Dobry dotyk

Obecnie jednym z najistotniejszych atutów przy posługiwaniu się urządzeniami cyfrowymi oprócz dobrego wzroku jest precyzja manualna. Wymagają tego ekrany dotykowe dość ograniczone w swoim rozmiarze.

Czy to telefon z 5-calowym wyświetlaczem, czy dwa razy większy tablet zawsze bywa problem z trafieniem palcem we właściwy link czy ikonę. Na szczęście można rozciągnąć widok do nieco większych rozmiarów. Działa to pod warunkiem, że nie ma się akurat plastra na palcu. Mimo wszystko jednak użytkownicy chyba chwalą sobie tę technologię dotykową, bo inaczej nie byłaby masowo stosowana. Być może jest ona w niektórych zastosowaniach niezastąpiona (trudno wyobrazić sobie podłączanie myszy do komórki), jednak w pewnych sytuacjach nie sposób działać bez tradycyjnych urządzeń peryferyjnych.

Jeśli użytkownik jest tylko biernym odbiorcą treści, może on z łatwością „wydotykać” co tam tylko chce. Jednak nie wyobrażam sobie zaawansowanej technicznie pracy z użyciem ekranu dotykowego. Bo jakże tu wpisywać kod czy modelować grafikę palcem? Oprogramowanie dowolnego rodzaju ciągle jeszcze tworzy się w sposób archaiczny, ręcznie wklepując kod i precyzyjnie przeciągając komponenty z jednego miejsca w drugie. Daleka droga do tego, aby składać je z gotowych cegiełek poprzez zwykłe wskazywanie, choćby dlatego, że te komponenty nie wiedzą, jak się zachowywać, a to trzeba im podpowiedzieć właśnie kodem.

Zobacz również:

  • Biuro w samochodzie

Dla mnie osobiście mysz jest najlepszym do tej pory wymyślonym urządzeniem wskazującym. Najbardziej precyzyjnym i oszczędzającym ruch ręki, która leży wygodnie podparta na blacie w pobliżu klawiatury. Niby panel dotykowy laptopa jest jeszcze bliżej, ale jakoś mi z nim nie po drodze. Zawsze, gdy dostaję od znajomych komputer przenośny w celu jego usprawnienia, natychmiast podpinam do niego mysz i już jeden powód do stresu mniej. Co prawda wiele laptopów ma ekrany dotykowe i przy ich sensownych rozmiarach pukanie palcem nie wymaga aż takiej celności, niemniej trzeba unosić rękę do ekranu, co z kolei stanowi zagrożenie dla klawiatury, bo można o nią rękawem zahaczyć i niespodziewanie wygenerować jakąś akcję. Do rozwiązań dotykowych ostatecznie zniechęca mnie obserwacja operacji kopiuj-wklej wykonywana przez wprawnych w tym zakresie młodych ludzi. Gdy ja za pomocą myszy mam sprawę dawno załatwioną, oni są dopiero na etapie zaznaczania tekstu.

Jeśli ktoś myśli, że bardzo duży ekran dotykowy z wirtualną klawiaturą jest rozwiązaniem całego zła tego problemu, to niech popracuje kilka godzin, aż mu ręce opadną ze zmęczenia. Wygląda na to, że pewne wynalazki ciągle trudno zastąpić czymś sensowniejszym. Są jednak zastosowania, takie jak kioski i panele informacyjne, kasy i wszelkiego rodzaju biletomaty, gdzie ekrany dotykowe są jedynym słusznym rozwiązaniem. To jednak całkiem inna kategoria i wręcz byłoby śmiesznie i nie do pomyślenia, aby działać tu z myszą.