Dlaczego nie mielibyście tego zrobić

Kiedy popatrzymy za siebie, w niedawną przeszłość, może nas oszołomić, tak jak zdumiewa zagranicę - przemiana Polski.

Kiedy popatrzymy za siebie, w niedawną przeszłość, może nas oszołomić, tak jak zdumiewa zagranicę - przemiana Polski.

Tych, którzy nie czytają polskich gazet, zajętych głównie złymi wiadomościami, fascynuje kraj najwyższego nasycenia komputerami i wideo, kraj - zarazem - olbrzymiej "szarej strefy" gospodarki, "szarej strefy", której przypisuje się, i chyba nie przesadnie, ok. 40% dochodu narodowego Polski, kraj, do którego poza wszelką statystyką napływa rocznie parę miliardów dolarów z zachodu, a jeszcze więcej - ze wschodu. Brzmi to, jakbym, zafascynowany właśnie tymi pieniędzmi, lekceważył cwaniactwo i lewe interesy. Nie lekceważę, broń Boże. Wiem tylko, że na styku biurokracji z biznesem rodzą się one zawsze i dlatego trzeba możliwie najszybciej uwolnić tę gospodarkę od takiego styku, oddzielając ją od państwa i jego budżetu (na marginesie: dziękujemy z kol. Łakomym informatykom kolejnictwa za zaproszenie, na pewno wybierzemy się do ich Ośrodka, ale - uprzedzam - będziemy prosili o szczegółowe dane co do wysokości zakupów, zarówno łączne, jak i jednostkowe).

Istotny jest korzystny obrót tymi wszystkimi, wspomnianymi wyżej pieniędzmi, tak by pracowały one dla swych właścicieli i dla ich społeczności lokalnych w sposób, jaki umożliwia gospodarka rynkowa. I chodzi o obrót - wszystkimi pieniędzmi. Nie tylko tymi największymi. Te małe są także wielkie. Polska dzisiejsza nie ma systemu oszczędnościowego w klasycznym tych słów znaczeniu; PKO BP jako wielkiemu bankowi nie opłaca się, co zrozumiałe, obsługa drobnych wkładów. W rezultacie instytucja drobnych wkładów, owych małych oszczędności, zanikła. Jeżeli przyjmiemy, że ok. 65 do 80% naszego społeczeństwa stać na odkładanie od jednej nowej złotówki do pięciu złotych miesięcznie "na głowę", dojdziemy do wniosku, że w Polsce NIE gromadzimy tych małych oszczędności na skalę co najmniej 10 bilionów starych złotych rocznie (1 miliarda nowych). W praktyce - byłoby to nawet dużo więcej: dawne systemy oszczędnościowe emitowały znaczki oszczędnościowe, którymi można było odebrać np. drobną resztę w sklepie i które wyklejało się na karcie oszczędnościowej, by ją potem wymienić na oprocentowaną książeczkę. Odbudowa komunalnych kas oszczędności (którymi nikt ciągle nie jest zainteresowany) miałaby tu kolosalne znaczenie praktyczne - że nie wspomnę o takiej bazie dla przyszłego lokalnego obrotu bezgotówkowego.

Komputerowa obsługa tego obrotu jest w sensie czysto handlowym - interesem olbrzymim. Nie chcę tu szermować liczbami, od których oko bieleje (proszę zastanowić się i policzyć, ile serwerów trzeba by dla obsługi obrotu bezgotówkowego tylko samej Warszawy). Chcę zwrócić tylko uwagę, że już sama emisja kart kredytowych dla klientów tego systemu to dalszy olbrzymi biznes. I nikt nas w tym nie "przeskoczy". Zachodnie karty kredytowe będą się, rzecz jasna, dalej rozprzestrzeniały, ale rynek biznesmenów jest w Polsce dość płytki. Podczas, gdy karty kredytowe systemu powszechnego lokalnego obrotu bezgotówkowego będą pracowały w skali 90 procent dorosłego społeczeństwa, bazując na bieżących wpływach wszelkich wynagrodzeń i dochodów osobistych! Czy muszę tłumaczyć, jakie rosłyby rezerwy kapitałowe w tym systemie? I skąd się biorą dziś te środki na ekspansję w kraju przecież wcale nie tak bogatym, czyli Korei Południowej? Na Korei pracuje każdy grosz... Czy nie chcecie pościgać się trochę z Koreą? Czy jesteście mniej zdolni? Mniej przedsiębiorczy? Mniej ambitni? Sprzęt? Producenci będą uszczęśliwieni perspektywą ogromnych zakupów i sprawdzalnych, realnych, stałych wpływów. Zgodzą się na sprzedaż ratalną lub określony udział w interesie przez określony czas. Słowem, pomyślmy. To nic fantastycznego. Co najwyżej - fantastyczna perspektywa. Przed pięciu laty opis dzisiejszej Polski wydałby się każdemu czymś bardziej fantastycznym.


TOP 200