Darmowe metro

Być może wielu Czytelników CW będzie zaskoczonych faktem, że czytamy tę samą gazetę. Nie, nie myślę o naszym piśmie, jego wersję papierową przestałem dostawać już dawno temu, gdyż przychodziła jakieś cztery tygodnie po dacie ukazania się i zwykle w takim stanie, że nadawała się tylko na makulaturę - serdeczne podziękowania dla Poczty Polskiej! Nie myślę także o jej wersji internetowej. Myślę o jak najbardziej papierowym dzienniku nazywanym wszędzie na świecie "Metro" i jak dotąd ukazującym się w 16 krajach świata. Wszędzie nazywa się on "Metro" - poza Warszawą, gdzie musiał przyjąć nazwę Metropol, bo ktoś wcześniej zajął sobie krótką nazwę.

Być może wielu Czytelników CW będzie zaskoczonych faktem, że czytamy tę samą gazetę. Nie, nie myślę o naszym piśmie, jego wersję papierową przestałem dostawać już dawno temu, gdyż przychodziła jakieś cztery tygodnie po dacie ukazania się i zwykle w takim stanie, że nadawała się tylko na makulaturę - serdeczne podziękowania dla Poczty Polskiej! Nie myślę także o jej wersji internetowej. Myślę o jak najbardziej papierowym dzienniku nazywanym wszędzie na świecie "Metro" i jak dotąd ukazującym się w 16 krajach świata. Wszędzie nazywa się on "Metro" - poza Warszawą, gdzie musiał przyjąć nazwę Metropol, bo ktoś wcześniej zajął sobie krótką nazwę.

Nic dziwnego, że zajął, gdyż "Metro" jest przykładem sukcesu rozdawnictwa w czasach, gdy większość tzw. darmowych inicjatyw internetowych jest już tylko historią. Może stało się tak dlatego że "Metro" jest jak najbardziej klasyczną gazetą, drukowaną na zwykłym papierze, z kolorowymi zdjęciami i wcale nie tak olbrzymią liczbą reklam - objętościowy procent w każdym numerze jest z pewnością mniejszy niż w Gazecie Wyborczej. A wszystko zaczęło się zaledwie w roku 1995, w czasach gdy młodzi przedsiębiorczy ludzie raczej zakładali dot-komy. Inicjatywie kilku dziennikarzy ze Sztokholmu nikt nie dawał żadnych szans, szczególnie w konkurencji z także darmowymi gazetami internetowymi.

A jednak po ośmiu latach codziennie rano ponad dwanaście milionów ludzi na całym świecie sięga po papier (http://www.metro.se/ ). Zresztą powiedzenie "rano" jest mało precyzyjne, gdyż gazeta ukazuje się w tak odległych geograficznie i czasowo miejscach jak Seul, Warszawa i Boston. Można powiedzieć, parafrazując Anglików, że słońce nigdy nie zachodzi w imperium Metro. Zresztą każdy może sobie sprawdzić, jak różne są wydania oraz zakresy informacyjne w różnych miastach, sięgając po jedną z 14 wersji językowych Metro, oczywiście online w postaci pliku PDF (http://www.metropoint.com/ ).

No właśnie, w XXI wieku nie da się ominąć sieci ani jej gotowości do dostarczania informacji 24/7/365. Niestety, to co jest olbrzymią wygodą dla nas, konsumentów informacji, przyprawia o ból głowy wydawców tradycyjnych czasopism. Różnie próbują radzić sobie z problemem darmochy. Boston Globe usiłuje walczyć własną stroną internetową (http://www.boston.com/globe/ ), co jednakże zaowocowało w ostatnim okresie spadkiem drukowanego i sprzedawanego nakładu o ponad 10%. Warszawska Gazeta Wyborcza chyba przestała już marzyć, aby jej portal internetowy (http://www2.gazeta.pl/ ) był w stanie konkurować na rynku i raczej nacisk kładzie na strony internetowe papierowej gazety (http://www1.gazeta.pl/wyborcza/0,0.html ). Z kolei wiele tygodników, w tym i CW (http://www.computerworld.pl/ ), zdecydowało się na ograniczanie dostępu do informacji sieciowej albo wymagając prenumeraty papieru, albo publikując tylko fragmenty artykułów. Tak czyni np. Polityka (http://polityka.onet.pl/ ), przez większą część tygodnia dając tylko kilka pełnych tekstów na sieci. Nie wiem, czy dzięki temu wzrośnie jej sprzedaż papieru, ale na pewno zmalała liczba odsłon reklam.

Jaki więc będzie wynik wojny mediów? Ano, jeśli rząd nie będzie interweniował i nie wprowadzi Krajowej Rady Gazet i Tygodników oraz licencjonowania nakładów, to prawdopodobnie tradycyjne formy publikacji zaczną zanikać. Jeśli bowiem mam płacić za papier (albo za abonament, jak w TV) i oglądać reklamy, no to wolę nie płacić i oglądać ich mniej. Nie mam wątpliwości, że tak samo będzie rozumowało coraz więcej ludzi. Pozostaje pytanie, jak szybko przebiegnie proces zaniku. O tym niewątpliwie dowiemy się z darmowych mediów. Już niedługo.


TOP 200