Dwa razy samotność

Sieć staje się coraz częściej tematem kultury. Mieliśmy już film sensacyjny, dziejący się w cyberprzestrzeni, mieliśmy książkę z gatunku political fiction z Internetem w roli głównej, czas więc na historie miłosne.

Sieć staje się coraz częściej tematem kultury. Mieliśmy już film sensacyjny, dziejący się w cyberprzestrzeni, mieliśmy książkę z gatunku political fiction z Internetem w roli głównej, czas więc na historie miłosne.

Pisząc te słowa, trzymam przed sobą powieść [email protected]ść w Sieci Janusza L. Wiśniewskiego, reklamowaną jako pierwsza historia miłosna w sieci. Fabuła powieści jest typowo romansowa. On, Jakub, jest informatykiem i genetykiem, zamieszkałym i pracującym w Niemczech. Ona to robiąca karierę pracownica międzynarodowej korporacji, która na zlecenie firmy usiłuje sprzedawać niepotrzebne Polakom produkty (Eskimosom krem do opalania). On nie ma życia osobistego (tragedia miłosna w młodości), ona żyje w modelu 2+0 i jest wręcz podręcznikowo zaniedbywana przez przepracowanego małżonka. Wirtualne spotkanie przeradza się w ciekawość, ciekawość w fascynację, fascynacja w więź emocjonalną, a więź emocjonalna... nie, nie będę psuł przyjemności tym z Państwa, którzy sięgną po [email protected]ść... Dodam jedynie - i doprawdy nie wiem, czy to reklama, czy wręcz przeciwnie - że autor nie szczędzi czytelnikowi intymnych szczegółów i określenie "odważny erotyzm" pojawiające się w minirecenzji na okładce jest chyba nazbyt skromne. Nic dziwnego, Janusz L. Wiśniewski jest publicystą Playboya i - podkreślmy z uznaniem - sprawność jego warsztatu widać na kartach powieści.

Z grubsza podobny schemat znajdziemy w innym "romansie sieciowym" (wiem, że takie określenie może być uznane za krzywdzące, stąd cudzysłów), w obszernym opowiadaniu Antoniny Liedtke CyberJoli Drim. Jola, a raczej Joly_FH (bo pod takim internetowym nickiem poznajemy bohaterkę), szuka w sieci kogoś, z kim kiedyś łączyła ją silna, wirtualna więź: To było lepsze niż miłość, lepsze niż seks, kompletnie zwariowane i piękne. Ten ktoś zniknął jak... jak nieaktywna sesja terminalowa, a Joly_FH usiłuje odnaleźć go, błądząc po zakamarkach sieci i własnej tęsknoty. I Jakub, i Jola są opuszczeni; samotni w oceanie informacji. Zakończenie obu powieści jest podobne, choć z [email protected]ści wieje banałem, podczas gdy z CyberJoli Drim - klasyką dziewiętnastowiecznej literatury.

O ile jednak opowiadanie Antoniny Liedtke jest rzucone na cyberpunkowe tło, dając rozrywkę głównie tym, dla których czytelne są pewne konwencje i zjawiska obecne w Internecie (język, pojęcia, usługi, typy charakterologiczne itd.), o tyle książka Janusza L. Wiśniewskiego zdecydowanie celuje w innego czytelnika. Autor obficie korzysta ze sztafażu internetowego (ICQ, e-mail itd.), objaśniając obszernie działanie usług sieciowych. Zapewne wywołuje to dreszczyk emocji u licealistów i urzędniczek, ale czytelnika takiego jak Państwo, który na co dzień korzysta z tych usług, może znużyć.

CyberJoli Drim jest przeznaczona dla internautów, podczas gdy [email protected]ść w sieci - dla nieco ambitniejszego czytelnika romansideł. Bardzo wymowna jest forma obu dzieł: książka J. L. Wiśniewskiego jest ładnie wydanym, poręcznym paperbackiem za jedyne 29 zł. Ze względu na formę wydawniczą oraz treść warto polecić powieść jako czytadło do pociągu albo na długie, zimowe wieczory. Opowiadanie Niny Liedtke jest zaś surowym ASCII (zakodowanym w HTML-u czcionką Courier w konwencji tekstu na znakowym terminalu). Wiem, że to męczące, ale polecam czytanie na ekranie - inaczej traci się część niesamowitej atmosfery historii Joly_FH (http://akson.sgh.waw.pl/~aliedt/carramba.htm).

<hr>

[email protected]


TOP 200