Dość puzzli, potrzebujemy obrazka

Bardzo interesująca rozmowa z Billem Gatesem, którą zamieścił Computerworld ( http://www.computerworld.pl/news/83632_2.html ), wskazuje, że strategicznym produktem dla Microsoftu będzie system Windows Vista. Do niedawna platformę zwano Longhorn, ale moi znajomi ochrzcili ją już swojskim mianem "wiśta".

Bardzo interesująca rozmowa z Billem Gatesem, którą zamieścił Computerworld (http://www.computerworld.pl/news/83632_2.html ), wskazuje, że strategicznym produktem dla Microsoftu będzie system Windows Vista. Do niedawna platformę zwano Longhorn, ale moi znajomi ochrzcili ją już swojskim mianem "wiśta".

Mam pewnie bardziej ograniczoną perspektywę niż p. Gates, ale zauważyłem pewną ciekawą prawidłowość. Otóż większość znanych mi osób nie korzysta z najnowocześniejszych aplikacji Microsoftu, a z wersji sprzed ok. 5 lat (Windows 2000, Office 2000, Visual Studio 6.0, SQL Server 2000). Motywacja jest prosta - na te produkty mają licencje, a nowsze wersje zarówno systemu operacyjnego, jak i aplikacji nie oferują im żadnej wartości w porównaniu ze starszymi. Mówiąc dokładniej, nowe cechy, które oferują, nie są na tyle istotne, by uzasadniały konieczność poważnych inwestycji w wymiarze sprzętu i oprogramowania. Za to na "starych" systemach zbudowano doskonale działające rozwiązania, które z powodzeniem funkcjonują w realiach, w jakich działa przedsiębiorstwo. Jaką wartość zaoferuje tym ludziom Windows Vista, jakiego przełomu dokona, żeby firmy wysupłały ze swoich budżetów dodatkowe tysiące i miliony na wielki upgrade do nowej platformy?

Los zetknął mnie parę razy z przedstawicielami firmy Microsoft. Mogę o tych spotkaniach powiedzieć same dobre rzeczy - praktycznie wszyscy moi rozmówcy byli naprawdę inteligentnymi i znakomicie znającymi produkty inżynierami. Potrafili bardzo szybko i prawidłowo odpowiedzieć na pytanie "jak" oraz - niektórzy - także na pytanie "co". Żaden z nich nigdy nie pomógł mi odpowiedzieć na pytanie "dlaczego" i "co moja firma będzie z tego miała"; co więcej, dziwiło ich samo stawianie takich pytań. Technologię traktowali jako cel sam w sobie, a nie - jak ja - jako środek do robienia interesów.

Pozwolę sobie powtórzyć zdanie, które swego czasu na własne uszy słyszałem z ust prezesa jednego z koncernów informatycznych: naszym głównym konkurentem nie jest ten czy inny producent, ale dyrektor finansowy naszego klienta. Proponuję, by wszyscy dostawcy informatyki zapisali je sobie wielkimi literami nad biurkiem - a potem zaczęli postępować zgodnie z takim założeniem.

Nie jestem na tyle arogancki, by dawać Gatesowi dobre rady. Pozwolę sobie jednak na małą prognozę. Za jakiś czas gigant z Redmond zorientuje się, że dobre interesy można zrobić nie oferując "klocki", a pomagając klientowi w układaniu ich w rozwiązania. Ponieważ jednak dostarczanie rozwiązań to zupełnie inny biznes niż masowa produkcja oprogramowania, Microsoft będzie musiał albo zbudować we własnej firmie nowe kompetencje, albo kupić istniejącą firmę doradczą. To drugie rozwiązanie ma tę kapitalną zaletę, że pozwoliłoby jednocześnie zamknąć konkurentom drogę wzrostu i zagospodarować dziesiątki miliardów dolarów w gotówce, które na kontach Microsoftu cierpliwie oczekują na wydanie.

Nie wiem zresztą, czy to dobry pomysł, jedno jest natomiast pewne: w tradycyjnie rozumianym przemyśle oprogramowania jest coraz mniej miejsca na rozwój. Natomiast ogromny, niewykorzystany potencjał tkwi w zastosowaniu już istniejących klocków informatycznych, aby przynosiły korzyść klientom.

Parę razy w tym miejscu takie stwierdzenia pisałem ja; kilka razy robili to też inni. Czy firmy informatyczne, pogrążone aktualnie w obłędzie przejęć i fuzji, produktów i marketingu, nowych i nowszych błyskotek zrozumieją wreszcie, że mamy kłopoty z ułożeniem puzzli i nie potrzebujemy nowego zestawu klocków. Chcemy pomocy w ułożeniu obrazka!


TOP 200