Drogi i telefony

Już jesteśmy w NATO, jeszcze trochę, a przystąpimy do Unii Europejskiej, ale pod wieloma względami nadal pozostajemy w układzie warszawskim. Dotyczy to przede wszystkim infrastruktury. Infrastruktury bardzo szeroko rozumianej.

Już jesteśmy w NATO, jeszcze trochę, a przystąpimy do Unii Europejskiej, ale pod wieloma względami nadal pozostajemy w układzie warszawskim. Dotyczy to przede wszystkim infrastruktury. Infrastruktury bardzo szeroko rozumianej.

Zacznijmy od dróg. Każdy, kto wjeżdża do nas z zagranicy, bardzo szybko się orientuje, że coś jest nie w porządku. Nie tylko jednak jakość nawierzchni, ale szerokość, oznakowanie, zagospodarowanie i wiele innych szczegółów stawia nasze drogi znacznie poniżej standardów krajów cywilizowanych. Osoby urzędowe zwracają uwagę na znaczne zmiany, jakie zaszły ostatnio, a także skalę potrzebnych przekształceń. Jest to wypowiedź zupełnie nie na temat. Powstał wielki program budowy autostrad. Znowu wypowiedź pokrętna. Chodzi o to, żeby powstały autostrady. Zmiany zaszły za daleko, żeby można było powracać do starych praktyk.

Jako inny przykład weźmy telefony. Liczba telefonów na hektar przeliczeniowy niepomiernie wzrosła w minionych dziesięciu latach, to prawda. Wciąż jednak telefon jest czymś jak gdyby innym od tak samo nazywanego urządzenia spotykanego w krajach cywilizowanych. Tam telefon zwykle służy do natychmiastowego połączenia się z innym abonentem za pierwszym razem. Służy też do uzyskania informacji bez potrzeby odwiedzania instytucji. U nas, jeśli już w końcu dodzwonię się, często mogę usłyszeć, że trzeba przyjechać, bo nie udziela się informacji przez telefon. A po co mają telefony? Żeby było bardziej nowocześnie.

W pewnym banku informację można uzyskać po dłuższej chwili, gdyż pani ma telefon w jednym, a komputer w drugim pokoju. Taki bank najwyraźniej nie jest zorganizowany odpowiednio, by podjąć zmagania konkurencyjne z bankami. Pewnie dlatego że organizacją zajmuje się kto inny. Jak to może być, żeby w jednej instytucji decyzje dotyczące organizacji, "telefonizacji" i "komputeryzacji" lokalnie podejmowali specjaliści od organizacji (?), telefonów (?) i informatyki? To proste. Bank pracuje po swojemu, zgodnie z przepisami, jak przez poprzednie pół wieku. Wszyscy "robią, co do nich należy". Szeregowi pracownicy przeganiają klientów, a szefowie piszą sprawozdania i stosowne (dziś inne) hasła, zamiast myśleć o przyszłości, rynku i otoczeniu, określać cele, tworzyć i komunikować strategię i organizować. "Dział organizacji", jeśli w ogóle jest potrzebny, powinien dawać im oceny i projekty. Oni zaś sami muszą podejmować decyzje organizacyjne. Są za to odpowiedzialni.

Infrastruktura materialna, oczywiście bardzo ważna, to zaledwie cząstka problemów. Ważniejszym składnikiem organizacji jest infrastruktura społeczna. Lepsza telefonia nie pomoże, jeśli do telefonu będziemy mieli sto metrów albo będziemy ignorowali jego natrętny dzwonek. Gdy do MON-u zadzwonią z NATO i odbierze ktoś, kto mówi tylko po polsku i rosyjsku, nic nam z doskonałego połączenia.

Wirtualna Polska wygląda zdecydowanie lepiej. Jest często jak w bajce. Na mapie widzimy, jakie mamy świetne połączenia drogowe i kolejowe. Nie ma nic o klasie dróg (np. z Poznania do Częstochowy) czy też czasie podróży pociągiem z Krakowa do Poznania - 433 km w 6 godz. 22 min (dłużej niż samolotem z Londynu do Filadelfii). Na stronach internetowych instytucji są numery telefonów i faksów. A jakże? Tylko nadal często są nieaktualne, głuche albo niewłaściwe, jak mówi po połączeniu urzędnik, odsyłając do książki telefonicznej i odkładając słuchawkę.