Drewniany interes

Varanasi, najświętsze z hinduskich miast, jest tak stare, że - jak mawiają sami Hindusi - kiedy zakładano Rzym, ono już było żywą historią świata. Dziś milionowa aglomeracja, w nietypowy sposób dla miast leżących nad rzeką, rozłożyła się tylko na lewym brzegu Gangesu. Prawy, obłożony mułem naniesionym przez wody i porośnięty drzewami, stanowi idealną scenerię dla wschodzącego wprost nad nim słońca. W porze monsunów granat wód Gangesu zlewa się tam u linii horyzontu z błękitem nieba. Zbudowane na lewym brzegu ogromne kamienne ''bramy'' (ghats) chronią miasto przed wodami Matki Rzeki.

Varanasi, najświętsze z hinduskich miast, jest tak stare, że - jak mawiają sami Hindusi - kiedy zakładano Rzym, ono już było żywą historią świata. Dziś milionowa aglomeracja, w nietypowy sposób dla miast leżących nad rzeką, rozłożyła się tylko na lewym brzegu Gangesu. Prawy, obłożony mułem naniesionym przez wody i porośnięty drzewami, stanowi idealną scenerię dla wschodzącego wprost nad nim słońca. W porze monsunów granat wód Gangesu zlewa się tam u linii horyzontu z błękitem nieba. Zbudowane na lewym brzegu ogromne kamienne ''bramy'' (ghats) chronią miasto przed wodami Matki Rzeki.

Kilkudziesięciometrowe schody sprowadzają pielgrzymów ze wzgórza wprost do świętych wód Gangesu. Od tysięcy lat każdego poranka tłumy Hindusów przychodzą tu przywitać słońce.

Właściciel hotelu, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom turystów, organizuje poranną przejażdżkę łódką po rzece. Do tego proponuje "zwiedzanie" starej dzielnicy, co sprowadza się do wizyty u zaprzyjaźnionego handlarza jedwabiem. Nim jednak trafimy w ręce sklepikarza, zostajemy oprowadzeni po znajdującym się obok warsztacie tkackim, w którym wyrabia się sprzedawane przez niego tkaniny. Wchodzimy do niskiego, ciemnego pomieszczenia i oto moim oczom ukazuje się maszyna tkacka żywcem wyjęta z XIX-wiecznej Anglii. Taka, o jakiej gdzieś u początków mojej przygody z informatyką czytałem w książkach, w których okrzyknięto ją protoplastą dzisiejszych komputerów.

Drewniana konstrukcja z masą przeplatających się wzajemnie linek i sznurków. Siedzący na klepisku chłopak szybko pociąga za ramę, do której przymocowany jest rząd linek. Przerzuca z jednej strony na drugą jedwabną nić i znowu pociąga za ramę. Zmiana ułożenia linek, jedne idą do góry, inne na dół, i ponowne przeciągnięcie nici. Rządek za rządkiem i układa się wzór jedwabnego szala. A układem linek, przez które przeciąga nić, steruje zamocowana u góry perforowana taśma wykonana z drewnianych deseczek. I tak oto w mieście, które jest żywą historią hinduizmu, zobaczyłem maszynę będącą żywą historią informatyki.

Historię Varanasi, obok rytualnych kąpieli, tworzą obrządki pogrzebowe sprowadzające się do kremacji ciał nad brzegami Gangesu. Kilka płonących na brzegu stosów przykuwa uwagę i wprawia w zadumę. Kiedy jednak przenoszę wzrok na przeogromne sterty drewna zalegające okoliczne place, uświadamiam sobie skalę tego obrządku, która po prostu przytłacza. Dziesiątki tysięcy bali drewna. Uczucie podobne do tego, które mamy w Zaduszki, patrząc po zmroku na połacie cmentarnej ziemi rozświetlone tysiącami zniczy.

Domowie - najniższa z kast zajmująca się kremacją zwłok - zarabiają na swej profesji krocie. Na tyłach pogrzebowych stosów stoją potężne, stalowe wagi. Każdy kilogram drewna więcej zakupiony przez rodzinę zmarłego to większy hołd jemu oddany i zarazem setki rupii więcej do kasy Domów. Władze miasta, aby zapobiec wrzucaniu do rzeki nie dopalonych ciał, otworzyły kilka lat temu krematorium elektryczne. Dziś udają się tam ci, których nie stać na zakup drewna. Ale może za parę lat będą przychodzić tam wszyscy. Czy w ten sposób miałaby zaginąć odwieczna tradycja?

Trudno czuć wielką sympatię do miejsc, w których chodzi się zanurzonym niemalże po kostki w krowim łajnie, ludzkich ekstrementach i gnijących śmieciach. Mimo to chciałbym, aby te święte stosy przetrwały starcie z ich zelektryfikowaną, XX-wieczną wersją. I choć usługi pogrzebowe, zresztą jak większość usług w ogóle, zagoszczą któregoś dnia na stałe w Internecie, to wierzę, że są takie miejsca i takie obyczaje, które stawią czoło Nowej Gospodarce.

Indie, Varanasi, 2 listopada 2000 r.


TOP 200