Dobrodziejstwa współczesności

Aby zadzwonić do domu, musiałem najpierw znaleźć aparat telefoniczny. Ponieważ sprawne budki telefoniczne na ulicach były rzadkością, jedynym wyjściem pozostawało udanie się na pocztę.

Aby zadzwonić do domu, musiałem najpierw znaleźć aparat telefoniczny. Ponieważ sprawne budki telefoniczne na ulicach były rzadkością, jedynym wyjściem pozostawało udanie się na pocztę.

Tam, po odstaniu w kolejce ludzi chętnych do prowadzenia rozmów na odległość, mogłem wreszcie wykręcić numer i uzyskać połączenie - pod warunkiem, że było to w strefie obsługiwanej przez centralę automatyczną. Jeśli nie, należało zamówić międzymiastową i ze stoickim spokojem wyczekiwać, aż pracownica poczty nawiąże połączenie z odległym abonentem i zakrzyknie z okienka "Warszawa w kabinie drugiej".

To, co powyżej opisałem, jest fragmentem rzeczywistości, jaka panowała ćwierć wieku temu. Mimo że nie były to aż tak bardzo odległe czasy, ludzie młodszego pokolenia znają te zjawiska z opowiadań lub filmów, i rzeczywiście brzmi to dla nich bardzo egzotycznie, wręcz nieprawdopodobnie. Równie dziwnie i podejrzanie w dzisiejszym kontekście mogą brzmieć relacje mówiące, że mniej więcej w tym samym okresie w telewizji były tylko 2 programy i niewiele więcej w radio. Telefonia i pozostałe środki masowego przekazu różniły się między sobą tym, że ta pierwsza była bardzo ograniczona z tytułu mizerii technologicznej, reszta zaś obwarowana była twardo utrzymywanym reżimem na przekaz informacyjny.

Trudno z dzisiejszego punktu widzenia wyobrazić sobie, jak możliwe było funkcjonowanie ludzi przy praktycznie nieistniejącym zapleczu teleinformacyjnym. A jednak jakoś się to kręciło, chociaż z czasem coraz gorzej. Jedynym miejscem, gdzie można było skorzystać z dobrodziejstw nowoczesności, były przedstawicielstwa linii lotniczych, w których - na przekór temu, co było wówczas wszechobecne - można było za pomocą terminala i bez wielkiej mitręgi wykupić bilet na dowolną trasę.

Im dalej wstecz, tym przekaz informacji był jeszcze bardziej siermiężny. W dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy to prymat informacyjny dzierżyła głównie prasa, jakże często ukazywały się popołudniowe wydania gazet mające na celu aktualizację tego, co najświeższe w wydarzeniach. Niektóre dzienniki stosowały wręcz karkołomne sztuczki, aby tylko prześcignąć konkurencję w aktualności swoich serwisów. Czytałem niedawno wspomnienia śląskiego dziennikarza, który opisywał, jak też radzono sobie z problemem dostarczania aktualnych wyników meczów piłkarskich, które były punktem zainteresowania wielu czytelników. Otóż, gdy mecz wydawał się mieć dosyć ustabilizowany przebieg, na pół godziny przed jego zakończeniem podawano do drukarni wynik aktualnie ustalony i rozpoczynano druk gazety. Czas ten pozwalał z technologicznego punktu widzenia na dystrybucję prasy z najświeższymi informacjami w momencie, gdy publiczność opuszczała stadion. Oczywiście, jeśli wynik meczu uległ zmianie, cały wydrukowany w tym czasie nakład trafiał do kosza.

Trudno nieraz docenić to, czym się dysponuje. Obecnie, aby sięgnąć po najświeższe informacje, wystarczy zajrzeć do któregoś z internetowych portali informacyjnych. Aby zadzwonić gdziekolwiek i skądkolwiek, wystarczy wziąć do ręki telefon komórkowy. Satelitarny przekaz telewizyjny także ma się całkiem nieźle. Ciekawe, co będziemy mówić o teraźniejszości za kilkadziesiąt lat. A może już nic się nie zmieni w zasadniczym sensie?


TOP 200