Druga impreza

Tak się ostatnio złożyło, że kilka razy odwiedziłem Warszawę - goszcząc a to w zaprzyjaźnionej firmie, a to na konferencji, z której relację czytali zresztą Państwo parę numerów temu.

Tak się ostatnio złożyło, że kilka razy odwiedziłem Warszawę - goszcząc a to w zaprzyjaźnionej firmie, a to na konferencji, z której relację czytali zresztą Państwo parę numerów temu.

Przy okazji spotkałem od lat niewidzianego znajomego. Chciałem go namówić na wspólne piwo wieczorem, ale na propozycję skrzywił się tylko i powiedział: ''Nie, wiesz, w tym miesiącu oddaliśmy do eksploatacji system i właśnie wczoraj miałem imprezę kończącą projekt; była bardzo huczna, więc dzisiaj mogę się z tobą napić co najwyżej herbatki miętowej''.

Tak też zrobiliśmy. Aby dotrzymać mu towarzystwa, też wybrałem herbatę i nie wiem, czy sprawił to jej gatunek, czy raczej późna pora, ale gdy z przejęciem opowiadał o wdrożonym systemie CRM i zabawie, która to wdrożenie zakończyła, popadałem w coraz większą melancholię. Zdałem sobie bowiem sprawę, że mój rozmówca i wszyscy jego współpracownicy są święcie przekonani, że "stawiając" narzędzie w swojej firmie, zrobili kawał dobrej roboty, za której wykonanie słusznie należy im się nagroda.

Zupełnie nie podzielam poglądu, że tzw. go live systemu kończy projekt informatyczny. Każde takie wdrożenie jest przecież elementem pewnego szerszego planu - system nie jest wdrażany dla samego wdrożenia, ale dla jakiegoś celu. Ktoś, kto zdecydował się na migrację na nową platformę bazodanową, zrobił tak dlatego że nowa platforma powiększa wydajność, zachowując tę samą funkcjonalność. Firma, która wdrożyła u siebie CRM, zapewne zrobiła to dlatego, by wiedzieć, jacy klienci przynoszą jej największy dochód, i aby relacją z tymi właśnie grupami klientów świadomie zarządzać w celu powiększenia dochodu. Na system wydała to i owo więc - moim skromnym zdaniem - wypadałoby poczekać z otwarciem szampana do momentu, kiedy zakładane korzyści z wdrożenia będą większe niż koszty. Mówiąc językiem ekonomii - gdy wdrożenie przekroczy próg rentowności (break even).

Nie muszę chyba nikogo z Państwa przekonywać, że system, który zostaje wdrożony, ale który nie jest używany, nie jest żadnym powodem do radości. Podobnie nie ma się co cieszyć z rozwiązania informatycznego, które po puszczeniu w ruch ma tyle błędów, że ich naprawienie zajmuje w sumie więcej czasu, niż jego budowa i wdrożenie.

Mój znajomy, z którym popijałem w kawiarence herbatę, nie tylko nie wiedział, kiedy jego system CRM się zwróci. Co gorsze, nie za bardzo rozumiał moje rozterki. Na nieśmiałą sugestię, że może należałoby przewidzieć drugą imprezę, kiedy zakładane korzyści zostaną osiągnięte, wzruszył ramionami: "Zwariowałeś, ludzie się tak naharowali, a ja miałbym im odmawiać jednego wieczoru radości?"

Nikomu nie żałuję imprezy podsumowującej wdrożenie. Rzeczywiście, bywa, że na zwrot zainwestowanych środków trzeba poczekać, ale trudno czekać kilka miesięcy albo lat z wynagrodzeniem ludziom poniesionych trudów i ciężkiej pracy. Czasami system nie zwraca się nigdy - i to wcale nie z winy zespołu projektowego. Jednak nie zmienia to mojego zasadniczego przekonania, że przedsięwzięcie informatyczne można nazwać sukcesem dopiero wtedy gdy ma mierzalny i utrzymywalny w czasie efekt.

Cieszę się, że ludzie świętują zakończone wdrożenia. Jeżeli ktoś z Państwa chciałby mnie zaprosić na taką imprezę, chętnie się pojawię, ale na tej drugiej - urządzanej, gdy system już się zwrócił.

I napiję się nie herbaty, ale czegoś mocniejszego - bo wtedy dopiero będę miał poczucie, że jest co opijać.