Duch straszy

Konwulsyjnie, od czasu do czasu, daje znać o sobie duch prywatyzacji. Jest to trend wygasający, bo niewiele do sprywatyzowania już zostało.

Konwulsyjnie, od czasu do czasu, daje znać o sobie duch prywatyzacji. Jest to trend wygasający, bo niewiele do sprywatyzowania już zostało.

I dobrze. Na resztki tej agonalnej padliny rzucają się co bardziej wytrwali i zasobni. Z obserwacji przekroju społecznego składu osobowego kolejek obywatelskich do kas PKO BP wynika, że prym w zasobności i zaradności wiodą emeryci oraz osobnicy, których o gruby portfel trudno by na pierwszy rzut oka podejrzewać. Mniej zamożna część społeczeństwa spędziła ten czas w pracy, budując swoje lepsze jutro według innych zasad. Nie dlatego, że wybrali taką drogę rozwoju, ale dlatego, że najzwyczajniej w świecie nie mogli inaczej postąpić.

Dawanie szansy na wzbogacenie się może przybierać różny kształt. Podział sprawiedliwy, czyli w przypadku nabywania udziałów prywatyzacyjnych oparty na proporcjonalnym do zainwestowanych środków rozdziale dóbr, miał miejsce w sytuacji prywatyzacji pierwszego z naszych dużych banków. Co prawda było to dawno, ale jak najbardziej była to prawda. Teraz, na okoliczność prywatyzacji PKO, posłużono się odmienną formułą zdobywania udziałów. Uderzono w struny najbardziej instynktownych odruchów ludzkich, odzwierzęcego atawizmu walki o przetrwanie. Przy okazji przypomniano wiekowo bardziej zaawansowanej części amatorów walorów prywatyzacyjnych czasy heroicznej walki o mięso, wędlinę, meble i wszelkie inne dobrodziejstwa codziennego życia mieszczucha, kiedy to wejście w ich posiadanie wymagało, oprócz posiadania gorącej gotówki, wykazania się nie byle jaką kondycją i hartem ducha. Tym, którzy z racji wieku nie mogli tego doświadczyć osobiście, zafundowano teraz lekcję pokazową z historii. Tak też odbywało się nocne czuwanie u wrót krainy nadziei.

Jedno, co w tym wszystkim jest budujące, to fakt, że społeczeństwo nasze potrafi się w razie potrzeby zorganizować. Komitety kolejkowe, okresowa kontrola list obecności oraz wszelkie szykany mające kombinatorom uniemożliwić dostęp do źródła finansowego zdały egzamin całkiem nieźle. Wszak naród ma bogate doświadczenie w tym względzie.

Nie była to walka na śmierć i życie, ale raczej konkurencja wytrzymałościowa, tym bardziej że jak na złość noce zrobiły się w tym czasie bardzo zimne. Cóż, rekompensatą za przeziębienie będą z pewnością lokaty prywatyzacyjne - dla tych, którym starczyło. Zysk z pewnością przewyższy koszty leczenia, przynajmniej wszyscy na to liczą.

Podobno nieźle sprawował się system rejestrowania umów. Wiadomo - komputerowy, więc pokazał co może. Szkoda tylko, że nie dano klientom możliwości zdalnej aktywacji osobistych lokat. Gdyby każdy chętny mógł zawczasu, z dużym wyprzedzeniem i na spokojnie, zamrozić odpowiednią kwotę na lokacie celowej (zarobiłby bank, a nie płatni stójkowi), aby z wybiciem godziny "0", podając przez Internet swoje, znane wcześniej, tajne identyfikatory autoryzacyjne, ustawić się w globalnej kolejce wirtualnej, byłoby na pewno nowocześniej i z pewnością nie mniej sprawiedliwie.

Byłaby to walka zgodna z regułą, kto pierwszy ten lepszy, ale rozgrywana na platformie cyfrowej, właściwa duchowi czasów, a nie duchowi schedy po upadłym komunizmie. No tak, ale trzeba by wtedy wyodrębnić specjalną strefę dostępową dla oddziału w budynku sejmowym.


TOP 200