokosy, bo mogą nawzajem występować przeciw sobie w sporach, które mieszkańcy dotychczas rozwiązywali przy użyciu bardziej tradycyjnych środków.

Stare amerykańskie przysłowie mówi, że pierwszy prawnik w mieście zawsze jest bezrobotny. Dopiero kiedy zamieszka drugi, obaj zaczynają robić kokosy, bo mogą nawzajem występować przeciw sobie w sporach, które mieszkańcy dotychczas rozwiązywali przy użyciu bardziej tradycyjnych środków.

Amerykański narodowy sport - pozywanie się - ma szansę przenieść się na cały świat. Niedawno "Rzeczpospolita" zauważyła, że duża część autorów stron internetowych korzysta z cudzych tekstów, grafik i dźwięków w celu uatrakcyjnienia zawartości. To oczywiście naruszenie prawa we wszystkich cywilizowanych systemach prawnych. Ale właściciele tych treści w zdecydowanej większości nie mają środków technicznych, żeby takie naruszenia wykryć; gdyby nawet je wykryli, to najczęściej nie są skłonni poświęcić czasu i energii na przywołanie autora do porządku - drogami prawnymi, jeśli będzie to konieczne.

A przynajmniej do niedawna nie mieli. Oto bowiem dojrzewa kategoria nowych systemów, tzw. lawbotów, czyli agentów analizujących zawartość Internetu w poszukiwaniu treści opublikowanych bez zgody autora. Na razie programy tylko skanują sieć w poszukiwaniu treści wcześniej zabezpieczonych tzw. cyfrowym znakiem wodnym lub też zawartości bezpośrednio skopiowanej z innego serwisu. Ich użycie jest skomplikowane, wydajność niska i są trudno dostępne poza amerykańskim systemem prawnym.

Ale lawboty, jak każda technologia, dojrzewają. Eksperci twierdzą, że ich użycie będzie się stopniowo upraszczać - będzie można hurtem upoważnić je nie tylko do skanowania zawartości, ale i pozywania kopiujących. Poprawią również swoją wrażliwość i będą reagować nie tylko na treści bezpośrednio przeniesione z serwisów, ale i artystyczne nawiązania. Podejrzewam, że pierwszymi ofiarami będą aktorzy filmów dla dorosłych, których pseudonimy sceniczne nawiązują do rzeczywistych nazwisk aktorów i postaci. Np. słynny Rocco Siffredi (wykorzystywany w reklamach nawet przez polską Wólczankę) używa nazwiska bohatera, którego Alain Delon grał w filmie kryminalnym "Borsalino".

Z czasem pewnie lawboty osiągną doskonałość techniczną. Wtedy państwa odpowiednio zmienią prawo i upoważnią programy by nie tylko identyfikowały naruszenia prawa, ale i prowadziły sprawę przed sądem. Oczywiście w międzyczasie konkurencyjna firma opracuje drugiego lawbota, który wyspecjalizuje się w obronie właścicieli pozywanych stron. Wtedy - jak dwaj prawnicy w mieście - będą już całkowicie samowystarczalni. Aby obsłużyć lawinę pozwów wytaczanych przez wirtualnych prawników, powołamy wirtualne sądy.


TOP 200