Deep blue

W nastrój smutku, co oddaje tytuł tego felietonu (w języku angielskim - potocznym), mogą pogrążyć się bardziej wrażliwi Czytelnicy po przeczytaniu niniejszego tekstu, chociaż nie jest moim zamiarem psucie komukolwiek nastroju. Wolałbym raczej spowodować ironiczny uśmiech, co przypuszczam, na niejednym licu zagości. Przechodząc do sedna sprawy, chciałbym jedynie nadmienić, że jak zwykle przyczynkiem do tej krótkiej rozprawki były fakty z życia, wcale przeze mnie specjalnie nie wyszukiwane, ale same wpadające w ręce.

W nastrój smutku, co oddaje tytuł tego felietonu (w języku angielskim - potocznym), mogą pogrążyć się bardziej wrażliwi Czytelnicy po przeczytaniu niniejszego tekstu, chociaż nie jest moim zamiarem psucie komukolwiek nastroju. Wolałbym raczej spowodować ironiczny uśmiech, co przypuszczam, na niejednym licu zagości. Przechodząc do sedna sprawy, chciałbym jedynie nadmienić, że jak zwykle przyczynkiem do tej krótkiej rozprawki były fakty z życia, wcale przeze mnie specjalnie nie wyszukiwane, ale same wpadające w ręce.

Już w szkole wpajano i wpaja się zasady pisowni skrótów, zarówno dotyczących życia potocznego, jak i nauki. O tym, że coraz częściej, zwłaszcza w prasie widuje się stopnie naukowe pisane z kropką na końcu, tam gdzie nie jest ona wymagana, przekonaliśmy się nieraz. Być może "Dr." wygląda poważniej i tak bardziej z amerykańska, więc z wolna szmuglujemy ten sposób pisowni do naszego języka. Z rozpędu też załapuje się na to zwykły magister, chociaż "Mgr." na tamtej półkuli nie istnieje. Tego typu błędy stosowane w pisowni potocznej, chociaż mogą drażnić, nie czynią niejednoznaczności. Natomiast w naukach ścisłych precyzja zapisu stosowanych skrótów musi być przestrzegana bezwzględnie, aby nie wnosić grubych pomyłek interpretacji. Nie może być mowy, aby zamiast "M", czyli "Mega", ktoś napisał "m", co oznaczałoby "mili". Jedna, drobna pomyłka w literce, a błąd wartości wynosi 10 do potęgi 9.

Nie wiem jakim cudem, ale w informatyce, nie będącej przecież poezją (chociaż dla niektórych jest prozą życia), ale nauką ścisłą, coraz częściej pojawiają się błędy tego typu. Dotyczy to oznaczania jednostek informacji. Coraz niekonsekwentniej pojawiające się oznaczenia bitów i bajtów, pisane raz dużymi, raz małymi literami i to odwrotnie niż powinno być, powodują dezorientację u mniej zorientowej w temacie ludności. Zasada oznaczania bajtu literą "B", a bitu literą "b" zdaje się być traktowana dosyć dowolnie. Co prawda wielkości opisywane tymi jednostkami są do siebie jak 8 do 1, więc różnica nie aż tak duża, ale jednak. Podawanie prędkości pracy modemu jako 14,4 kB/s czy 14,4 kb/s, może dla osoby nie do końca wtajemniczonej oznaczać 8 krotną różnicę. Chyba, że z góry zakłada się, że parametr ten i tak nijak nie ma się do rzeczywistości, gdzie wszystko działa wolniej niż się spodziewamy.

Ostatnio jeden z moich studentów kupił dyskietki. Na ich metalowych elementach wytłoczone są gustowne napisy w kolorze blue: OPTIMUS SA - FORMAT IBM PC - 1,44 Mb .

I jak ja teraz wyglądam? Dopiero co tłumaczyłem studentom, że pojemność dysków podajemy w bajtach oznaczanych jako duże "B".

Tymczasem nasz krajowy potentat zmieszał mnie z błotem. Na wszelki wypadek sprawdziłem, że dyskietka ma rzeczywiście pojemność 1,44MB, a nie osiem razy mniejszą, jak wynikałoby z oznaczenia. Ciekawe jaka liczba tych "cacek" trafiła na nasz rynek, czy (broń Boże) na eksport? Na wszelki wypadek zachowałem jeden egzemplarz dla potomnych, chociaż niestety, nie jest on jedyny.

Zakładam, że dyskietki nie są czyimiś podróbkami - więc może wirus namieszał? Ogólnie program edukacji młodzieży w tym zakresie trochę nie wypalił. Patrzy na to wszystko "Big Blue" zza oceanu, dziwiąc się co też ten "Small Blue" z Polski wyprawia. A może by tak w ramach rekompensaty wprowadzić dla młodzieży obniżkę ceny tych nośników, wadliwie przecież oznaczonych.