Czy warto inwestować w firmy komputerowe?

W ubiegłym roku pojawiła się na giełdzie pierwsza firma komputerowa Optimus. Emisja publiczna przypadła wtedy na okres giełdowej hossy i akcjonariusze bardziej kierowali się odruchem stadnym niż analizą fundamentalną.

W ubiegłym roku pojawiła się na giełdzie pierwsza firma komputerowa Optimus. Emisja publiczna przypadła wtedy na okres giełdowej hossy i akcjonariusze bardziej kierowali się odruchem stadnym niż analizą fundamentalną.

Niemniej jednak osiągnięcia finansowe oraz porównanie pozycji Optimusa na tle całej gospodarki uświadomiły powszechnie, że firmy komputerowe są istotnym elementem polskiej rzeczywistości gospodarczej. A nawet - i tu kolejna pochwała dla Optimusa - potrafią, mam nadzieję, skutecznie konkurować z monopolistycznym dotąd quasi - przedsiębiorstwem T.P. S.A. Bessa powstrzymywała myślące chyba o giełdzie JTT, Prokom oraz przesunęła termin emisji publicznej ComputerLandu. Wszystkie te firmy mogą pozytywnie wpłynąć na wizerunek branży, która mimo wszystko nadal kojarzona jest z "turystycznymi" wyprawami do Singapuru po składaki. Sam to kiedyś robiłem, więc nie wydaje mi się, żeby to było coś zdrożnego, ale od tego czasu firmy tak urosły i zmężniały, że wolę opisywać ich sukcesy niż w nich pracować, a jest przecież o czym pisać. Sam (nie dosłownie) sprzedałem ponad 200 tys. komputerów (ATARI), więc na wszystkie propozycje pracy odpowiadałem dotąd, że jeżeli ktoś sprzeda więcej, to wtedy będę się musiał zastanowić. Stąd uważam, że dobrze się stało, że ComputerLand wchodzi na giełdę i trzymam kciuki za ich sukces. Z tym wchodzeniem na giełdę, to przecież nie taka prosta sprawa, jak się potocznie mówi i uważa. Najpierw trzeba uzyskać status spółki publicznej od wymagającej coraz wiecej Komisji Papierów Wartościowych. Wcześniej oczywiście dotychczasowi akcjonariusze muszą postanowić, co im daje giełda: najczęściej nowy kapitał (choć kosztowny), upłynnienie dotychczasowych akcji, publiczną kontrolę poczynań zarządu oraz ogromny efekt marketingowy i wzrost zaufania klientów. Dla różnych firm może być różna waga tych czynników. Z tego co wiem, dla ComputerLandu najistotniejsze są ostatnie albo raczej według powyższej kolejności coraz ważniejsze. Kolejnym krokiem wchodzenia jest skuteczna emisja publiczna, co najmniej 25% kapitału musi się znaleźć u co najmniej 500 akcjonariuszy. Potem kolejne zgody Komisji, Rady Giełdy, rejestracje sądowe i najbardziej oczekiwany dzień pierwszego notowania. Strasznie to poważnie brzmi, ale i proces jest poważny, a KPW oraz Giełda zyskały sobie prestiż instytucji poważnych i profesjaonalnych, czego nie można powiedzieć o innych urzędach oraz ludziach manipulujących kruchym i młodocianym rynkiem finansowym w Polsce.

Sukces ComputerLandu będzie sukcesem całej branży i poza niewątpliwymi korzyściami dla tej firmy łatwiej będzie robić interesy innym. Łatwiej będzie również następnym firmom wejść na giełdę, a oceniam, że co najmniej sześć ma taką szansę. Z pośrednich relacji słyszałem o znakomitym wykładzie prof. Turskiego na krakowskim forum. Informatyka to przede wszystkim nauka, zaniedbana u nas ostatnio i rzadko która firma komputerowa z tak rozumianą informatyką ma coś wspólnego.

Rynek komputerowy rozwija się w tempie co najmniej 40% rocznie, PKB podobno 4%. Jak tak dalej pójdzie, to zdominujemy (oczywiście razem z wydawcami gazet) całą gospodarkę. Jeśli więc nie zainwestowałeś dotąd w prasę, to kup czym prędzej firmę komputerową.

P.S. Dziękuję CPI za zaproszenie do Krakowa. Żałuję, że dostałem je w trakcie pobytu na interesującej konferencji Olivetti w Amsterdamie. Nie musiałem więc decydować czy wybrać kolację u Wierzynka, czy w Riksmuzeum w otoczeniu Rembrandta.

O menu, obrazach i samej konferencji następnym razem.


TOP 200