Da capo, czyli od początku O uczeniu i nauczaniu

Gdy słucham o nauczaniu informatyki, mam wątpliwości. Nauczanie kojarzy mi się z głoszeniem prawd objawionych, ale nie z uczeniem. Kościół naucza. W szkole nauczać może tylko katecheta. Inni nauczyciele, również nauczyciele informatyki, mają pomagać uczyć się uczniom. Nie znam żadnego przypadku nauczenia kogoś czegoś, oprócz nauczenia moresu (ja cię nauczę!).

Gdy słucham o nauczaniu informatyki, mam wątpliwości. Nauczanie kojarzy mi się z głoszeniem prawd objawionych, ale nie z uczeniem. Kościół naucza. W szkole nauczać może tylko katecheta. Inni nauczyciele, również nauczyciele informatyki, mają pomagać uczyć się uczniom. Nie znam żadnego przypadku nauczenia kogoś czegoś, oprócz nauczenia moresu (ja cię nauczę!).

Nauczanie polega na przekazywaniu informacji. Podaje się informację o tym, co jest, gdzie, kiedy i dlaczego, jak powinno być, jak (z)robić, jak postępować i co oznacza, jeśli... . Gdyby nas tylko nauczano (nie uczylibyśmy się), nikt z nas nie potrafiłby jeździć na rowerze, pływać i nikt nie zdecydowałby się na operację żadnego narządu. Potrafilibyśmy jednak prowadzić dysputy na tematy technik pływania i jazdy na rowerze, praktyki monetaryzmu czy systemów wspomagania decyzji.

Medycyny, informatyki czy zarządzania trzeba uczyć, a nie nauczać. Uczyć oznacza motywować, inspirować i pomagać, a nie gadać. Uczyć trzeba umieć i nie wystarczy przeczytać, znać, wiedzieć. Trzeba wiedzieć, po co ktoś się uczy i jak się uczy. Piaget i Rogers dowodzą, że wiedzy nie można przekazać i że uczenie się wymaga motywacji i świadomości oraz aktywnej postawy (ucznia). Nasi uczniowie tymczasem nie wiedzą nawet, dlaczego autor jednej mądrej księgi jest "be" a innej "cacy". Studenci czasami nie wiedzą, ile godzin i czego będą się uczyć w następnym semestrze i po co? Nie są oni zatem motywowani i zwykle są bierni, gdyż nie znają celu uczenia się. Czy mają oni zatem wiedzę (zdolność do wykorzystania informacji, skutecznego i efektywnego działania)? A mówi się, że nasi absolwenci mają wiedzę i to nawet lepszą niż absolwenci podobnych szkół w innych krajach. Więc dlaczego jesteśmy tak zapóźnieni cywilizacyjnie?

Nasz system edukacyjny wciąż przypomina modele wszystkich państw totalitarnych. Rząd i przewodnie siły najlepiej wiedzą, ile i czego musi nauczyć się ludność i ile na to można wydać pieniędzy. Z początkiem lat 90. kraje zachodnie przeznaczyły wielkie środki na zmiany w naszej edukacji. Czy przyniosło to zmiany organizacji studiów i programów? Symboliczne. Skutek jest taki, że pewien zachodni fundusz pomocy założył, że "w sponsorowanych szkoleniach menedżerów nie skorzystają z usług pracowników polskich uczelni, gdyż są one niereformowalne". Od siedmiu lat nie zmieniliśmy systemu szkolnictwa, co jest haniebnym zaniedbaniem (bo chyba nie celowym działaniem) kolejnych rządów. Ostatnie dwa rządy, prócz czczych deklaracji, przyniosły utrwalenie istniejących struktur, talony dla absolwentów na douczenie (sic!) oraz symboliczny (dyskusyjny1) wzrost nakładów.

Konstytucyjne prawo do darmowego (czyżby?) kształcenia zapowiada, że pozostaniemy w tym błędnym kole jeszcze przez lata. Będziemy nauczać zarządzania i informatyki, gdyż nie będzie środków np. na wyposażenie bibliotek i stworzenie laboratoriów, w których studenci mogliby samodzielnie rozwiązywać problemy zarządzania, posługując się stosownym oprogramowaniem i mając możliwość bieżącej współpracy ze swoimi kolegami z uczelni w cywilizowanym świecie. Dzięki temu absolwenci potrafią gadać, ale nie potrafią skutecznie i efektywnie działać. Napiszą może świetny program, ale nieprzydatny dla użytkownika i bardzo drogi.

1 Jeśli subwencja dla szkoły rośnie o kwotę wynikającą ze stopy inflacji, a liczba studentów podwaja się, to nakłady rosną czy spadają? Trudno jest jednak o tym dyskutować, gdyż dane te są poufne.


TOP 200