Czy TO kariera Arturo UI?

Przed kilku laty, na jednym z pierwszych zebrań z podległym mi personelem w nowym miejscu pracy, w trakcie gorącej dyskusji na temat przywilejów, które powinni otrzymać nasi użytkownicy, zadałem znienacka tzw. głupie pytanie. Zapytałem mianowicie, po co my tu w ogóle jesteśmy.

Przed kilku laty, na jednym z pierwszych zebrań z podległym mi personelem w nowym miejscu pracy, w trakcie gorącej dyskusji na temat przywilejów, które powinni otrzymać nasi użytkownicy, zadałem znienacka tzw. głupie pytanie. Zapytałem mianowicie, po co my tu w ogóle jesteśmy.

W pokoju zapadła nienaturalna cisza, nikt jakoś nie kwapił się do odpowiedzi na zapewne retoryczne pytanie, zaś w oczach niektórych podwładnych zobaczyłem ironię: no tak, ten nowy wygłupił się, co za pytanie. Przecież wszyscy wiedzą, że grupa komputerowa zajmuje się komputerami, siecią, drukarkami i wszystkim, co ma w środku procesory. Wiem, że przedłużone milczenie jest czasami znacznie bardziej wymowne niż gadanie. Przez dłuższą chwilę pozwoliłem personelowi zastanawiać się właściwie po co my tu jesteśmy.

Mam nadzieję, że wszyscy Czytelnicy CW, a szczególnie pracujący w działach komputerowych firm, które nie handlują komputerami lub oprogramowaniem, znają oczywiście odpowiedź na moje "głupie" pytanie. Zatrudniono nas, gdyż w firmie są użytkownicy komputerów, sieci, drukarek oraz wszystkich innych urządzeń, które mają w środku procesory. Użytkownicy, a nie przedmioty, którymi się posługują. Można powiedzieć, używając słowa, którego nie lubię, że większość kolegów informatyków pracuje dziś w usługach informacyjnych. Praktycznie poza niewielką grupą zatrudnionych na uczelniach i prowadzących tam badania nad nowymi technologiami oraz pracownikami centrów badawczo-rozwojowych, wszyscy zajmujemy się ułatwianiem życia innym. A to jest właśnie klasyczna definicja usług.

Czymże bowiem praca sieciowca różni się od zajęcia pracownika wodociągów i kanalizacji? Jeden i drugi starają się dostarczyć swoim klientom potrzebne im medium (pakiety, woda), starają się, aby instalacja działała sprawnie i bez zakłóceń 24/7. A kiedy coś nawala, to użytkownicy tak samo nie przyznają się, że wyrwali gałkę spłuczki lub kabel sieciowy przez własną głupotę. Czym różni się dobry krawiec od projektanta baz danych? Przecież i jeden i drugi przystosowują fabryczną gotowiznę do konkretnych potrzeb klienta: materiał do tłustej figury, pola bazy danych do rozdętej struktury firmy. Czym wreszcie różni się stróż ładu publicznego od pracownika dbającego o bezpieczeństwo danych? Oczywiście ten pierwszy raczej posługuje się pałką, zaś drugi częściej kryptografią, ale obaj spotykają się, gdy śledzą szczegóły życia klientów.

Nie wiem jak to jest w Państwa firmach, ale efektem zebrania opisanego na początku felietonu była zmiana nazwy grupy, która teraz brzmi Computer Services, czyli Usługi Komputerowe. Żeby było śmieszniej, kilka lat po zmianie nazwy, która to zmiana oczywiście budziła opory całego personelu (przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka), dział IT całej uczelni też dodał słówko Services do swej nazwy, choć nie opuszczono brzydkiego słowa na T, tworząc dziwaczny skrót IST. Mogę jednak zrozumieć dlaczego tak się stało, skoro kilkoro moich pracowników przez bardzo długi czas używało niby to przypadkiem lub przez zapomnienie starej nazwy grupy. Ja zaś złośliwie w odwecie każde zebranie zaczynałem od pytania "Po co tu jesteśmy?". Załoga musiała chórem odpowiadać dlaczego. Aż zrozumiała.

Czytelników, którzy poza komputerami interesują się także życiem w realu, informuję, że dzisiejszy tytuł felietonu nie ma żadnego związku z IV RP oraz jej przywódcami i jest tylko nawiązaniem do mego tekstu sprzed lat o rewolucji brudasówhttp://www.computerworld.pl/artykuly/artykul.asp?id=38507: zamiast Technologii Obliczeniowej mamy teraz Usługi Informacyjne.


TOP 200